Czy jesteś mądrzejszy od trzynastolatka?

Gdy pierwszy raz zobaczyłem powyższego tweeta, wydał mi się on szalenie zabawny. Zgadzam się, że młodsi ludzie często mają większą świadomość życia niż starsi. Jest raczej zasadą, nie wyjątkiem, że młodsze pokolenie jest mądrzejsze od starszego. Każdy, kto twierdzi inaczej, jest starym dziadem na nostalgicznym haju. („Stary dziad” to stan umysłu nieposiadający płci.) Zacząłem przyglądać się temu oświadczeniu dokładniej i zwróciłem większą uwagę na jego aspekt polityczny; z mojej pozycji starszego mędrca z bogatym bagażem doświadczeń, opowiem wam, droga młodzieży, o dorosłych centrystach.

Każdy, kogo młodość przypadła na lata 90. pamięta, że w tamtych czasach ze wszech stron otaczała Polaków, jedna, jedyna poprawna, linia myślenia – liberalizm. Każdy był odpowiedzialnym kowalem swego losu, a wolny rynek miał oddzielić zaradne ziarno od roszczeniowych plew. To przesłanie było wszędzie – w telewizji, gazetach, w programie nauczania. To jedyne, o czym mówiły mądre głowy w mainstreamie. Pierwszą krytyczną myśl o kapitalizmie usłyszałem dopiero w 2001r. Podczas wieczoru wyborczego mój ojciec wspomniał, że głosował na SLD. Gdy zdziwiony faktem, że były członek Solidarności, zagłosował na spadkobierców PZPR, spytałem czemu. Odpowiedział mi: „Kiedyś zakład wysyłał nas na wakacje, dawał paczki na święta, a teraz co? Nic.” Nie zrozumiałem tego. Przypominam, że w tym roku do Sejmu weszła Samoobrona, a ja wciąż nie wiedziałem, czemu ten mądry profesor musi odejść. Później, gdy byłem już mądrzejszy doświadczeniem, wyciągnąłem z tej wypowiedzi dwie lekcje:

1. Jeśli ktoś mówi coś pozytywnego o PRL, nie znaczy to od razu, że chce otwierać ubeckie katownie.

2. Prędzej wybaczę Leszkowi Millerowi zbrodnie wojenne, niż to, że stworzył, pokutujący do dziś, obraz, w którym lewica to po prostu liberałowie, którzy rzadziej chodzą do kościoła.

Porzućmy jednak płonący w mym sercu ogień nienawiści do Leszka Millera, którego nie byłyby w stanie ugasić nawet połączone siły stu Joann Senyszyn ze stoma Annami Mariami Żukowskimi i wróćmy do tematu. W tych wspaniałych potransformacyjnych czasach liberalizm był opcją domyślną. By zostać liberałem, nie był potrzebny żaden wysiłek. Wystarczyło siedzieć, a cytaty Thatcher same wpadały do głowy. Fani Fukuyamy konsekwentnie utwierdzali w przeświadczeniu, że świat jest idealny, a umiarkowane centrum jest odrobinę na lewo od Janusza Korwin-Mikkego. Trzeba więc przyznać, że pokolenie wychowane przez młodą III RP ma w swych umysłach dość długą drogę do przejścia, aby odkryć w sobie choć odrobinę wrażliwości społecznej. Szczerze zaskoczyło mnie, że ludzie nauczeni niechęci do polityki i wielkich idei, byli w stanie stanąć w obronie czegoś tak abstrakcyjnego jak Konstytucja. Nawet pomimo traktowania jej dość wybiórczo.

„Dorośli centryści”, zarówno ci uczeni liberalnej myśli od dziecka, jak i ci starsi, na liberalizm nawróceni, są produktem czasów. Czasów, które ignorowały wszelkie lekcje płynące z lewicowej myśli. W tym jedną z najważniejszych: świat jest skomplikowany, a problemy łączą się w rozległe sieci zależności. Dlatego nie widzą, że ich modułowe postrzeganie rzeczywistości (Jak np. częste „najpierw praworządność, potem prawa człowieka”) jest nie tylko kontrproduktywne, bo zraża potencjalnych sojuszników, ale często też po prostu okrutne. Były to też czasy, w których jako wyznacznik moralności traktowano stosunek do kapitalizmu. Dlatego wciąż pokutuje wizja nieomylnych USA. Również dlatego, pomimo tego, że, wspomnianą wcześniej, Margaret Thatcher i gen. Wojciecha Jaruzelskiego łączyła wspólna pasja pałowania górników, tylko jedno z nich jest uważane za zbrodniarza.

Moja rada dla młodych ludzi pozostaje niezmienna: wylane na stare dziady. G***o wiedzą o życiu w ogóle, a o Waszym życiu jeszcze mniej. Takich podlizujących się wam mądrali, jak ja, tym bardziej nie słuchajcie. Jedyne, na co mam nadzieję, to jeśli jest jakiś stary dziad, z jakiegokolwiek powodu bliska/i Waszemu sercu, to może uda wam się znaleźć trochę więcej wyrozumiałości i nie poddacie się w próbach uświadomienia jej/go co do realiów świata.