Jak zarobić na nieszczęściu? Opowieść o postpandemicznej kolei

Zdjęcie przedstawia podziemny peron w Kopenhadze, gdzie wjeżdża właśnie biały pociąg typu elektryczny zespół trakcyjny.
mystock.themeisle.com

Gdy wydawało się, że kolej wraca do normalności, do gry wkroczyło PKP Intercity… całe na biało!

Od 1 czerwca, zgodnie z rozporządzeniem Rady Ministrów, możliwe jest zajmowanie 100% miejsc siedzących w transporcie zbiorowym. Oznacza to, że zostają zniesione limity pasażerów, którzy mogą podróżować jednym pojazdem. Tymczasem PKP Intercity przed kilkoma dniami ogłosiła, że od 4 czerwca konieczna będzie rezerwacja miejsc również w przypadku zakupu biletów okresowych. Za „symboliczną” złotówkę.

Co oznacza takie rozwiązanie w praktyce? Osoby dojeżdżające do pracy będą musiały zakupić do każdego biletu bilet dodatkowy ze wskazaniem miejsca do siedzenia. I tak „symboliczna” złotówka to wydatek rzędu kilkudziesięciu złotych. A co jeśli trzeba będzie zostać chwilę dłużej po pracy? Albo spotkać się z koleżanką na kawę? Albo Intercity (jak to bywa w zwyczaju) będzie mieć opóźnienie i trzeba będzie wybrać inny pociąg? Czeka nas cała wycieczka – kasa, wymiana biletu i modlitwa by w kolejnym pociągu, którym chcemy jechać, było jeszcze wolne miejsce.

Widać, że ten, kto wymyślił to rozwiązanie, nie ma pojęcia o potrzebach transportowych przeciętnej Polki czy Polaka. Tych, którzy właśnie muszą przeżyć do 1-szego za 80% wynagrodzenia. PKP Intercity to nie tylko pociąg na wczasy. To również środek transportu w drodze do pracy (a wkrótce do szkoły i na uczelnię).

Intercity tłumaczy wprowadzenie podwyżki (którą eufemistycznie nazywa się opłatą dodatkową) kwestiami sanitarnymi. Tymczasem rząd zniósł ograniczenia, a podwyżka została. Interesujące!

Wolałbym, aby przedstawiciele Intercity zwrócili się wprost o pomoc do rządu. Według danych UTK w kwietniu 2020 r. pociągami podróżowało 6 mln pasażerów. To niemal o 75% mniej niż przed rokiem. Tak, to musiało się odbić na kondycji spółki. Tak, to oznacza, że potrzeba kompleksowego rządowego wsparcia, by spółka nadal mogła się modernizować, ludzie zachowali pracę, a pasażerowi nie odczuli wprost podwyżek. A jeśli już ta podwyżka jest konieczna, to niech chociaż z czystej uczciwości zostanie nazwana podwyżką. Wiem, że bywają pasażerowie, którzy kupują miejscówki na pociąg, którym nie jadą. Niestety; dobro większości nie powinno ucierpieć przez cwaniaków.

Nad Intercity wisi ostatnio fatum. Inwigilowanie pasażerów, nadszarpnięte prawa pracownicze, a teraz obowiązkowa rezerwacja miejsc. Ostatnia rzecz, jakiej potrzebuje teraz kolej, jest zniechęcenie kolejnych pasażerów podwyżkami.

18 mld zł z budżetu, z czego 17 mld na samą infrastrukturę – tyle rocznie wydaje państwo na kolej. PKP Intercity bardzo potrzebuje chociaż części środków, które otrzymały media publiczne.

Panie Prezydencie, może zamiast przystanków kolejowych w wątpliwych lokalizacjach realna pomoc tu i teraz?

Czekamy.