Dlaczego powinieneś pomóc swoim siostrom obalić patriarchat

The Future if Female sign
Zdjęcie: Lindsey LaMont

Jeśli ktoś z was spodziewa się, że będzie to tekst, w którym mężczyzna tłusamczy kobietom feminizm, to mam szczerą nadzieję, że po jego przeczytaniu uznacie, że się myliliście. Uważam, że gdy kobiety dyskutują o feminizmie, mężczyzna ma święte i niezbywalne prawo, aby siedzieć cicho, ewentualnie przytakiwać lub, w przypływie wyjątkowej emocjonalności, zachęcić do dalszej rozmowy mówiąc „Tak, siostro!”.

Potem gdy już wysłucha kobiety, może jej pomóc we wprowadzaniu równości społecznej. Gdy jednak kobiety już sobie pójdą i mężczyźni zostaną sami, jest to moment, w którym mogą sobie otwarcie porozmawiać. Dlatego też ten tekst jest głównie skierowany do mężczyzn.

Tu jednak musimy poruszyć parę dosyć istotnych kwestii. Kiedyś czytałem artykuł (niestety, choć chciałbym się tu na niego powołać, nie potrafię sobie przypomnieć ani tytułu, ani nazwiska autora, ani nawet, w jakim medium się ukazał), w którym główną tezą było stwierdzenie, że lewica nie mówi do mężczyzn. Muszę przyznać, że po części się z tym zgadzam. Nie ma problemu, żeby lewica mówiła do samych kobiet, ale gdy już zwraca się do panów, zazwyczaj nie robi tego bezpośrednio do samych zainteresowanych, a jedynie pośrednio jako do części społeczeństwa, do którego zwraca się w całości. Czy jest to uzasadnione? Tak. Myślę, że mężczyźni w historii świata już dość nasłuchali się treści wyłącznie dla siebie i naprawdę może czas, żeby też inni o sobie posłuchali. Niestety są ludzie, którzy do nich bezpośrednio przemawiają i nie są to zbyt sympatyczni ludzie.  Sprawia to, że mężczyźni z braku innych wzorców dla siebie słuchają tych ludzi i, że tak przemówię prawicowym językiem, wpadają w sidła nieludzkich ideologii. Powiecie: „Dobrze, pies im mordę lizał ” i będzie to całkiem zrozumiałe. Ja mam na ten temat jednak zupełnie inne myśli. Może udałoby się uratować chociaż część z nich, gdyby ktoś zaznajomił ich z jakąś alternatywą. Jeśli jako kobieta powiesz: „Wystarczy już niańczenia mężczyzn”, to oczywiście się z Tobą zgodzę. Chciałbym tylko dodać, że kobiety już dość naniańczyły się mężczyzn, ale mężczyźni w tej kwestii dość mało zrobili. Może czas, żeby zaczęli.

Porozmawiajmy więc o tym, jakie przesłanie niesie feminizm. Jeśli spytać się feministki, odpowie: równość, niezależnie od płci. Trudno o coś łatwiejszego do zrozumienia. Jak jednak rozumieją to zwolennicy patriarchatu? Kobiety chcą wyjątkowych przywilejów w postaci ochrony prawnej, parytetów czy zmiany zwyczajów na uwzględniające ich punkt widzenia. Nie chcę z tym dyskutować. Wiele osób zrobiło to już lepiej, niż ja bym potrafił. Chciałbym zaproponować coś w zamian. Wciąż będziemy prowadzić ulubiony typ rozmowy naszych patriarchalnych kolegów – rozmowę androcentryczną.

Nie da się ukryć, że feminizm postuluje, aby mężczyźni utracili część swoich przywilejów, należnych im z faktu posiadania penisa. (Smutna prawda, jest taka, że patriarchat nie jest zbyt skłonny rozdawać przywilejów nawet tym panom, którzy penisa nie posiadają. Przykro mi, transmężczyźni – biednemu zawsze wiatr w oczy.) Przywileje te jednak wynikają głównie z odmawiania praw kobietom i od początku tworzenia środowiska, w którym mężczyźni mają łatwiej. Można mówić, że takie jest “prawo naturalne” czy inne tego typu wymysły, ale dla mnie to trochę nie zgrzyta. Skoro faktycznie są taką silną płcią, czemu potrzebują forów? Możecie powiedzieć: “To trochę szukanie argumentów na siłę.” Nie zgodzę się z tym twierdzeniem. To doskonale opisuje bardziej uniwersalną zasadę: Patriarchat jest poniżający. Dla wszystkich. Dla kobiet naturalnie bardziej, ale facetów też nie oszczędza. Cała idea patriarchalnego społeczeństwa opiera się na tym, że mężczyzna z samej swej natury jest upośledzony. Tak, może zdobywać pożywienie i wydawać polecenia, ale w domu i jakichkolwiek emocjonalnych kwestiach jest kompletnie niesamodzielną niezdarą. Za każdym wielkim mężczyzną stoi kobieta? No właśnie. Możesz prowadzić armię, ale nie potrafisz wyprać sobie gaci. Z nikim byś się nie dogadał, gdyby Twego zwierzęcego gniewu nie opanowywała kobieta. Przede wszystkim, gdyby nie ona, po prostu umarłbyś z głodu, bo zrobienie sobie posiłku przekracza Twoje możliwości. Pewien mój znajomy ojciec starszych już dzieci mówi, że nawet nie potrafi zmieniać pieluch. Gdy to słyszę to nie widzę potężnego samca-zdobywcy, dominującego nad całym domem. Widzę kolesia, który nie radzi sobie z najprostszymi zadaniami przy dzieciach. Powiem szczerze, jest to trochę śmieszne, żeby nie powiedzieć godne pożałowania. Patriarchat odziera mężczyznę z godności.

Kto by się tam jednak przejmował jakąś godnością? W końcu lata niańczenia mężczyzn przez patriarchat wytworzyło w nich nieskruszalne ego. Przejdźmy więc do konkretnego wpływu na męskie życie. Najlepiej zacznijmy od najbardziej konserwatywnej roli, czyli rozpłodnika. Oj tak, byczki, tu patriarchat pomaga mężczyznom. Mężczyzna może robić karierę, ciężko pracować, przynosić do domu pieniążki, a rodziną i domem zajmie się kobieta. Żyć, nie umierać, o czym łatwo przekonać się patrząc na statystyki samobójstw wśród mężczyzn. Prawda jest taka, że w kwestii rodziny, patriarchat zrzuca na barki olbrzymią odpowiedzialność, nie dając zbyt wiele w zamian. Powiecie: “Przecież on może robić karierę i się rozwijać, a na nią spada najcięższa praca”. Naturalnie znowu będziecie mieli rację. Problem w tym układzie jest taki, że mężczyzna tyra całe życie, a na końcu i tak dzieci z nim nie rozmawiają, bo nie mają pojęcia, kim jest ten obcy facet. Co do ciężkości pracy, to wiadomo, że mało co może się równać z opieką nad dziećmi, ale o ile nie jesteś szczęściarzem pracującym w swojej pracy marzeń, z wysoką pensją, możliwością osobistego rozwoju oraz przyjaznym, młodym, dynamicznym zespołem to raczej satysfakcja z pracy też jest nieporównywalnie większa w przypadku opiekuna. (Nie wspominam o tym, że dzieląc obowiązki domowe, wszyscy mają więcej czasu i energii, przez co życie całej rodziny staje się przyjemniejsze, bo rozmawiamy tylko o mężczyznach.) Powiesz: “Ale ja kocham swoje dzieci i cały czas się nimi zajmuję.” Super, ale w patriarchalnym społeczeństwie usłyszysz to samo, co gościu, który raz w życiu siedział z dzieckiem w domu przed telewizorem przez pół godziny podczas gdy matka była na zakupach – “Dobry tatuś, pomaga przy dzieciach.” Patriarchat ma twój wysiłek bardzo głęboko. Co więc daje nam feminizm? Twój wysiłek zostanie doceniony. Twoje kontakty z rodziną będą lepsze, więc będziesz miał inne emocjonalne wsparcie, niż tylko alkohol lub sznur. Będziesz mógł wziąć urlop rodzicielski bez ryzyka bycia wyśmianym przez kolegów, a przez szefa traktowany jako kombinator. (Bo po co facet bierze urlop rodzicielski?) Jest też oczywiście wisienka na torcie: Gdy twoja partnerka będzie zarabiać więcej niż ty, zamiast popadać w głęboką depresję, powiesz “Hurra, więcej hajsów!”. Przede wszystkim feminizm daje tu wolność. Możliwość zaplanowania życia rodzinnego nie według sztywnych reguł, a według osobistych preferencji, pozwala na czerpanie dużo większej satysfakcji z życia.

Satysfakcji z życia? Mając rodzinę? Wolne żarty! Ja chcę podróżować, zwiedzać świat i wiele pięknych, pięknych kobiet znać. Chcę być zdobywcą kobiecych serc! Ok, nikt Ci nie broni żyć jak chcesz, ale patriarchat znowu ustawia cię tu na gorszej pozycji. W tym miejscu muszę przyznać, że to sprawa dość osobista. Jak zapewne większość z was byłem kiedyś młody. Byłem młody i nie miałem zielonego pojęcia o romantycznych relacjach, a rady, których udzielał mi patriarchat za pomocą popkultury, były najgorszymi możliwymi radami. Kobiety lubią bad boy’ów, musisz kobietę uwieść i zdobyć, ale też gdy będziesz się jej przymilał to uzna, że jesteś wyjątkowy. Jak już sobie przyswoisz te wszystkie rady, możesz śmiało zostać incelem. To nie jest żart. Wiem, że środowiska inceli są okropnie toksyczne i ludzie w nich przebywający są wyjątkowymi mizoginami, ale wciąż jest mi ich żal i autentycznie im współczuję. Dlatego, że ich rozumiem, bo sam tak kiedyś myślałem. Miałem to szczęście, że w pewnym momencie, dzięki mojej feministycznej postawie, zobaczyłem, jakie to są bzdury. Potrafię jednak wyobrazić sobie, że ktoś idzie w inną stronę. To daje mężczyznom feminizm – feminista jest Chadem. Wiele bym dał, żeby ktoś w młodości powiedział mi: “Patriarchat chce cię zniszczyć, nie słuchaj go.” i  dał mi proste rady: “Bądź miły dla wszystkich, a nie tylko dla kobiet.” Pozwala to zrozumieć, że bycie miłym powinno być podstawową postawą i nie oznacza nic – ani nie sprawia, że kobieta jest ci coś winna, ani to że ona jest miła nie znaczy, że czegoś od ciebie chce. “Kobieta to nie przedmiot, nie jest od zdobywania. Randki polegają na tym, abyście oboje sprawdzili czy się sobie podobacie”. Pozwala to zarówno nie widzieć odrzucenia jako osobistej porażki, ale także przywraca mężczyźnie podmiotowość. Nie masz żadnej absurdalnej misji poderwania kobiety, masz się przekonać nie tylko czy ty podobasz się kobiecie, ale też czy ta kobieta podoba się Tobie. Feminizm znów przynosi wolność. Wolność do decydowaniu o swoim życiu i wolność od absurdalnych wymagań, których jedynym celem jest sprawienie, byś czuł się gorszym.

Żeby jednak nie skupiać się na samych egzystencjalnych problemach, dodam jeszcze jedną sprawę bliską memu sercu. Od młodości słyszałem subtelnie, ale konsekwentnie podtrzymywany mit: „Prawdziwy mężczyzna sika na stojąco.” Ktoś mógłby się zapytać: „I co z tego? Co to zmienia?”. Też tak kiedyś myślałem. Dopóki moja ciekawa świata  córka nie zaczęła mi włazić do toalety, więc, aby wspomóc jej naukę korzystania z nocnika, zacząłem edukacyjnie siadać na sedesie. Co to zmienia? Wszystko. Przez większość mojego życia patriarchat ukrywał przede mną zdrowszą, wygodniejszą i czystszą formę oddawania moczu. Jak okropnym trzeba być by robić coś tak złośliwego i małostkowego? Czemu jednak na koniec daję taki pozornie nieistotny przykład? Przecież patriarchat to nie tylko wielki rozdział ról społecznych, ale też każdy nawet na pierwszy rzut oka błahy element kultury, który sprawia że życie mężczyzny jest trudniejsze. No proszę. Feminizm trzeciej fali też jest dla mężczyzn. 

Powiecie: “Fajny spin, ale raczej nikogo nie przekona”. Tym razem jednak się nie zgodzę. To nie jest spin. To prawda. To, że stwierdzenie, że patriarchat może szkodzić wydaje się śmieszne, jest dowodem na to jak bardzo kultura skupiona na mężczyznach przeszywa nasze życie. Tu nie ma nic śmiesznego, patriarchat jest więzieniem dla wszystkich. Fakt, że dla mężczyzn to złota klatka, nie zmienia tego, że to wciąż niewola. Niewola ról do spełnienia. Niewola absurdalnych wymagań. Niewola samotności, bo przecież “prawdziwy mężczyzna” sam sobie poradzi. Niewola, która prowadzi do nieszczęśliwego życia. Czy w to uwierzy jakiś stary mizogin? Pewnie nie. Czy uwierzy w to wasz syn? Tak i z tą wiedzą o prawdziwej naturze patriarchatu i toksycznej męskości jest spora szansa, że nie będzie dupkiem. A czyż to nie jest właśnie najszlachetniejszym celem na tym padole łez? Nie być dupkiem?