No to się policzyliśmy

Osoba siedząca sama w sali, skierowana w stronę ściany
Photo by Kyle Glenn

Oj, majstry, aleśmy w d****o dostali! Nikt nie spodziewał się, że krwawy trud się skończy, ale żeby aż tak mało ludzkiego rodu nasz związek bratni ogarnął? Mamy teraz chwilę czasu na smutek i złość. Nigdy w tym kraju nie możemy mieć nic ładnego, mieszkają tu sami faszyści, a w ogóle to najlepiej jakby Polska się przeprowadziła i zamieszkała u swojej małżonki – w morzu. Dalej, ulżyjcie sobie. Może być nawet jakiś komentarz z gułagami. Nie będę oceniał. Jak już to jednak z siebie wyrzucimy, to trzeba będzie zadać sobie poważne pytanie…

Może naprawdę jest nas tak mało? Może wynik Roberta Biedronia wcale nie był taki niski przez lewicowych wyborców – zdrajców rewolucji, którzy zagłosowali na innego kandydata? Może w Polsce cała ideowa lewica to tak naprawdę tylko dwóch gości, którzy nawet zbytnio się nie lubią, bo jeden jest socjaldemokratą, a drugi anarchosyndykalistą? Może te wszystkie lewaczki i lewacy, których znasz, nie są przedstawicielami szerszego nurtu, tylko są naprawdę wszystkimi polskimi lewaczkami i lewakami?

Co, jeśli to prawda? Przede wszystkim to smutne, ale myślę, że wszyscy mamy nadzieję na bardziej konstruktywne odpowiedzi. Tutaj oczywiście specjaliści od politologii powiedzą coś o poszerzaniu elektoratu. Nie chodzi mi jednak o ludzi, którzy głosują na lewicę dlatego, że reprezentuje ich interesy. Nie twierdzę, że to nieważna grupa. Biorąc pod uwagę, że priorytetem powinno być dbanie o społeczeństwo, jest to grupa najważniejsza. Chciałbym się jednak zastanowić czemu grupa, która lewicą myśli, żywi się i oddycha (wdycha indywidualistyczny tlen, a wydycha uzwiązkowiony dwutlenek węgla) jest tak nieliczna. Można winić za to wszechobecną propagandę liberalną (o której już kiedyś pisałem) i prawicową (wyraźna obecność kościoła w przestrzeni publicznej, archaiczna wizja rodziny, specyficzny sposób ukazywania historii). Winny jest także PRL, którego wspomnienia wielu zniechęcają do socjalizmu. To jednak tłumaczyłoby jedynie starsze pokolenia…

Czemu jednak ćwierć najmłodszych wyborców zdecydowała się poprzeć kiepsko zakamuflowanego faszystę? Eh, młodzieży! Ja tu was wychwalam, a wy mi taki numer wycinacie… Byłbym wami zawiedziony, gdyby to była wasza wina. Tylko to nie jest ich wina. Czyja więc? Moja, między innymi. Dokładniej: wszystkich starszych lewaków. Lewica nie oferuje młodym ludziom żadnego punktu zaczepienia. Oczywiście istnieją lewicowe młodzieżówki, czy ruchy miejskie. One jednak są dla już zaangażowanych. Co dla ludzi dopiero kształtujących swój światopogląd? G***o. Pierwsze kroki ku lewicowemu światopoglądowi musisz podjąć całkiem sam. To pomysł dobry na początek przygody, by znaleźć magiczny miecz, dzięki któremu uratujesz królestwo, ale kiepski, jeśli chcesz zdobyć jedynie kartę lewaka.

Nie jest to opinia wygłaszana z perspektywy mądrzącego się starego dziada, a nieprzepracowana trauma z dzieciństwa. Gdy, jeszcze wcale nie tak dawno, byłem nastolatkiem, jedynymi „grupami młodzieżowymi”, do jakich mogłem dołączyć na moim osiedlu, byli kibole i kapela kościelna. Nie, żebym coś miał przeciwko tym grupom, ale, jak sami rozumiecie, były to grupy na lewo jedynie od skinheadów. Na szczęście dla mnie, młodość spędziłem w towarzystwie, którego głównym zainteresowaniem było wyszukiwanie coraz to tańszych napojów alkoholowych. Moje dawne koleżanki i koledzy nauczyli mnie wiele o życiu w społeczności pełnej akceptacji i empatii, ale niewiele odnośnie do polityki i społeczeństwa jako całości. Pytam się: Gdzie był mój klub bokserski dla trudnej młodzieży prowadzony przez podstarzałego anarchistę? Może gdybym miał takie wzorce w przeszłości, nie spędziłbym pół życia, będąc liberałem i z trudem próbując udowodnić sobie, że wykluczenie ekonomiczne nie ma żadnego związku z innymi rodzajami dyskryminacji, a w ogóle to nawet nie istnieje.

Chciałbym tu postulować, aby grupy lewicowe bardziej zaangażowały się w życie kulturalne młodzieży. Zdaje sobie sprawę, że takie projekty istnieją i są prawdziwymi skarbami. Jest ich jednak za mało. Muszę z przykrością stwierdzić, że jest to coś, czego moglibyśmy się nauczyć od narodowców. Oni wiedzą, jak i gdzie werbować i jak tworzyć organizacje, w których młodzi ludzie znajdą jakiś cel w życiu. Naturalnie nie jestem zwolennikiem prania mózgów młodym ludziom. Chodzi jedynie o to, aby wprowadzić w ich życie więcej lewicowych treści, nad którymi będą mogli się zastanowić. Niestety, o ile jakiś dom kultury nie zorganizuje wykładu na temat kotłów okrętowych, sam nie mam zbyt wiele do dodania na ten temat. Mam jednak nadzieję, że ktoś bardziej obeznany w dziedzinie krzewienia kultury coś wymyśli, a wtedy ja (i myślę, że całkiem wiele innych osób) z przyjemnością pomogę. Wczesne zapoznanie ludzi z lewicowymi treściami wydaje mi się jedynym sposobem, aby kiedyś „żelazny elektorat” lewicy był trochę większy niż granice błędu statystycznego.