Nie ma się czego bać, czyli rzecz o osobach z niepełnosprawnościami. Część 9. Jeszcze słowo o niewidomych

Zdjęcie przedstawia osobę od bioder w dół. W dłoni trzyma białą laskę. Za nią znajdują się pasy dla pieszych. Idzie pasem prowadzącym.
https://news.sky.com/story/amp/coronavirus-blind-people-shouted-at-in-the-street-for-not-social-distancing-11988434

Do jakich szkół uczęszczają dzieci niewidome? Co pomaga osobom z dysfunkcją wzroku w samodzielnym poruszaniu się? I co przydaje się niewidomym podczas oglądania filmów czy programów telewizyjnych?

Wstęp

Z pewnością uważni czytelnicy dobrze pamiętają, że jakiś czas temu napisałam już tekst, w którym omówiłam kilka zagadnień związanych z funkcjonowaniem osób z dysfunkcją wzroku. Opowiedziałam w nim między innymi o czytaniu brajlem oraz o tym, w jaki sposób śnią niewidomi. Po zakończeniu pracy nad tamtym artykułem zaczęły przychodzić mi do głowy jeszcze inne kwestie, które — jak wynika z moich doświadczeń — mogą szczególnie intrygować widzących niemających styczności z niewidomymi, bądź wiedza społeczeństwa na ich temat bywa niepełna, a w mojej opinii warto byłoby ją poszerzyć. Przybliżeniem Wam tych aspektów chciałabym zamknąć wątek osób niewidomych w moim cyklu. Zanim to jednak nastąpi, dowiecie się między innymi:

  • Do jakich szkół uczęszczają dzieci niewidome?
  • Co pomaga osobom z dysfunkcją wzroku w samodzielnym poruszaniu się?
  • I co przydaje się niewidomym podczas oglądania filmów czy programów telewizyjnych?

Niewidomi w szkole

Rodzice, planujący edukację swojego niewidomego dziecka, mają do wyboru dwie podstawowe możliwości — zapisanie go albo do szkoły przeznaczonej dla uczniów z dysfunkcją wzroku, albo do szkoły, do której uczęszczają uczniowie widzący. W obrębie drugiej ze wskazanych opcji można ponadto wyróżnić dwie strategie, odnoszące się nie tylko do edukacji niewidomych, ale ogólnie osób z niepełnosprawnościami: integracji, a więc przyjmowania uczniów z różnymi niepełnosprawnościami do specjalnych, mało licznych klas, oraz edukacji włączającej, której idea zakłada, że uczeń z niepełnosprawnością może uczyć się w wybranej przez siebie placówce, a przed szkołą stoi wymóg zapewnienia mu odpowiednich warunków rozwoju. Które z powyższych rozwiązań jest najlepsze? Jak to często bywa w takich sytuacjach, trudno jednoznacznie orzec — każde z nich ma i zalety i wady, a ponadto jest sprawą bardzo indywidualną.

Sama nigdy nie byłam uczennicą szkoły dla niewidomych, moją wiedzę na temat takich placówek czerpię więc z relacji osób, które miały okazję odbywać w nich edukację. Przede wszystkim tego rodzaju szkół, a raczej ośrodków szkolno-wychowawczych, jest w Polsce kilka (najsłynniejszy znajduje się w podwarszawskiej miejscowości Laski). Decyzja o zapisaniu dziecka do jednego z nich z reguły wiąże się z przeprowadzką z domu do internatu, a więc ograniczeniem kontaktów z rodziną, co z pewnością bywa niełatwym doświadczeniem zarówno dla dzieci, jak i rodziców (jeżeli dziecko mieszka niedaleko ośrodka, istnieje możliwość przebywania tam tylko w czasie zajęć i rezygnacji z internatu). Warto również mieć świadomość, że do wspomnianego typu szkół od jakiegoś czasu uczęszcza coraz więcej uczniów niewidomych z dodatkowymi, tak zwanymi sprzężonymi, niepełnosprawnościami (na przykład niepełnosprawnością intelektualną). Z edukacji w takich placówkach wynika z pewnością kilka korzyści — ich wychowankowie zyskują możliwość kształcenia się pod okiem specjalistów, doświadczonych w dziedzinie pracy z niewidomymi, uczęszczania na bardzo potrzebne, specjalistyczne zajęcia (na przykład z orientacji przestrzennej, o której opowiem w dalszej części tekstu), a mieszkanie w internacie najczęściej zmusza do przyswojenia umiejętności, pozwalających na osiągnięcie samodzielności.

Ta ostatnia kwestia może wyglądać nieco gorzej w przypadku niewidomych, pozostających w rodzinnych domach. Bywa bowiem, że rodzice, czy to z niewiedzy, czy to z chęci zaoszczędzenia czasu, nieraz wyręczają swoje niewidome dzieci w najprostszych czynnościach. Takie dziecko, gdy już dzieckiem być przestanie, może mieć niemałe trudności z samodzielnym funkcjonowaniem. Oczywiście powinno w miarę możliwości nadrabiać zaległości w tej materii, ale nie zawsze jest to łatwe. Powyższa tendencja, choć dosyć częsta, nie jest na szczęście regułą. Jeśli zaś chodzi o umiejętności, które niewidomi uczniowie ośrodków nabywają dzięki dodatkowym zajęciom, osoby pozostające w domach mogą pozyskiwać je dzięki wsparciu specjalistów, działających na przykład w różnych fundacjach. Rzecz w tym, że nie każdy rodzic się o to zatroszczy.

Wrócę jednak do zagadnień, związanych bezpośrednio ze zdobywaniem wiedzy. Jak wygląda ono z perspektywy niewidomych, kształcących się pośród uczniów widzących? W idealnej szkole wszelkie rozwiązania pomocne uczniowi z dysfunkcją wzroku byłyby zapewnione od ręki — rzeczywistość wygląda jednak inaczej. Aby proces nauki osoby niewidomej wraz z widzącymi rówieśnikami był możliwie jak najbardziej efektywny, oprócz wsparcia nauczyciela wspomagającego (najlepiej wykształconego w dziedzinie pracy z osobą niewidomą tyflopedagoga), konieczne jest — szczególnie na początkowym etapie — zaangażowanie rodziców czy opiekunów. Dostosowywanie materiałów edukacyjnych i metod pracy do potrzeb osoby z dysfunkcją wzroku to coś, co doskonale znają uczniowie i ci, którzy im pomagają. Trudno byłoby opisać wszystkie kwestie z tym związane. Z pewnością w dzisiejszych czasach dla większości niewidomych uczniów sporym ułatwieniem są wszelkie rozwiązania technologiczne, o których pisałam w poprzednich artykułach. Nauka pośród widzących — szczególnie, jeśli niewidomy chce w największym możliwym zakresie realizować stawiane przed nim wymagania — wiąże się z intensywniejszą pracą, niż ma to miejsce w przypadku pozostałych uczniów. Tym, co postrzegam jako nieocenioną wartość, płynącą z uczęszczania niewidomych do zwykłych i integracyjnych szkół, jest tworzenie relacji z widzącymi rówieśnikami, a więc kształtowanie kompetencji społecznych, przydatnych w dorosłym życiu.

Na ten moment wydaje mi się, że nauka w zwykłej lub integracyjnej szkole czy klasie nie jest dla każdego niewidomego najlepszym rozwiązaniem, głównie dlatego, że nie wszyscy rodzice, z różnych przyczyn, są w stanie udzielać swoim dzieciom wsparcia potrzebnego na drodze edukacyjnej. Jeśli jednak tylko jest to możliwe, a osoba niewidoma nie przejawia dodatkowych trudności (na przykład nie posiada niepełnosprawności sprzężonej), może z powodzeniem uczyć się z widzącymi kolegami i koleżankami. Warto przy tym zauważyć, że od jakiegoś czasu kolejne kraje ograniczają działalność specjalnych ośrodków dla dzieci i młodzieży z niepełnosprawnością, nacisk przenoszony jest zaś na organizowanie odpowiednich warunków edukacyjnych przez zwykłe szkoły. Kto wie, może w przyszłości dałoby się zaszczepić te zmiany również na polskim gruncie. Jest to z pewnością temat wart dyskusji.

A co, gdy osoba niewidoma po ukończeniu szkół chce kształcić się na poziomie akademickim? Pewnego razu, gdy powiedziałam komuś, że studiuję, zostałam zapytana, czy uczęszczam na uczelnię przeznaczoną dla osób niewidomych. Do tamtej chwili wydawało mi się, iż jest oczywiste, że takie uczelnie nie istnieją, jak jednak widać to, co dla mnie oczywiste, bo znam to z własnego doświadczenia, dla innych już tak jasne być nie musi. Niewidomi studiują w tych samych szkołach wyższych, co osoby widzące. Rzecz jasna kwestie dotyczące przygotowywania materiałów, docierania do książek w dostępnej dla niewidomych formie i wymyślania wraz z wykładowcami metod zaliczeń niektórych przedmiotów to stałe elementy studenckiego krajobrazu osoby z dysfunkcją wzroku. W rozwiązywaniu niektórych tego rodzaju problemów może pomóc studentowi niewidomemu czy też z inną niepełnosprawnością uczelniana jednostka, zajmująca się sprawami studentów z niepełnosprawnościami, a także specjalnie zatrudniony asystent, choć — niestety — nie każda uczelnia zapewnia takie udogodnienia.

Z białą laską przez świat

Symbol osoby trzymającej w dłoni białą laskę chyba całkiem nieźle zakorzenił się w kulturze i jest rozpoznawany nie tylko przez tych, którzy mają jakąkolwiek styczność ze środowiskiem osób z dysfunkcją wzroku. Z moich doświadczeń wynika, że niektórym ludziom wydaje się, iż chwycenie laski i wyciągnięcie jej przed siebie wystarczy, aby osoba niewidoma zyskała wiedzę o otaczającym ją terenie. Oczywiście byłoby fantastycznie, gdyby to tak działało, laska nie jest jednak jakimś magicznym przedmiotem. Do nabycia umiejętności samodzielnego poruszania się konieczne są godziny ćwiczeń pod okiem instruktora orientacji przestrzennej. Na takich zajęciach uczy się technik chodzenia z laską, czyli sposobów jej używania i wykrywania przeszkód przy jej pomocy, a ponadto poznaje się konkretne trasy, najczęściej te, które są przydatne danej osobie. Poziom biegłości w sztuce orientacji przestrzennej wśród niewidomych bywa naprawdę różny. Zależy on od kilku czynników, a najważniejsze z nich to: moment, w którym rozpoczyna się ćwiczenie wspomnianej umiejętności (im później tym trudniej), jakość zajęć i podejście instruktora, stopień nasilenia osobistych barier i lęków, poziom motywacji i pracowitości samego zainteresowanego oraz stosunek najbliższych mu osób do jego prób osiągania samodzielności. Możecie zatem spotkać osoby z dysfunkcją wzroku, poruszające się całkowicie samodzielnie w znanych i nieznanych sobie miejscach — tak, jest możliwe bezwzrokowe przemieszczanie się po całkiem nowych trasach, do czego najczęściej, podobnie, jak w przypadku widzących, niezbędna jest metoda „koniec języka za przewodnika”. Bywają jednak również niewidomi, którzy zawsze lub zazwyczaj chodzą w towarzystwie widzącego przewodnika. Podkreślę jeszcze jedną kwestię, która pozornie wydaje mi się oczywista, jednak przypominam sobie, że byłam o nią kilkukrotnie pytana: biała laska służy do poruszania się po otwartych przestrzeniach, a także budynkach czy dworcach, natomiast w domu, czy to własnym, czy cudzym, odstawiam ją w kąt — wystarczy mi, że zapamiętam układ pomieszczeń i sprzętów.

Jak już wspomniałam w poprzednim tekście, samodzielne poruszanie się ułatwiają osobom z dysfunkcją wzroku specjalne aplikacje do nawigacji, dostępne na urządzenia mobilne. Przypuszczam, iż wielu z Was kojarzy, że jest jeszcze coś, a właściwie ktoś, kto może być tu wsparciem. Moje założenie jest chyba uzasadnione — pytanie „Czy masz psa przewodnika?” z jakiegoś powodu należy do pytań zadawanych mi najczęściej. Ja sama, przynajmniej na razie, na takiego psa się nie zdecydowałam. Wbrew chyba powszechnemu stereotypowi to nie jest tak, że każdy niewidomy porusza się z czworonożnym towarzyszem — to kwestia indywidualnych decyzji i preferencji. Na podstawie relacji moich znajomych, doświadczonych w sferze chodzenia z psem przygotowanym do tego rodzaju zadań wnioskuję, że jest to naprawdę spore ułatwienie. Nadmienię jeszcze, że nie każdy pies może zostać przewodnikiem, a szkoleniem czworonogów zajmują się specjalizujące się w tej dziedzinie fundacje.

Co pomaga osobom niewidomym w samodzielnym „wędrowaniu po świecie”? Po pierwsze — bardzo istotne są punkty orientacyjne. Takimi punktami mogą być obiekty różnego typu — krawężniki, murki, płoty czy budynki. Niewidomy, zapoznając się z trasą, zwraca uwagę właśnie na tego rodzaju charakterystyczne elementy. To w oparciu o nie zapamiętuje drogę, a natykając się na któryś z nich może stwierdzić, w jakim miejscu się znajduje. Trudniej jest nauczyć się trasy, na której brakuje punktów orientacyjnych i która wymaga poruszania się po pustym terenie. Poza tym istnieją rozwiązania architektoniczne, bardzo pomocne niewidomym użytkownikom przestrzeni. Czy będąc na przykład na peronie dworca lub zbliżając się do przejścia dla pieszych zwróciliście kiedyś uwagę na znajdujące się w podłożu wypustki? Nie, nie znalazły się tam one dlatego, że osoba kładąca chodnik miała akurat do dyspozycji takie nietypowe płytki. Tego rodzaju oznaczenia wskazują osobie niewidomej, gdzie się właśnie znajduje i niejednokrotnie umożliwiają uniknięcie niebezpieczeństwa (niestety wciąż nie znajdują się one we wszystkich miejscach, w których znaleźć się powinny). A czy na dworcu lub w innej przestrzeni zauważyliście srebrne linie na posadzce? Nie, one nie służą, wbrew temu, co się niektórym wydaje, do tego, by wygodnie prowadzić po nich walizki. Są to tak zwane ciągi komunikacyjne, czy też ścieżki dostępu, ułatwiające niewidomym poruszanie się po często trudnych do precyzyjnego ogarnięcia obszarach. Jeśli widzicie zatem, że ktoś zastawia taką ścieżkę walizką czy jakimś innym sprzętem, zwracajcie mu na to uwagę. Podobnym problemem dla osób z dysfunkcją wzroku są także elektryczne hulajnogi, nieraz porzucane na środku chodnika, czy też inne „wyrastające spod ziemi” przedmioty, które biała laska z jakiegoś powodu może ominąć.

Czym jest audiodeskrypcja?

Jakiś czas temu zwróciłam już Waszą uwagę na to, że niewidomi, jak wszyscy, oglądają telewizję i filmy — forma „słuchają” jest zaś przez większość z nich uważana za nienaturalną. No dobrze, ale jak ktoś, kto ma dostęp jedynie do warstwy dźwiękowej filmu i pozbawiony jest warstwy wizualnej, może w pełni zapoznać się z jego treścią? Oczywiście można obejrzeć film w towarzystwie osoby widzącej. Czy to jednak jedyna opcja? Tu z pomocą przychodzi audiodeskrypcja, a więc nagrany przez lektora opis tego, co dzieje się na ekranie. Podobnie, jak omawiany już przeze mnie tekst alternatywny, taki słowny komentarz powinien zawierać wyłącznie informacje adekwatne do fabuły, niewłaściwe jest zaś wprowadzanie dodatkowych wiadomości czy narzucanie subiektywnej interpretacji (zdarzyło mi się kilka razy słyszeć tego rodzaju błędy). Przygotowywaniem audiodeskrypcji zajmują się specjaliści w tej dziedzinie, a projekty z nią związane koordynują między innymi aktywnie działające na tym polu fundacje. Organizują one na przykład pokazy filmów z audiodeskrypcją. Ponadto w Internecie zupełnie legalnie można obejrzeć wiele opatrzonych nią produkcji, a oprócz tego emituje je także telewizja.

Nie wdając się w szczegóły techniczne, chyba w większości w miarę nowoczesnych sprzętów do odbierania telewizji, niezależnie od tego, skąd czerpiemy sygnał, da się wywołać funkcję audiodeskrypcji (przy czym robi się to na różne sposoby). Czy oznacza to więc, że osoba niewidoma może oglądać każdą treść na każdym kanale z dodatkowym, słownym komentarzem? No cóż, chciałoby się. Wiele kanałów w ogóle nie dołącza audiodeskrypcji do swoich produkcji, jeszcze inne zamieszczają ją tylko w wybranych serialach czy programach i nieraz zdarza się, że towarzyszy ona dopiero emisjom powtórkowym. Na niektóre stacje telewizyjne nałożony jest wymóg Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, zgodnie z którym treści audiodeskrybowane powinny wypełniać określony procent czasu antenowego. Niektórzy nadawcy realizują to zalecenie, emitując w nocy wciąż te same programy, opatrzone audiodeskrypcją jakiś czas temu. W mojej opinii należałoby pochylić się nad tym problemem, aby wyeliminować podobne praktyki.

W związku z tym, że, jak wspomniałam, niestety nie do wszystkich produkcji na świecie powstała audiodeskrypcja, wielu niewidomych przywykło do oglądania filmów czy programów, bazując wyłącznie na ich warstwie dźwiękowej. O ile w niektórych przypadkach właściwie nie jest to zbyt wielkim problemem, bo niemal wszystkiego można domyślić się na podstawie dialogów, o tyle niejednokrotnie zdarza się, że obejrzenie jakiegoś serialu „po niewidomemu” staje się praktycznie niemożliwe, gdyż jest się pozbawionym dostępu do informacji o zdarzeniach najistotniejszych dla fabuły. Należy docenić, że już jakiś czas temu została wdrożona ustawa, która nakłada na nadawców obowiązek sukcesywnego zwiększania ilości treści dostępnych dla wszystkich (nie chodzi tu przecież jedynie o audiodeskrypcję, ale także o programy z udogodnieniami dla osób Głuchych), pozostaje zatem mieć nadzieję, że owe wymogi będą konsekwentnie realizowane, a w przyszłości uda się je jeszcze zaostrzyć.

„A co ty taka poważna?”

Najmilsi czytelnicy: jeśli kiedyś zdarzy się, że droga któregoś z Was przetnie się z moją, możecie być pewni, że będę rada z każdego takiego spotkania. Nie zdziwcie się jednak, jeśli moja twarz będzie wówczas wyrażała trochę co innego. Nie bądźcie również zaskoczeni, jeśli moje gesty wydadzą się Wam nieco dziwne i nienaturalne.

Mimika czy gestykulacja to umiejętności, których widzący uczą się przede wszystkim przez naśladowanie. Z oczywistych względów niewidomi są pozbawieni tej możliwości. Nie oznacza to, że ich twarze zawsze pozostają kamienne, bo ukazywanie emocji wielokrotnie dokonuje się samoistnie. Nie jest również tak, że niewidomi nie wiedzą, czym jest skinienie czy kręcenie głową, gdyż takie podstawowe odruchy z reguły ktoś im wyjaśnia. Moja mimika bywa jednak uboższa, niż mimika osób widzących. Trudno jest mi intencjonalnie ukazywać uczucia poprzez wyraz twarzy. Z tego powodu już kilka razy słyszałam, że wyglądam na osobę smutną czy poważną. Owszem, najweselsza też nie jestem, ale moje emocje są przede wszystkim we mnie. Z kolei gesty, nad którymi większość z Was nawet nie musi się zastanawiać, dla mnie są czymś nienaturalnym, nie czuję więc potrzeby ich wykonywania.

Warto w tym miejscu zasygnalizować, że istnieje pewien specyficzny rodzaj zachowań, charakterystycznych dla osób niewidomych, nazywany blindyzmami. Są one skutkiem potrzeby kompensacji zaburzonego zmysłu wzroku. Na ich występowanie ma też wpływ fakt mniejszej, niż w przypadku osób widzących, ilości ruchu, który jest przecież organizmowi niezbędny. Najpopularniejszym blindyzmem jest uciskanie gałek ocznych palcami, a do innych często występujących należą kołysanie się, podskakiwanie czy nieadekwatne do sytuacji wymachiwanie rękami. Zachowania te mają charakter nawyków, z reguły są podświadome i można je zaobserwować już u małych niewidomych dzieci, dlatego rodzice i opiekunowie bezwzględnie powinni kłaść nacisk na ich wyplenianie. Niestety, jak to bywa z nawykami, im później, tym trudniej jest je wyeliminować.

Zakończenie

Chyba przyszedł czas na chwilę szczerości: deklaracja poczyniona przeze mnie we wstępie, dotycząca tego, że planuję zamknąć wątek, poświęcony osobom niewidomym, była nieco na wyrost. Zamykam go bowiem przynajmniej na razie. Choć to podobno niedobrze przyznawać się do swoich słabości, mówiąc wprost, wyczerpały się moje pomysły na to, co w tej tematyce może Was zainteresować. Wciąż jednak czekam na Wasze pytania, jeśli więc takie się pojawią i będę w stanie na nie odpowiedzieć, w następnych częściach omówię kolejne kwestie, odnoszące się do funkcjonowania osób z dysfunkcją wzroku. Pytajcie zatem śmiało, bo przecież, jak głosi moje ulubione zdanie, a zarazem tytuł niniejszego cyklu, „nie ma się czego bać”.