Migracje to życie [WYWIAD]

Zdjęcie przedstawia trzy osoby stojące na schodach teatru w Katowicach. Dwie kobiety i mężczyzna. Mężczyzna trzyma czerwoną flagę, kobieta megafon i czyta z kartki przemówienie. Trzecia kobieta pozuje do zdjęcia z czarną flagą. Wszystkie osoby są ubrane na czarno. Przed schodami rozłożony namiot z kartonowym banerem, na którym są napisy: MORIA - Ewakuacja, Relokacja.

Wywiad z Agnieszką Gruszką. Jak mówi sama o sobie – jest aktywistką, freelancerką, pracowniczką socjalną i antyfaszystką. Zapraszam do lektury.


 Jak długo pomagasz już uchodźcom i migrantom?

Po raz pierwszy wyjechałam na wolontariat do Grecji w marcu 2018 roku, a tę decyzję podjęłam chyba pół roku wcześniej, już dokładnie nie pamiętam. To był ogromny stres. Musiałam sama zorganizować sobie lot. Międzylądowanie w Atenach, spanie między bezdomnymi na lotnisku i pracownik lotniska, który widząc moje Polsko brzmiące nazwisko powiedział o 23 w moim języku, że mam przejść kolejną kontrolę o 4 rano i ta ulga, że się dogadaliśmy.

To były bardzo duże emocje. Kiedy wylądowałam na Lesbos, od razu zostałam zabrana przez resztę wolontariuszy do pracy. Dzisiaj się uśmiecham jak to wspominam, ale wtedy byłam dosyć zagubiona.

Czy możesz coś opowiedzieć o swojej działalności w tym zakresie?

Kiedy wróciłam z tego piekła na ziemi, bo pracowałam praktycznie obok obozu Moria (w magazynie, w którym wydawaliśmy ciuchy), więc się napatrzyłam na to wszystko, to postanowiłam, że nie odpuszczę i każdy w Polsce się dowie, co tam się dzieje. Zanim wyjechałam pytałam o wiele szczegółów Alinę Czyżewską, która spędzała tam długoterminowy wolontariat wcześniej, ja byłam tylko dwa tygodnie (moje dzieci miały wtedy 5 i 7 lat). Natomiast nie planowałam już nigdy powrotu na Lesbos ani Grecji, ponieważ zauważyłam, że jest tam wystarczająca liczba wolontariuszy z całego świata, a są inne miejsca na tzw. Szlaku bałkańskim, gdzie jest o wiele mniejszy zasób osób do pomocy. Moje działania na początku były wywołane całym szokiem i złością po tym co zobaczyłam na Lesbos. Na wyspie poznałam wiele wspaniałych ludzi, z którymi utrzymuję kontakty do dzisiaj i byli to zarówno wolontariusze, jak i osoby z doświadczeniem uchodźczym, więc trochę ze złości, trochę dla własnej ambicji. Pierwsze wiece solidarnościowe, pierwsze demonstracje, pierwsze kontakty z aktywistami. Zawiązała się mała grupa aktywistów pod szyldem Przyjaciele Ludzi. Nagle okazało się, że jest dużo osób wokół, które myślą jak ja, a zarazem mało. Znamy się praktycznie wszyscy, każdy kojarzy, kto co robi w danym mieście, jakiej pomocy potrzebujemy. Musiałam przestać się bać i pierwsza nawiązywałam kontakty. Z perspektywy czasu uważam, że przekraczałam wszystkie swoje granice komfortu. Teraz jestem już w miejscu, w którym nawet sobie nigdy nie wyobrażałam. Ponieważ wybrałam inny charakter działania nie założyłam fundacji ani stowarzyszenia, nadal pozostawia mi to wiele wolnej ręki do działania i chociaż jestem związana na stałe m.in. z Fundacją The Hope Project Polska jako wolontariuszka na Śląsk i Zagłębie (organizujemy transporty humanitarne na Lesbos ) to nadal mogę sygnować swoją osobą wiele inicjatyw. Współpracuję z każdym, kto ma taką potrzebę i chęci, zawsze pozostaję otwarta na każde działania. Robimy regularne zbiórki dla warszawskiego Domu Otwartego czy Chlebem i Solą. Zapraszam ekspertów do naszego miasta i organizuję spotkania oraz inne projekty. Wszystkie związane z uchodźcami.

Jednak nadal wyjazdy są tym, co chcę robić i daje mi największą satysfakcję. W 2019 byłam dwukrotnie w Bośni i Hercegowinie. Dwa razy w innym miejscu i zawsze były to zupełnie inne działania. Sytuacja na tzw. Szlaku bałkańskim jest nie do opisania w dwóch słowach.

Czy zauważasz zmiany w podejściu polskiego społeczeństwa do uchodźców?

To zależy, o czym myślimy w podejściu do uchodźców. Z jednej strony od 2015 roku zmieniło się naprawdę wiele. Wtedy Polacy jak i cała Europa byli w szoku, oglądali relacje z Grecji i zastanawiali się, w jakim kierunku uchodźcy zmierzają. Dzisiaj już wiemy jak się to wszystko potoczyło, więc z tej perspektywy łatwiej mi mówić, właśnie z perspektywy 2020 roku. Z jednej strony nie zdaliśmy egzaminu z człowieczeństwa, zamknęliśmy granice i nasz strach przed obcym zupełnie odebrał nam rozum. Z drugiej strony powstało wiele oddolnych inicjatyw, kolektywów. Ludzie się organizowali, zawozili prywatnie ubrania, jedzenie, wszystko, co potrzebne na szlak bałkański. Ja osobiście w 2016 roku organizowałam pierwszą zbiórkę w Katowicach, którą przekazałam z kolei do Krakowa, skąd jechała właśnie ekipa na granicę węgierską. Te inicjatywy działają do dzisiaj i wiele z nich nie zamknęło się w sztywne ramy. Obserwuję bacznie co dzieje się w tych tematach w Polsce i staram się być na bieżąco. No i druga strona, czyli społeczeństwo, które od 2015 roku nadal pozostaje w myśleniu, że uchodźcy chcą przyjść na tzw. socjal. Pomimo tego, że powstają raporty pokazujące pozytywną stronę otwarcia granic to nadal w Polce pokutuje przekonanie, że obcy to wróg. Nie będę się wypowiadać o skrajnych przypadkach postaw nacjonalistycznych wobec tematu uchodźców, bo musiałabym mieć jeszcze co najmniej 10 stron. Tak więc odpowiadając na pytanie tak zmienia się podejście do uchodźców, ale jest to płynne, zależne i skrajne. Najbardziej widzę skrajności, czyli albo jesteśmy zupełnie na tak, albo zupełnie na nie.

Czy myślisz, że głośna ostatnio sprawa opisywana pod hashtagiem #uwolnićOmara może przyczynić się do zmiany postrzegania sytuacji w Syrii?

Nie nazwałabym tego sprawą głośną, ale dosyć medialną. Nie sądzę, aby zmieniło to myślenie o Syrii. W tym kraju od 2011 roku giną codziennie ludzie. O ile na początku wojna w Syrii wywoływała emocje, to dzisiaj nie nawet się o tym nie rozmawia. Temat praktycznie nie istnieje. W świadomości Polaków w Syrii jest już pokój. To, że są jakieś wybuchy, śmierć ludzi nie ma znaczenia. Nikt nie myśli o setkach tysięcy zaginionych osób, o tych które są w więzieniach reżimu. Nie ma sprawy Syrii i nie wzbudza ona w nas żadnej refleksji. Owszem, niektórzy po zapoznaniu się ze sprawą Omara i jego rodziny, może na chwilę zerknie na nowe wiadomości z Syrii i na tym zakończy. Tytaniczną pracę w sprawie pomocy humanitarnej w Syrii wykonuje Renata Grzybczak z Fundacji Światło dla Syrii- Light for Syria. Zachęcam szalenie do czytania i oglądania ich relacji prosto z obozów dla wewnętrznie przesiedlonych uchodźców w Syrii.

Co najlepszego może zrobić zwykła osoba, aby działać na rzecz uchodźców?

W zasadzie w Polsce można zrobić wiele dobrego na rzecz uchodźców tych, którzy są w Polsce, jak i tych, którzy oczekują na azyl w różnych miejscach w Europie. Po pierwsze nie szkodzić, przekazując dalej różnego rodzaju fake newsy. Są w internecie setki stron, na których można znaleźć informację o uchodźcach, trzeba uważać co i gdzie czytamy. Musimy oddzielać fałszywe stereotypy od faktów. Ja osobiście robię duży research, zanim coś podam dalej. Nie uważam też, że jestem nieomylna, jeżeli zdarzy się, że coś udostępnię jest fake newsem to zazwyczaj dostaję od razu wiadomość, że coś nie poszło ok. Bardzo to cenię, bo wiem, że wspólnie czuwamy nad prawidłowym przekazem. Dlatego warto oszukać stron np. na Facebooku, które specjalizują się w tematyce migracyjnej. Czytać książki i reportaże. Myśleć samodzielnie. Po drugie pomagać i jeszcze raz pomagać! W Polsce są setki inicjatyw wspierających uchodźców i migrantów. Od zbiórek finansowych po rzeczowe. Każdy znajdzie coś dla siebie. Możesz poszukać w swoim mieście osób, które zajmują się tą tematyką i spytać, czy możesz jakoś pomóc. Ja osobiście jestem świetna w szukaniu informacji, która pomaga, a czasem wręcz ratuje czyjeś życie i zdrowie, ale to jak mówię mój styl pracy i mój wybór, w jaki pomagam. Można zgłaszać się na wolontariat, ale uczulam, żeby robić to etycznie i zasięgnąć porady bardziej doświadczonych osób. Możesz organizować w swoim miejscu spotkania, koncerty benefitowe, zbiórki, które przekażesz dalej. Możliwości jest ogrom.

Jak oceniasz politykę Unii Europejskiej wobec migrantów?

Wszyscy, którzy mnie znają wiedzą, że jestem apolityczna. Nie chcę oceniać. Migracje od zawsze były częścią życia, żadna polityka nie zmieni tego, że ludzie będą chcieli się przemieszczać. Jak pokazuje życie żadne bariery nie są w stanie przekonać ludzi do zaprzestania migrowania. Jedyne co mogę powiedzieć o politykach to to, że mają krew na rękach. No dobra mogę coś napisać. W 2016 roku decyzją polityczną zamknięto granicę i tysiące ludzi zostało z godziny na godzinę pomiędzy Serbią i Węgrami. Unia Europejska zapłaciła Turcji za zatrzymanie ludzi na swoim terytorium. Od tego czasu Morze Śródziemne to cmentarzysko. Decyzjami politycznymi wybrukowane było piekło Morii 1.0 i aktualnej Morii 2.0. Polityka również buduje obozy, bez litości deportuje i bez litości rozdziela rodziny. Polityka powoduje próby samobójcze już u 6-letnich dzieci. Zamyka porty przed statkami ratującymi życie na Morzu jak Sea Watch, skazując ludzi na wielotygodniowe koczowanie na pokładzie. Polityka też sprzedaje ludzi na targach niewolników w Libii za 400 euro. Polityka gwałci, sprzedaje, handluje.

Gdzie teraz jest (w Europie) najwięcej migrantów i z czego to wynika?

Migranci czy uchodźcy? Jeżeli chodzi o migrację, to jest ona niepoliczalna. Ludzie przemieszczają się nieustannie. Natomiast jeżeli chodzi o uchodźców, to naprawdę nie ma ich tak wiele w Europie. Patrząc na Grecję oczywiście możemy tak myśleć. Na mapie Grecji możemy znaleźć największy obóz dla uchodźców na wyspie Lesvos, pomniejsze na wyspach Samos, Kos, Chios oraz wiele mniejszych obozów na kontynencie. Tak samo Włochy, Malta, Hiszpania. Na tzw. szlaku bałkańskim są tysiące osób, nie jest możliwe oszacowanie. Oczywiście najwięcej uchodźców przyjmują Niemcy i tam też obecnie jest najwięcej osób. Wynika to z prostych zasad ekonomii, ale też odrobienia przez ten naród lekcji historii. Natomiast nie znoszę kiedy mówi się o uchodźcach w kontekście taniej siły roboczej. Tak przedstawiony argument, dla którego ma jakiś kraj przyjmować uchodźców wzbudza we mnie odruch sprzeciwu. Nie ma mojej zgody na traktowanie innego człowieka w kategorii współczesnego niewolnika. Tak samo wykorzystywanie w Polsce osób, które przyjechały do pracy jest naganne. Nie jest naganne dawanie pracy, ale traktowanie tego pracownika jako służby, jako człowieka drugiej kategorii. Poczucie, że można mu płacić mniej lub wcale ! Polska zna już takie przypadki, a ile takich nigdy nie wyjdzie na jaw? Nie mamy pojęcia.

Mamy też dostęp do wielu raportów dotyczących łamania praw człowieka na granicach. Aktywiści alarmują o nielegalnych praktykach wydalania ze swoich krajów tzw. push-back, w czym prym wiodą Chorwacja i obecnie Grecja. Szereg zarzutów wobec władz na szczycie jest ogromna. Poszczególne państwa nie chcą u siebie uchodźców jednocześnie będąc w sytuacji braku zastępowalności pokoleń. Paranoja.

Czy uważasz, że polskie media rzetelnie opisują katastrofy humanitarne takie jak pożar obozu Moria na wyspie Lesbos?

Generalnie media są łowcami sensacji, naprawdę mało jest reportaży i artykułów, które są dla mnie w 100 procentach dobre. Po pierwsze chodzi o język, który potrafi zmienić wszystko. Są już słowa kultowe, które każdy świadomy dziennikarz powinien wyrzucić ze słownictwa opisując migracje i uchodźców jak fala, masa, problem czy katastrofa. Widzę, że powoli w naszej świadomości zmienia się obraz uchodźców, ale to jak wiele złej pracy zrobili dziennikarze, długi czas się nie naprawi. Znam osobiście wiele cudownych osób, które piszą artykuły i reportaże, robią zdjęcia w bardzo świadomy sposób, w wyczuciem. Natomiast są to osoby, które żyją tym tematem.

Jeżeli dziennikarz pisze artykuł, bo ktoś mu kazał, a nie ma pojęcia o temacie, napisze to stereotypowo nie ponosząc konsekwencji swoich słów.