500+ i parówki, czyli recenzja pewnego wiersza

Sobotni poranek przyniósł nam „dzieło” literackie polskiego aktora, Mateusza Damięckiego. Cudzysłów został tu zastosowany celowo, dla podkreślenia jak wielką falę żenady on wywołał.

Ten wiersz, zatytułowany „Dziękuję”, choć określenie tego wierszem byłoby obrazą dla wielu polskich twórców, oraz uwielbienie nad nim to dowody kompletnej bezradności i desperacji liberalnych celebrytów i polityków – po latach „kaczyzmu” Damięcki wywołuje podniecenie swoim klasistowskim i eliciarskim spojrzeniem na świat. Ludzi, którzy pobierają 500+, nazwał poprzez przenośnię sprzedawczykami.
Wątpię, by Mateusz Damięcki znał wszystkich Polaków, których PiS „kupił” za 500+ oraz wszystkich emerytów i rencistów, którzy mimo tego, że i tak już mają głodowe emerytury, „haniebnie sprzedali się” za „trzynastkę”.
Pisze, że biorcy 500+ na parówki sprzedali jego wolność i nie daruje tego. I cały salonik platformiano-liberalny dziś się tym zachwyca. Dziwi fakt, że to środowisko narzeka na rządy Prawa i Sprawiedliwości, na język nienawiści, który w ich ocenie ta władza aprobuje i mówi o gorszym sorcie, jednocześnie używa takiego samego języka wobec ludzi, który jawnie obraża ludzi mniej zamożnych, a faktycznie potrzebujących tego dofinansowania.

Na koniec mam kilka pytań do Pana Aktora. Czy Mateusz Damięcki wie, że starsi ludzie mają jedne z najniższych emerytur? Czy Mateusz Damięcki wie, że w Polsce mieszkają rodziny niezamożne, i 500+ jest dla nich jakimś punktem wyjścia i możliwością, choć częściowego wzrostu poziomu życia?

Patrząc na jego utwór, raczej wątpię. Ale trudno o to, będąc częścią celebryckiego betonu i siedząc w liberalnej bańce.