Pomniki nie czują

Czarne, nocne niebo. Zdjęcie robione z dołu pomnikowi Chrystusa. Widoczne Jego plecy i krzyż oraz po prawej stronie ręka, w którą wetknięto tęczową, powiewającą flagę.
Foto: JohnBoB & Sophie Art

W ostatnich dniach nasze serce rozpala temat: czy działaczom LGBT wolno zawiesić tęczową  flagę na pomniku Syrenki? A Kopernika? A Jezusa? A czy wolno tęczu w powstaniu?

Pytanie zrodziło się dlatego, że kolektyw Stop Bzdurom podjął akcję bezpośrednią i rozwiesił flagi na pomnikach w/w postaci. Zdjęcia z akcji obiegły internet i rozpaliły najtęższe umysły mojego pokolenia. Jak również polskich dziennikarzy i polityków.

Strona konserwatywna oburzyła się po linii PROFANACJA I AGRESJA. Wrażliwiutkie płatki śniegu, a taka niby husaria. Profanacja, jak przypuszczam, dotyczy pomnika Jezusa, bo nie podejrzewam prawicy o uczucia religijne względem Syrenki, a już zwłaszcza Kopernika.

Czyli tęcza, symbol tolerancji i otwartości, a także spółdzielczości profanuje Jezusa oraz agresywnie go atakuje. Czym właściwie?

Mam tezę, że większości konserwatystów tęczowa flaga absolutnie nie uraża. Ich gniew budzi to, że mniejszość, której odmawiają praw, odbiera im kawałeczek przestrzeni symbolicznej i narusza ich hegemonię.  I nie przeprasza za to. W ich oczach mniejszości powinny znać swoje miejsce, a nie się panoszyć. Więc może zamiast w języku empatii do urażonych uczuć nazwijmy sprawy po imieniu: jest to wojna terytorialna.

Wiecie, co jest profanacją? Szopki biskupa Jankowskiego. Kicz w sklepach z dewocjonaliami. Papieże przydrożne przy co drugim słupku drogowym. Jezus w Świebodzinie. Zasrywanie przestrzeni publicznej krzyżami z napakowanym Jezusem.

Wiecie, co jest agresywnym atakiem? Słowa o ideologii i o tęczowej zarazie. Rzucane w nas kamienie. Plucie w twarz chłopakom za długie włosy i dziewczynom za kolorowe.

Pomniki nie czują, nie da się ich pobić, nękać policją ani wpędzić w próbę samobójcza. Wolicie pomniki niż ludzi, bo możecie mówić za nie, co reprezentują.

Ale oburzyła się oczywiście także strona liberalna, awansem i per procura, BO KONSERWATYŚCI SIĘ OBRAŻĄ.  Nie podzielamy wprawdzie, ale. Szanujmy uczucia. I się wzajemnie. Wysłuchajmy każdego, bo każdy ma własną historię. Nie popadajmy w skrajności. Prawda przecież leży pośrodku. Człowiek musi mieć wolność wyrażania poglądów.  Cenimy wolność słowa i ekspresji.

Ciekawe, jak to jest, że jak chodzi o tęczę, to chodzicie wokół konserwatywnych uczuć na paluszkach. Akceptujecie procesje, krzyże w szkołach i urzędach i cytujecie fajnych księży. Byle złe słowo o papieżu lub matce Teresie wywołuje w was atak paniki. Ale wystarczy, że ci sami konserwatyści zagłosują na Dudę lub PiS i już można ich wyzywać od sprzedajnych szmat i ciemnogrodu.

Może po prostu miejcie jaja i przyznajcie wprost, że niczym nie różnicie się od konserwy poza zamianą barchanów na batyst? Jesteście tak samo tępymi trepami w tej wojnie jak konserwatyści.

Czy nie uznajecie naszych praw w ogóle, czy jesteście skłonni je uznać, ale warunkowo, jak zasłużymy – to co to za różnica? Zawsze będzie coś, co sprawi, że uznacie, że nie zasługujemy na nie. Bo nie prosiliśmy zbyt pokornie, zbyt uniżenie, bo kogoś urazi kawałek kolorowej szmatki na kamieniu.

Postawmy rzecz jasno. My nie jesteśmy nawróconymi grzesznikami, przestępcami, synami marnotrawnymi. Nie musimy odpokutowywać żadnych wykroczeń zanim zostaniemy uznani za wartych pełni praw. Nie mamy za co przepraszać. Nie zrobiliśmy nic złego. To nam robiono złe rzeczy przez wieki. Więc skąd oczekiwanie pokory i skruchy? Skąd wymaganie, że uznawanie naszych praw ma wyglądać jak spłacanie długu? Nam się te prawa należą i w końcu je wywalczymy.