Podatki albo śmierć

czarno-żółto-biały rysunek a la szkic przedstawiający napad na pociąg na Dzikim Zachodzie. Dwóch mężczyzn ubranych w kapelusze i bandany przechodzi przez środek wagonu z rewolwerami i zbiera od przeróżnych pasażerów kosztowności

Podatki to kradzież. Wszyscy to wiedzą. Wszak pobierane są bez naszej zgody. No jak inaczej coś takiego nazwać, jeśli nie kradzieżą? Powiedzą Wam to nie tylko zwykli ludzie, ale także wielcy ekonomiści, którzy…

…mają nieźle sprany beret i nie potrafią spojrzeć dalej niż ściany własnego mieszkania. Poza tym są też inni ekonomiści, którzy tak nie uważają i w odróżnieniu od Balcerowicza czy Gwiazdowskiego są traktowani na świecie poważnie. Czym zatem są podatki? Być może Was zaskoczę, a może nie, ale są po prostu… podatkami. Część z Was jest pewnie średnio zadowolona taką odpowiedzią, mam rację? Skoro tak bardzo chcecie pozostać przy tej nomenklaturze kapitalistyczno-konsumenckiej, to powiem Wam, że podatkom najbliżej do abonamentu. Ja sam uważam, że to abonament jest rodzajem podatku, bo pewnie dalej to nie satysfakcjonuje, ponieważ nigdy się na to nie zgadzaliście i podatki nie są dobrowolne.
Sęk w tym, że mamy umowę, Wy się zgodziliście, a w praktyce podatki są dobrowolne, ale to nie działa tak, jak Wam się wydaje.


Umowa społeczna

Umowa, o której mówię to taka umowa społeczna, którą nazywamy państwem. Warunki tej umowy są dość dobrze udokumentowane i nazywają się prawem (nie mówcie mi tylko, że nie da się tego przeczytać wszystkiego, skoro nie czytacie nawet regulaminu Netflixa, dopóki nie dostaniecie blokady). Zgodę też wyrażacie podpisując umowę o pracę, o dzieło czy zlecenie, które są prawnie zdefiniowane i pracodawca zobowiązał się ich przestrzegać, zakładając firmę zgodnie z prawem. Jest to również dobrowolne, bo nikt nie zmusza Was do podjęcia zatrudnienia, a bez tego tych podatków nie będziecie płacić. Ktoś tu wspomni pewnie o VAT i akcyzie, ale te z kolei nie płacicie Wy, ale sprzedawca, który doliczył odpowiednie kwoty do ceny. W praktyce nie zmienia to nic, ale skoro tematem naszych rozważań jest semantyka, to zdefiniowanie płatnika ma dość kluczowe znaczenie. Z tych bardziej znanych podatków mamy jeszcze gruntowy, który trzeba płacić tak czy inaczej, ale na to też się zgadzamy, przyjmując na własność nieruchomość.

Poza tym wszystkim, moi drodzy, bądźmy uczciwi. Trudno mówić tu o jakimś przymusie, skoro wcześniej otrzymało się 18 lat darmowego okresu próbnego. Edukacja publiczna, opieka zdrowotna, szczepienia lub odporność stadna, kontrola produktów społecznych, drogi, którymi dostarcza się towary, straż pożarna i jeszcze pewnie wiele innych jest nam zapewnione od urodzenia. Tak z ludzkiej przyzwoitości, to warto by było się za to odwdzięczyć. Powiecie pewnie, że wciśnięto Wam to bez pytania o zgodę i dlaczego mielibyście za to płacić. Wiecie co? Macie rację, dlatego nikt nie będzie od Was wymagał spłacania tego, jeśli nie podejmiecie zatrudnienia albo wyprowadzicie się do innego kraju, gdzie… też będziecie płacić podatki, na co automatycznie się zgodzicie za sprawą tych samych mechanizmów. No, chyba że wybierzecie kraj z zerowym dochodowym, ale to już Wasz wybór.


A gdyby nie płacić?

Jak zatem możecie nie płacić podatków w kraju, w którym już jesteście? Opcje są dwie. Pierwsza to renegocjacja umowy, która odbywa się drogą parlamentarną. Niestety dla Was, umowa, którą mamy jest zbiorcza i wszystkich dotyczy tak samo, bo jednak ustalanie indywidualnych warunków za każdym razem dla każdego obywatela – byłoby dosyć nieskuteczne.

Druga opcja to… wyprowadzić się do dziczy i żyć niczym pierwotni zbieracze łowcy, stawiając sobie ewentualnie jakiś szałas. Brzmi śmiesznie? Nie śmieszniej niż stosowanie się do innych zasad niż reszta społeczeństwa, w którym na co dzień żyjemy. Jak sobie nawet pracujecie z domu i w ogóle nie wychodzicie do świata, to dalej w ten czy inny sposób korzystacie z działania państwa, bo nie żyjecie w próżni, więc płacić podatki należy.

Podsumowując, o podatkach można mówić, że są niesprawiedliwe, nieoptymalne, zbędne i parę innych dziwnych rzeczy, ale nie to, że są kradzieżą, haraczem czy inną formą wyzysku, to nie feudalizm, gdzie czy się stoi, czy się leży, to danina się należy. Dyskutujmy o ich formie, wielkości i wykorzystaniu, ale skoro już porzuciliśmy zbieracko-łowiecki tryb życia, to nie demonizujmy czegoś, co pozwala nam iść dalej do przodu.