Jan Hartman w obłokach abstrakcji. Słowo o osobach transpłciowych

Na zdjęciu górna prawa ćwiartka twarzy, zamknięte oko, niebiesko fioletowy cień do powiek
Zdjęcie: Kyle / Unsplash

Blog Jana Hartmana w podtytule zawiera frazę „zapiski nieodpowiedzialne”. To bardzo trafne sformułowanie.

Ostatnio na blogu pojawiła się „analiza etyczna” tego, „czy płeć można sobie wybrać”. Autor dochodzi w niej do następującego wniosku:

„Kto by potępił osobę zwracającą się do kogoś wyglądającego na mężczyznę jak do mężczyzny (mimo że ów oświadcza, że jest kobietą), dopuści się analogicznego zamachu na swobodę myśli i mowy jak ktoś, kto odmawiać będzie prawa tejże zaskakująco określającej swoją płeć osobie do domagania się od innych respektu dla swego płciowego samookreślenia”.

Krótko mówiąc: zdaniem Hartmana ktoś, kto określa osobę transpłciową [1] w sposób sprzeczny z jej podstawową tożsamością, ma do tego dokładnie takie samo prawo, jak ta osoba – do oczekiwania, by tego nie robił. Remis, fajrant, można się rozejść.

*

Jan Hartman deklaruje się jako liberał i jego postawa również ma charakter liberalny. Co to znaczy? Konsekwentni liberałowie – przynajmniej w mojej ocenie, przynajmniej w tym wydaniu liberalizmu – od XVIII–XIX wieku deklarują, że w sferze publicznej nieomal każdy powinien mieć takie same możliwości zabrania głosu. Możliwości te zaś zapewnia formalna równość wobec prawa. Jeżeli ona istnieje, to liberalny trud skończon.

Słabości tego stanowiska świetnie punktuje Natalie Wynn, założycielka popularnego kanału youtube’owego ContraPoints. W dwuczęściowym zapisie jednego z jej filmów czytamy:

„Bez przerwy słyszę od kobiet, osób transpłciowych i nieutożsamiających się z normami płciowymi, że myślą o robieniu filmów na YouTube, ale najzwyczajniej w świecie nie chcą się mierzyć z nienawiścią, trollami, ciągłą mizoginią i atakami na tożsamość płciową, publicznym zawstydzaniem […]. Dlatego po prostu unikają wypowiadania się na YouTube.

[…] W przypadku wolności słowa nie ma prawdziwej neutralności. Nie da się chronić [prawa do] wszystkich wypowiedzi w takim samym stopniu, ponieważ niektóre z nich tłumią inne.

Przychodzi więc moment, w którym musisz wybrać, po czyjej jesteś stronie. […] Wolisz bronić wypowiedzi mizoginów czy kobiet? Homofobów i transfobów czy zbiorowości queerowej? Rasistów czy osób, których skóra nie jest biała? I nie mówię tutaj o uchwalaniu prawa, tylko o ustalaniu norm dyskusji”.

*

W tym względzie Jan Hartman postępuje podobnie jak Magdalena Grzyb w niedawnym tekście o Margot w „Kulturze Liberalnej”. Oboje pomijają milczeniem wszelkie uwarunkowania społeczne, które sprawiają, że osoby transpłciowe o wiele łatwiej zagłuszyć niż ich przeciwników. Nie dlatego, że osoby te są słabsze, lecz dlatego, że muszą się mierzyć z nieporównanie większym natężeniem ataków słownych, fizycznej przemocy oraz utrudnień prawnych (przypomnę: w Polsce, dzięki kunktatorstwu Platformy Obywatelskiej oraz wetu Andrzeja Dudy, uzgodnienie płci w dokumentach nadal wymaga pozwania do sądu własnych rodziców). Nic dziwnego, że próbują odebrać sobie życie kilka razy częściej od osób należących do większości. Poza badaniami statystycznymi [2] pokazują to dramatyczne jednostkowe historie, takie jak zeszłoroczne samobójstwo Milo Mazurkiewicz.

W tej sprawie postawa liberalna jest chodzeniem z głową w chmurach, co świetnie widać po przyjętym sposobie argumentacji. Hartman przez parę akapitów zastanawia się (nie żartuję!) nad hipotetycznym przykładem osób, które za dwadzieścia lat mogłyby przychodzić do filharmonii w bikini. Grzyb poświęca kilkanaście zdań mężczyznom podstępnie identyfikującym się jako kobiety, by osadzono w ich żeńskiej celi. Powołuje się przy tym na historię jednej (jednej!) takiej osoby. Autorki nie zraża to, że – najwidoczniej – w żadnym kraju na Ziemi nie znalazła wystarczającej liczby przykładów, by pokazać, iż opisywany świat możliwy ma coś wspólnego ze światem, w którym faktycznie żyjemy.

Kolejny raz okazuje się, że realnie praktykowany liberalizm zbyt często stanowi obronę niesprawiedliwego status quo. Na innym gruncie dowodzi tego jeden z odcinków podcastu Citations Needed, w którym Alexander Zevin, Nima Shirazi i Adam Johnson analizują historię brytyjskiego tygodnika „The Economist”. Podawane przez nich cytaty pokazują, iż autorzy periodyku w wielu wypadkach sprzyjali np. obrońcom niewolnictwa, pisząc, że być może powinno zostać zniesione w przyszłości, ale przecież jeszcze nie teraz.

*

Czy to znaczy, że liberalny ideał uniwersalnej równości w sferze publicznej jest bezwartościowy? Nie, nie jest. Źle się jednak dzieje, gdy służy skrywaniu rzeczywistych nierówności, które wielu grupom społecznym utrudniają zabranie głosu w stopniu zdecydowanie większym niż innym. Na łamach „Kontaktu” opublikowaliśmy swego czasu fragment książki Agaty Sikory „Wolność, równość, przemoc” wraz z komentarzem autorki; jestem zdania, że to jedna z ciekawszych wypowiedzi publicystycznych na ten temat. I właśnie jej poleceniem wpis zakończę.

PRZYPISY

[1] Jan Hartman we wpisie rozdziela słowa „transpłciowość” i „niebinarność”. Ja w tym tekście przyjmuję stanowisko, które wydaje się znacznie bardziej powszechne, i uznaję niebinarność za jeden z rodzajów transpłciowości. (Niemniej jeśli ktoś używa wobec siebie określenia „osoba niebinarna”, a nie „osoba transpłciowa”, to podczas mówienia o tej osobie chętnie poprzestanę na określeniach, które sama wybiera).

[2] Dla przykładu spójrzmy na raport Instytutu Williamsa w Szkole Prawa na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles, analizujący wyniki sondażu internetowego „2015 U.S. Transgender Survey”. Dokument pokazuje, że 98% ankietowanych osób transpłciowych, które w ostatnim roku doświadczyły czterech przypadków dyskryminacji bądź przemocy, myślało w tym czasie o samobójstwie, a 51% podjęło próbę samobójczą. Z kolei w badaniu przeprowadzonym niedawno w Amsterdamie (zob. stronę 489 zalinkowanego artykułu) okazało się, że w latach 2013–2017 tamtejsze osoby transpłciowe popełniały samobójstwo 3–4 razy częściej niż cispłciowe, czyli te, u których tożsamość płciowa zgadza się z płcią przypisaną przy urodzeniu.