Przyszłość Lewicy: Nowa Wspólnota?

Trzy kobiety obrócone tyłem do widza, dwie kładą dłonie na plecach trzeciej

Jaka będzie taktyka Lewicy na następne trzy lata? Jakie zagrożenia na nią czyhają? Na co powinna zareagować? Czy odpowiedzią na tzw. Nową Solidarność powinna być Nowa Wspólnota?


Emocje

W poprzednim, przydługim tekście opisywałem rolę emocji potrzebnych do zmiany politycznego lidera. Takich nie udało się opozycji dostatecznie wzbudzić.

Dla wielu centrystów i niezainteresowanych polityką, od lewicy odrzucająca jest kultura wyrzekania i rzekomych destrukcji podstawowych wartości życia społecznego. Wejście Hołowni do gry dobitnie pokazuje, że to szczególnie wyborcy Lewicy widzą w nim coś ciekawego. Warto zatem wyjść z ofertą stabilizacji, ambicji i bezpieczeństwa. Tego też, w mojej ocenie, zabrakło w ostatniej kampanii, zwłaszcza gdy zaczęła się pandemia.

Czyż rodziną też może być groźnie brzmiący skrótowiec elgiebete? Naszą dumą i godnością socjal, polskością – historia lewicy. Pod narodem można ukryć prawa połowy z nas – kobiet. A troska o ojczyznę to oczywiście walka o klimat. O potrzebie znalezienia takiego języka nie piszę pierwszy.

Takie kroki są już podejmowane. Cieszy, że ostatnio Lewica zaczęła swój patriotyzm – w kontekście historii lewicy – podkreślać.


Lokalność

W małym mieście, nieopodal miejsca mego zamieszkania, lokalni działacze lewicy postawili w tym roku kwiaty pod pomnikiem Jana Pawła II. Czy mnie to oburza? Niespecjalnie, tak jak nie oburzają inne próby dostosowania języka i działań do lokalnych przyzwyczajeń czy panujących poglądów. I co równie istotne, do lokalnych mediów.

Okazuje się, że wystarczy, gdy poseł zorganizuje raz na kilka miesięcy jakąś akcję i poinformuje o tym lokalne, docierające w granicach powiatu media. Rozgłos ma w zasadzie zapewniony. To gorzka lekcja na temat rozsławiania swojej organizacji i pomocy lokalnej społeczności niskim kosztem. Na pewno niższym i efektywniejszym, niż zwołanie aktywistów na cały dzień do miasteczka z problemem, okazanie solidarności – i zniknięcie na zawsze. Tak jak pamięć o rzeczonych działaczach jakiejś niszowej partii.

Ciekawie za to wychodzi korelacja organizowanych Marszów Równości w poszczególnych średnich miastach i późniejsze wyniki wyborów prezydenckich. Tam, gdzie marsze były, Duda najczęściej tracił swoje poparcie w porównaniu z 2015 rokiem. W sąsiednich miastach, gdzie marszów nie było, ten efekt zazwyczaj nie był tak duży. To znak tego, że działająca w takich społecznościach (zorganizowana) lewica ma dużą szansę na wypracowanie nowych mandatów w przyszłości.

Od prawa do lewa pojawiają się głosy, że czas na Polskę powiatową. W metropoliach PiS stracił od 2015 i nie zapowiada się, by miał to odzyskać. Klucz do jego pokonania to mimo wszystko odebranie mu wyborców. Pewne rezerwy okazały się też być w miastach i na zachodzie. To tam skryli się niezdecydowani i rozczarowani „opozycjoniści”.

Czy rola rzeczywiście należy tu do Platformy, która bądź co bądź, jest zdolna do utrzymania swojego poparcia? A może jednak do mniejszych skrzydłowych – PSL–u i Lewicy? Pytanie też, jak to zrobić. A może nic nie da się zrobić i trzeba czekać, aż PiS sam upadnie i „sobie głupi ryj rozwali”?


Strategia

Konkurencja nie stoi jednak w miejscu. Sztabowcy PiS–u posługują się bardzo precyzyjnymi narzędziami. Tuż przed ostatnimi wyborami ich analiza wskazała, że Duda może liczyć na przewagę ok. 460 tys. głosów. Prawdziwa przewaga wyniosła 422 tys.

Wiemy, że Lewicę z Konfederacją politycznie dzieli wiele – i światopogląd i poglądy gospodarcze. Oba te ugrupowania zdobywają jednak młodzieńcze serca. Konfederacja już ruszyła w trasę. Widzieliśmy niedawno koronawirusowe spędy piwne posłów Konfederacji, objazd polskiego wybrzeża, zakładanie mikro „klubów” gminnych.
Zastanówmy się, jaką formę mogłyby przynieść ewentualne ogólnopolskie objazdy Lewicy?

Może druga Burza Mózgów? Objazd eseldowskich baronów po powiatach z rozmową o ochronie zdrowia, kolei, emeryturach, samorządach. A także, powiedzmy, Biedronia z Dziemianowicz–Bąk po metropoliach z rozmową o LGBT, aborcji, ekologii i śmieciówkach.

O czym mówić? Dużo o tym napisano: nie tracić z oczu najmłodszego antysystemowego elektoratu, naciskać na Green Deal. Budować swoje media, rozbudowywać social–media i think-tanki. Dalej bronić wolności sądów, w empatycznej dla gminnego wyborcy formie. Polityka prorodzinna (usługi publiczne typu żłobki). Polityka centralna z poszanowaniem samorządności (w kontekście konfliktu wieś–metropolie): postawienie na spółdzielczość, czy też związki zawodowe w miejscu pracy. Oczywiście kontynuować konstruktywną współpracę z POPiS–em – z jednoczesnym punktowaniem ich hipokryzji.


Nowe zagrożenia – #NowaWspólnota?

Ale na horyzoncie czekają nowe zagrożenia. Czy Jędraszewskie i Głodzie są mniejszym złem? Nie jest tajemnicą, że na przestrzeni dekad poparcie prawicy wzrasta, a religijność maleje. Co nastanie po Kościele? Kibole i narodowcy? Bo chyba nie Koła Gospodyń Wiejskich. Na prawicy nie zanika poczucie przynależności.

Lewica – jeśli chce wznieść się ponad swoje 12% – musi znaleźć receptę na stworzenie nowej wspólnoty. Musi wymyślić swój rodzaj wspólnoty, bez kościoła. To zadanie stworzenia nowej ambony – nie tylko dla Wybranego odzianego w ornat, ale dla każdego i każdej w danej społeczności.

Jedni mają kościoły, drudzy muszą kombinować i trafiać w innowacyjny sposób do swojego elektoratu.

Ważne wydaje mi się też spojrzenie na grupę często przez lewicę (i inne partie) pomijaną. Mam na myśli np. młodych mężczyzn, którzy z braku alternatywy wikłają się w środowiska promujące wzorce toksycznej męskości. To dopiero wyzwanie, na które mało kto zwraca uwagę.

Mężczyźni czterokrotnie częściej popełniają samobójstwo od kobiet (według innych źródeł stosunek ten wynosi nawet 7:1). Na przestrzeni lat zjawisko w Polsce uległo pogłębieniu – w przeciwieństwie do innych krajów. Nie łudzę się oczywiście, że dzięki podniesieniu tego tematu Konfederacja zniknie, a Lewica podwoi swój stan. Ale na pewno nagłośnienie także tej sprawy będzie miłym, moralnie dobrym i łagodzącym gestem.

Póki co – not great, not terrible. Ale musi być lepiej.