5 politycznych lat, czyli jak się tu znalazłem

Moja pierwsza styczność z czymkolwiek politycznym miała miejsce 10 kwietnia 2010 roku, gdy 96 osób, z Parą Prezydencką na czele, zginęło w katastrofie lotniczej. Nie wiedziałem, co się dzieje, jednak z perspektywy czasu ogarnęła mnie świadomość, że to wydarzenie jak chyba żadne inne, podzieliło nasz kraj. Później prezydentem RP został Bronisław Komorowski, wtedy kojarzyłem go jako sympatycznego pana z wąsem podobnego do mojego taty.

Jako, że wtedy wchodziłem w dwucyfrową liczbę wiosen, nie byłem szczególnie zainteresowany tym, co się dzieje. Przełomowy był rok 2015 rok, kiedy to odbyły się wybory prezydenckie. Kandydatów było sporo, a moje pojęcie polityczne ograniczało się do tego, że Pawła Kukiza znałem jedynie z piosenek zespołu Piersi. Nie ukrywam, że zaciekawił mnie. Wtedy jeszcze nie były popularnymi sytuacje, w których znane osobistości bądź celebryci angażują się w politykę. Jak wiemy, przyszłość dała nam Donalda Trumpa czy Wołodymyra Zełeńskiego. Kukiz miał charyzmę, niósł za sobą pewną autentyczność i to mi się w nim bardzo podobało. Zdziwiłem się pozytywnie, że osiągnął 20%, ale mimo wszystko do drugiej tury nie przeszedł. W drugiej turze zwyciężył nikomu nieznany Andrzej Duda. Wydawał się podobnie jak Kukiz, autentyczny, jednak kolejne lata pokazały, jak ówczesny czternastolatek był naiwny.

W 2017 roku, kiedy przez Polskę przetaczały się protesty przeciw reformie sądownictwa, wstąpiłem w szeregi młodzieżówki Platformy Obywatelskiej. Byłem naprawdę zadowolony, że jestem częścią czegoś, co może mieć wpływ na przyszłość kraju. Poznałem różne kategorie ludzi, od zaangażowanych ideowców, po ludzi z przerośniętym ego i ambicjami. W 2018 r. odszedłem, jednak wciąż śledziłem scenę polityczną z wielkim zaciekawieniem.

Tego samego roku na scenę polityczną zawitało nazwisko „Biedroń”. Kojarzyłem go wtedy jako prezydenta Słupska, geja i byłego posła Ruchu Palikota. Ani więcej, ani mniej. Poszedłem na jedną z tzw. „Burz Mózgów”, które organizował i nie ukrywam, że wizja Polski, którą na niej przedstawił, przemówiła do mnie całkowicie. Nowoczesna edukacja, świeckie państwo, Polska silna w Europie, to było to, co w mojej ocenie było (i jest) potrzebne krajowi, w którym chciałbym żyć, pracować, założyć rodzinę. W lutym 2019 r. uczestniczyłem w konwencji założycielskiej jego formacji na warszawskim Torwarze i nie zawiodłem się. Uczestniczyłem w kampanii do Parlamentu Europejskiego, która zakończyła się wynikiem, który był dla mnie lekkim rozczarowaniem, ale sygnałem, że to dopiero początek tej przygody. Wkrótce potem Wiosna dogadała się z SLD i Razem i stworzyli jeden komitet, który wszedł do Sejmu z bardzo dobrym wynikiem.

Patrzę na to wszystko z perspektywy 19-letniego chłopaka, zaangażowanego w politykę, asystenta społecznego jednego z posłów Lewicy, ale nie tylko. Kogoś, kto chciałby mieć godziwą przyszłość. I myśląc o tym, chcę „siedzieć w polityce”. Tak, wiele osób mi mówi, że to bagno, że nie warto i przysporzy kłopotów. Czuję się ideowcem i nie chcę sobie pluć w brodę i wzruszać ramionami, gdy ktoś mnie kiedyś zapyta, co zrobiłem, by zmienić sytuację polityczną w Polsce. Jestem członkiem młodzieżówki Wiosny, poznałem tam dużo wspaniałych osób, które wiedzą, czego chcą i przez które przemawia idea Polski postępowej, nowoczesnej, dostosowanej do europejskich standardów.

Jest rok 2020. Prawo aborcyjne jest archaiczne, ludzie nieheteroseksualni nie mają prawa do sformalizowania swojego związku, bo prawica, konserwatyści, ci, którzy od lat klęczą przed biskupami, boją się słów „gej”, „lesbijka”, „związki jednopłciowe”, a edukację seksualną traktują jako nauki seksu i wstęp do dewiacji.

Mam dość Prawa i Sprawiedliwości, które traktuje obywateli jak idiotów. Mam dość Platformy, która z partii ideowej i o wartościach, stała się przeżartą fałszem partią, której niepopieranie równa się przeszkadzaniu i szkodzeniu Polsce. Te dwie formacje od 15 lat trzymają nasz kraj w szachu, skupiają się na swoich wojenkach, wzajemnym obrzucaniu politycznym błotem i oskarżaniem o najgorsze rzeczy. Ci ludzie zaniedbali i zniszczyli nasz kraj.  A moją moralną powinnością, jest im to wykrzyczeć, a także działać, by w końcu i nareszcie Polska była krajem na miarę XXI wieku.

Nie będzie taka z rządzącym Kaczyńskim, który jest cyniczny i po trupach dąży do celu. Nie będzie taka z Małgorzatą Kidawą-Błońską, której charyzma i wiarygodność są równe niepochlebnym określeniu Zbigniewa Ziobry.
Oni już mieli swój czas i go zmarnowali. Zmarnowali go przede wszystkim nam, młodemu pokoleniu, które jest beneficjentem polityki, którą przez lata prowadzili. Mam ich dość.