Czy wyborcy to worek kartofli?

Wielu politykom i ich zwolennikom wydaje się, że mogą dowolnie dysponować udzielonym przez wyborczynie i wyborców poparciem. Żyją w przekonaniu, iż gdy ten czy inny lider, wyda polecenie to głosujący na niego, niczym karne wojsko, przeleją swoje sympatie na kogoś innego.

Na równo tydzień przed wyborami prezydenckimi jest niemal pewnym, że potrzebna będzie dogrywka, oraz to kto w niej się zmierzy. Stąd wielu wróży już wyniki drugiej tury, analizuje przepływy oraz co raz głośniej domaga się, by ten czy inny polityk, deklarował kogo wesprze, gdy na placu boju zostanie jedynie dwóch kandydatów. Pojawiają się pierwsze głosy oburzenia gdy ciągle prowadzący swoje kampanie kandydaci nie dość jasno i entuzjastycznie wypowiadają się o tym co zrobią jak już ich na placu boju zabraknie.

Dopóki wybory rozstrzygają się w lokalach wyborczych, a nie w mniej lub bardziej trafnych sondażowych przewidywaniach, dopóty każdy z pretendentów ma prawo walczyć i żadnego obowiązku by mówić o tym, co planuje w drugiej rundzie. Tego wymaga szacunek do własnych wyborców i osób zaangażowanych w kampanię. Jeżeli ktoś już dziś mówi, że poprze tego czy innego faworyta w ostatecznym pojedynku, to można się zastanawiać po co właściwie jeszcze w tym wyścigu startuje i czy przypadkiem nie marnuje czasu oraz energii swoich zwolenników.

Gdy kandydat traktuje zdobyte przy wyborczych urnach zaufanie jak worek kartofli, to bez żadnych warunków wstępnych po odpadnięciu z rywalizacji udziela wsparcia temu, kto jeszcze walczy. Poważny kandydat tych co zakreślili jego nazwisko na wyborczej karcie szanuje i pyta co szukający u niego wsparcia dawny konkurent weźmie na sztandary z jego programu w ostatecznej bitwie. Jeżeli tego nie zrobi, to obaj się mogą srogo rozczarować, gdyż jednak ludzie głosują na konkretne osoby z dość konkretnych powodów. Swoje oczekiwania i wyobrażenia co do prezydentury mają zwolennicy Biedronia, Kosiniaka – Kamysza i Hołowni. Ich głosy w drugiej turze nie przynależą nikomu z automatu – trzeba będzie o nie zawalczyć, a sama deklaracja pierwotnego kandydata co do poparcia to za mało.