A gdyby tak z PiS-em?

Fioletowe tło, napis "razem", a z górnej części litery Z wychodzi logo PiS-u, czyli głowa orła w otwartej koronie zwrócona na lewo.

Walka trwa, jest ciężka, szarpana, ale front mozolnie przesuwa się w słusznym kierunku i do szczęśliwego finału dojdzie niezależnie od tego, która partia będzie aktualnie przy władzy. Dlatego też uważam, że wyciszenie szczujni jest ważniejsze od współpracy z Platformą, której działania będą najwyżej pozorowane.

Tak, wiem, że ten temat był już poruszany i Rafała Wosia już prawie powieszono za ten pomysł. Sam nie zgadzam się z częścią jego argumentów, chociaż nie jestem przekonany, czy on sam w nie wierzy, czy może służą tylko przepychaniu pewnej narracji. Jak widać po reakcjach lewicowej bańki, metoda Wosia jest kontrskuteczna, zbyt dużo optymizmu w jego słowach i w efekcie ludzie są jeszcze bardziej okopani.

Na początku chciałbym jednak zaznaczyć, że ja sam mam poglądy anarchistyczne, ale mój nabyty cynizm nie pozwala mi sądzić, że szybko uda się odejść od systemu partyjnego, zatem wolałbym poprawić los ludzi i zmniejszyć skutki katastrofy klimatycznej, nawet idąc pod rękę z diabłem i… pomagając mu w niszczeniu. Tak, koalicja z PiS-em to akurat lżejszy pomysł w tym felietonie i – po przeczytaniu go – mnie też zapewne będziecie chcieli powiesić. Ostrzegam, ten felieton zawiera toksyczne ilości politycznego cynizmu i jeśli nie chcecie stracić resztek szacunku do autora (o ile jakikolwiek mieliście), to przestańcie czytać w tym momencie.


Alternatywy 4…, a nie, jednak dwie

Najpierw poczyńmy pewne założenia i rozważmy alternatywy. Przez pewien czas zastanawiałem się, co będzie lepsze. Koalicja PiS-u z Lewicą czy z samym Razem? W dłuższej perspektywie pewnie to drugie, ale dopóki Razem nie będzie miało w swoich szeregach kogoś o umiejętnościach Czarzastego albo nie wprowadzi własnych 40 posłów, to jest bez sensu, więc zajmę się tylko tym pierwszym scenariuszem. Jakie zatem są alternatywy dla Lewicy oprócz PiS-u?

Pierwsza i najmilsza sercu wielu z Was to samodzielne rządy Lewicy. Byłoby fajnie i jest to nawet możliwe, ale nie w perspektywie następnej kadencji, a przypominam, że jednak jest nam dość śpieszno w kontekście globalnego ocieplenia, więc o tej opcji można zapomnieć na jakiś czas.

Kolejna możliwość to Koalicja Obywatelska i nawet rozważę optymistyczną wersję bez Konfederacji. Jest to dość naturalny wariant dla wielu wyborców Lewicy, zwłaszcza dla SLD i Wiosny, którzy nawet jak nie są proplatformiani, to są mocnym antypisem. To jest też opcja bezpieczna dla polityków, bo elektorat się nie obrazi, uzasadniając to pragmatyzmem. Dlaczego więc jestem przeciw takiej koalicji? Taki rząd to stagnacja, zmarginalizowanie lewicowego wpływu Razem na resztę Lewicy. Razem będzie pomijane w takiej formacji, jeśli matematyka pozwoli albo będzie ciągle szantażowane PiS-em i sprowadzane na ziemię przez SLD. Jeśli ktoś liczy na wsparcie Włodka Czarzastego, to się grubo myli. Owszem, teraz jest po dobrej stronie, ale jeśli ktoś ma pamięć trochę lepszą od złotej rybki i uważnie śledził losy lewicowych partii w ostatnich latach, to powinien już się zorientować, że Czarzasty to wybitny polityk, jednak działa głównie w interesie swojej partii i nic przeciw niej nie zrobi. To on wcielił Wiosnę do SLD i spacyfikował Razem, uzależniając finansowo od siebie, nie wstydząc się brudnych zagrywek. Poza tym Platforma coraz bardziej osuwa się w fundamentalizm wolnorynkowy i nie widzi przeszkód we współrządzeniu z Konfederacją. No i nie zapominajmy o Zielonych, których PO sobie kupiła i zaadoptowała ich antyatomowy szuryzm. Taka koalicja ani nie posłuży prospołecznym zmianom, ani nie pomoże w walce z katastrofą klimatyczną. Innych opcji rządów nie widzę dla Lewicy. 


I have bad feeling about this

No dobra. Porozmawialiśmy sobie o alternatywach, to przejdźmy do meritum, czyli koalicji z PiS-em. Najpierw zacznijmy od tego dlaczego większość z Was nie chciałaby wchodzić w takie układy. Główne powody są trzy i każdy z nich jest wystarczający do tego, żeby Was zrozumieć i że nie ma miejsca na dalsze dyskusje.

Pierwszy to podejście PiS-u do prawa, konstytucji i trójpodziału władzy, a drugi to fundamentalizm katolicki i wpychanie do władz członków Ordo Iuris. Tymi problemami zajmę się w późniejszych akapitach, a tu porozmawiamy o trzecim powodzie, czyli szczuciu na społeczność LGBT.

Nie zamierzam tego bronić ani udawać, że nie istnieje, tak jak robi to Rafał Woś. To jest złe, zasługuje na każde słowo potępienia i wymaga za każdym razem stanowczej reakcji. Mówią, że im chodzi nie o ludzi, a o ideologię, ale tej przecież nie ma i w praktyce uderza to w prawdziwych ludzi, dlatego należy zrobić wszystko, żeby zatrzymać to barbarzyństwo. Właśnie, wszystko – czyli co? Lewica w rozmowach koalicyjnych mogłaby to postawić jako warunek konieczny. Dlaczego PiS miałby się na to zgodzić? Jak pokazały ostatnie dni, homofobia i walka z „ideologią LGBT” nie jest dla nich celem nadrzędnym, to tylko narzędzie walki politycznej. Po tym, jak zorientowali się, że przesadzili i zaczęli się – co prawda nieporadnie – wycofywać i dzięki temu wiemy, że nikt nie będzie za to w PiS-ie umierał – może oprócz karykatur pokroju Czarnka i Kowalskiego, ale tacy nadgorliwcy jak ten pierwszy już raczej nie pojawią się na kolejnych listach – a zniknięcie Solidarnej Polski byłoby na rękę chyba wszystkim włącznie z Jarosławem Kaczyńskim.

Teraz ktoś słusznie zapyta: „po co wchodzić w układ z cynicznymi homofobami, skoro można z Platformą i może nawet uda się związki partnerskie wprowadzić?”. Po pierwsze PiS, schodząc do opozycji, nie zaprzestanie swojej nagonki, a może nawet wzmocni, bo straci TVP, ale dalej będzie miał swoje media. Platforma też nie wyprowadzi kontrdziałań, bo sami mają sporo homofobów i nie będą chcieli narażać się Kościołowi. Jedyne, co społeczność LGBT otrzyma od PO, to neutralność telewizji publicznej. Po drugie to, która partia rządzi, nie ma większego znaczenia dla równych praw, nikt ich nie da od tak, bo wybierzemy partię x zamiast y.

Mimo że ostatnio nie wygląda to najlepiej, to uważam, że ruch skupiony wokół społeczności LGBT działa dobrze i… wygrywa. Pamiętam kadry z parady równości sprzed jakichś 15 lat, gdzie było niedużo ludzi i byli obrzucani kamieniami. Wiecie gdzie to było? W Warszawie. Tak, w Warszawie były sceny jak ostatnio z Białegostoku. Walka trwa, jest ciężka, szarpana, ale front mozolnie przesuwa się w słusznym kierunku i do szczęśliwego finału dojdzie niezależnie od tego, która partia będzie aktualnie przy władzy. Dlatego też uważam, że wyciszenie szczujni jest ważniejsze od współpracy z Platformą, której działania będą najwyżej pozorowane.

Rozumiem, że dla wielu z Was byłoby to nie do przełknięcia zwłaszcza, że nagonka uderza też w Was bezpośrednio lub pośrednio. Dla mnie osobiście gorsze jest jednak współpracować z kimś, kto ma iracką krew na rękach albo wprowadził ustawy Blidy z wyrzucaniem ludzi na bruk jak SLD (obecnie mają co prawda tylko dwóch posłów, którzy głosowali wtedy za, ale trochę więcej ich kandydowało, a Robertowi Biedroniowi doradzał ostatnio Marek Belka, który był członkiem rządu okupacyjnego w Iraku) niż z partią, która szczuła na społeczność LGBT, ale tego zaprzestała (w naszym scenariuszu oczywiście). Dla rzetelności dodam, że i PiS, i PO mają dzisiaj o wiele więcej posłów, którzy poparli wojnę w Iraku, chociaż mieli wtedy po ćwiartce tego, co miało SLD. Jak widać, z realnych opcji wszyscy są zbrukani niewinną krwią, a czyści z tamtych czasów pozostali Andrzej Lepper i… Roman Giertych, więc po raz kolejny zadaję sobie pytanie: „po chuj ja to piszę i po chuj głosuję, skoro z przekonań jestem anarchistą?”.  No ale już dokończę, skoro to rozgrzebałem. 


Niezły macie burdel w tym Archeo

Pogrzebmy teraz w przeszłości, a konkretnie w latach 90-tych. Wiecie, co wtedy mówił Jarosław Kaczyński o Kościele? Że powinien nie ingerować w sprawy polityki i rozmawiać z nim należy, jak z każdym obecnym w Polsce. A wiecie, co mówił o myśliwych? Że nie rozumie, jak można zabijać dla przyjemności, a myśliwi to grube wieprze, które powinny w testach sprawnościowych biegać po rozbujanej desce na sporej wysokości. Uważam, że to akurat są prawdziwe poglądy Jarosława Kaczyńskiego, gdyż głosił je w czasach, które były mało wrażliwe, a i te poglądy nie były popularne. To pokazuje nam też skalę cynizmu prezesa. Nie jestem tylko pewien, co jest jego nadrzędnym celem.  Kierowałbym się raczej ku odpowiedzi, że celem jest władza sama w sobie i korzyści z niej płynące. Dlaczego zatem mieliby być jakąkolwiek alternatywą?

Otóż PiS w swoim postępowaniu jest jak Bismarck, który wprowadzał obowiązkowe ubezpieczenia społeczne. Oni są prawicowi, ale bez pewnych socjalnych, cywilizacyjnych rozwiązań nie da się pociągnąć tego do przodu, o utrzymaniu władzy nie wspominając. Nie powinniśmy też mieć złudzeń co do końcowych dobrych intencji partii rządzącej po tym, co zobaczyliśmy w kolejnych wersjach tarcz antypracowniczych i pomysłach, jakie wokół nich hulały. Stety albo niestety, nie można tego wszystkiego zwalić na gowinowców, chociaż to u nich jest najsilniejszy neoliberalny prąd. Nie możemy też zapominać o tym, jak upokarzano strajkujących lekarzy, nauczycieli czy niepełnosprawnych. Ci ostatni to w ogóle nie mieli szczęścia, bo dobrze pamiętam, jak na początku rządów PO potraktowano ich w ten sam sposób i wtedy PiS stał przy nich tak, jak ostatnio PO. Nie można jednak przekreślać tego, co rząd zrobił dobrze.


Always look on the bright side of life

Zapytacie zapewne, co PiS zrobił prosocjalnego oprócz 500+ i wolnych niedziel handlowych, których to prosocjalność i tak jest podważana? Otóż od 2016 roku mamy w Polsce praktycznie powszechną służbę, taką niewymagającą ubezpieczenia. Tak, naprawdę. Tak, wiem, że dalej płacimy ubezpieczenia. Obecnie jest tak, że jeśli nie występujemy w systemie ubezpieczeń, to możemy złożyć oświadczenie, że jesteśmy ubezpieczeni i wtedy otrzymamy usługę. Różnica polega na tym, że od stycznia 2016 NFZ nie będzie dochodził roszczeń, jeśli ktoś złożył fałszywe oświadczenie. Pokrętne, wiem, ale jeśli ktoś nie miał ubezpieczenia, to nie zostanie pokarany za skorzystanie z czegoś, co powinno być uznane za prawo człowieka.

Poza tym PiS wprowadził możliwość niezapowiedzianych wizyt Państwowej Inspekcji Pracy, zarządził przywracanie stosunku pracy po wyroku pierwszej instancji, ozusował śmieciówki, wprowadził dla nich minimalną stawkę godzinową, przywrócił koszta autorskie i przyznał emeryturę matkom czwórki dzieci. Obecnie jest też jedynym klubem parlamentarnym, który oficjalnie dąży do budowy elektrowni atomowej (Lewica wykluczyła się z tego za sprawą Wiosny). Oprócz tego, co wprowadził, były jeszcze próby paru innych dobrych rzeczy, jak zakaz chowu na futra czy zniesienie limitu składek ZUS, ale zabrakło tu woli politycznej, doszły naciski ich powiązanych grup interesów i wewnętrzna niezgodność.

Było jeszcze parę rzeczy, ale to nam wystarczy do dalszych rozważań. Nie wiem jak Wy, ale ja sobie w ogóle nie wyobrażam, żeby nasi liberałowie z PO lub millerowskiego SLD mieli wprowadzić coś takiego. PiS to zrobił wbrew tym, co mówili, że się nie da i naruszył interesy możnych, uprzywilejowanych. Po stronie szeroko rozumianej lewicy zamysł jest ten sam – uderzyć w panujący porządek, zaszkodzić elitom i poprawić życie mas. Parlamentarna Lewica nie rządzi samodzielnie, więc jeśli faktycznie chce pomóc ludziom, to musi ubrudzić sobie trochę ręce i wybrać koalicjanta spomiędzy Platformy wiernie służącej kapitałowi i PiS, który wywraca stolik do gry. A skoro mówimy o cenie władzy, to teraz przejdziemy do wywrotowej części felietonu, która mogłaby się spodobać chyba tylko Okraskom.


Dołącz do mnie, Luke

Liberalna demokracja zawiodła. W sumie to zrobiła to już trzydzieści lat temu i zawodzi do dziś. Nie za wiele miało to wspólnego z demokracją, gdy Mazowiecki z aprobatą Kuronia posyłał transportery opancerzone na protestujących rolników albo gdy Miller zgadzał się na tajne więzienia CIA, gdzie torturowano ludzi.

Wiecie, kiedy była w tym kraju demokracja? Gdy oddolnie organizowano w całym kraju protesty przeciwko ACTA – to była demokracja. Gdy w całym kraju rozpętano Czarny Protest, żeby powstrzymać barbarzyńskie prawo antyaborcyjne – to była demokracja. To, co mamy teraz, to wybieranie kadr wodzom, którzy siedzą w sejmie bez przerwy od trzydziestu lat, tylko rotacyjnie zmienia się to, kto ma tych kadr więcej i będzie aktualnie u steru. Wybranie paru ludzi w wolnych wyborach to nie jest demokracja, jeśli oni przez swoją kadencję mogą robić co chcą wbrew swoim obietnicom.

O istocie demokracji decyduje kontrola społeczna, a tą może zapewnić tylko silne, samoorganizujące się społeczeństwo. Tego nie da nam żadna partia – ani PiS, ani PO, ani Razem – jeśli sami tego nie weźmiemy. W związku z tym nie powinniśmy zbytnio płakać nad demontażem państwa przez PiS i obsadzaniem stanowisk swoimi ludźmi. Oczywiście nie mam tu na myśli braku zmartwień, gdy istotną, publiczną funkcję dostaje ktoś z np. Ordo Iuris. Takiego trzeba pogonić jak najszybciej razem z resztą jego sekciarzy, ale do nich jeszcze wrócimy. Co do samego demontażu państwa, to obawiam się, że Lewica musi… dołączyć do niego i wpychać swoich ludzi.

Weźcie te wszystkie prospołeczne zmiany, które wprowadził PiS i przypomnijcie sobie, jaki skowyt podnosili liberałowie o komunizmie, chociaż to był raptem przedsionek cywilizowanego państwa XXI wieku. Przypomnijcie sobie całą tę klasistowską szczujnię i machinę medialną mówiącą o pasożytach z 500+. Ostatnio jesteśmy świadkami, jak TVN i banki ocieplają wizerunek pewnego faszystowskiego gnoja. To wszystko zostało uruchomione, gdy PiS raptem kopnął w posady systemu.

Teraz wyobraźcie sobie, co by się stało, gdyby Lewica zaczęła wprowadzać masowo prospołeczne zmiany i na serio rozpoczęła bezpardonową walkę z katastrofą klimatyczną. To wymaga uderzenia w interesy globalnego kapitału, a ten jak wiemy nie lubi, gdy mu się coś zabiera. Zaangażowani zostają wszyscy, którzy albo mają majątek do stracenia albo udaje się im wmówić, że go mają. Należy się wtedy spodziewać ataków ze wszystkich stron – mediów, kultury, a także… sądów.

Nie chcę tu wybielać byłego prezydenta Brazylii, Luli, bo chociaż zapewne większość brazylijskich polityków jest w coś umoczona, to nie bez powodu sprawę korupcji wyciągnięto tuż przed wyborami, kiedy były działacz związkowy miał w sondażach największe szanse na wygraną. Doprowadzono nawet do tego, że zamknięto go w więzieniu i odebrano bierne prawo wyborcze zanim wyczerpał całą ścieżkę odwoławczą. Federalny Sąd Najwyższy zdecydował o jego winie stosunkiem głosów 6 do 5. W 2018 Lula został wypuszczony ze względu wspomniane naruszenia prawa i od tamtej pory nie ma wieści o sprawie (a przynajmniej ja nie znalazłem). Interes bogaczy i klasy średniej obroniony, hura, już nie musimy się z nim ciągać po sądach, a gówno się przykleiło. Nie zrozumcie mnie źle, ja też oburzam się, gdy PiS przejmuje kolejne instytucje (chociaż w przypadku sądów, to prawie wcale, bo dla mnie mogliby to spalić do gołej ziemi, ale to temat na osobny wątek), ale z politycznego punktu widzenia i własnego interesu jest to działanie zrozumiałe. Pewnie bardziej bym się tym przejmował, gdybyśmy mieli czas, a z tym jest ostatnio krucho i to nie tylko ze względu na katastrofę klimatyczną.


Ja ciemność widzę 

Z liberalną demokracją jest jeszcze jeden problem. Podobnie jak wojna, która nie pokazuje, kto ma rację, ale kto jest silniejszy, tak liberalna demokracja pokazuje, kto w danej chwili jest popularniejszy i ma lepszy marketing. W ten sposób stawiamy naprzeciw siebie kontestujące nurty, które rotują między sobą władzą, spowalniając bieg zmian. Efekt jest taki, że grupa bogatych dupków jeszcze bardziej bogaci się na uboczu, zbierając w swojej kieszeni kolejnych polityków, przez co pole walki politycznej przejmowane zostaje przez walkę wpływów różnych grup interesów, których nie widzimy, a ich celem jest zysk, niekoniecznie społeczny.

Lata propagandy liberalnej w mainstreamie i szkołach skutkują dzisiaj tym, że media i banki skutecznie ocieplają wizerunek Krzysztofa Bosaka. Dlaczego skutecznie? Widać to po rozkładzie demograficznym wyborców Bosaka podczas wyborów prezydenckich. Ponad 21% głosujących z grupy wiekowej 18-29 wybrało kandydata Konfederacji. Udział głosujących wg płci też rozłożył się równomiernie. To już nie jest mityczne gimnazjum Korwina, z którego ludzie wyrastali po znalezieniu pierwszej pracy. Bosak robi to wszystko na serio i ma wsparcie poważnych mediów. Na domiar złego czas działa na jego korzyść i ludzi traktujący go przychylnie będą przybywać, a przeciwników będzie ubywać. Nie zapominajmy też, że Platforma zaczęła się mizdrzyć się do Konfederacji jeszcze przed wyborami (jeśli miałbym obstawiać, to Borys Budka zostanie polskim von Papenem). Trzeba się spieszyć, gdyż co raz trudniej będzie dojść do władzy prawdziwie prospołecznej formacji.

W przypadku rządu PiS-Lewu liczę na co najmniej pozbycie się z programu nauczania podstaw przedsiębiorczości i zastąpienie ich podstawami prawa pracy. Obawiam się, że mając w perspektywie katastrofę klimatyczną, rząd taki będzie musiał wykonać o wiele dalej idące kroki w kwestii zmian ustrojowych i w najgorszym wypadku… O zgrozo, pójść drogą PZPR-u. Tak, wiem jak to brzmi, ale ja bardzo nie chcę, żeby teraz do władzy dochodzili ludzie, którzy są negacjonistami klimatycznymi. W skrajnym przypadku trzeba będzie  skorzystać z każdego dostępnego środka, żeby nie dopuścić ich do władzy. Taki już jestem dziwny, że bardziej od pluralizmu czy praworządności cenię ludzkie życie. Ot, fanaberia.


Zajrzyjmy do miski Galadrieli

Ołkej. Załóżmy, że przekonałem chociaż jedną osobę moim radykalnym, wywrotowym wywodem. Jak zatem do cholery ma dojść do tej koalicji, o której tu ględzę? Opcji jest kilka i zależą od dwóch dominujących czynników – wyniku drugiej tury wyborów i tego, co Jarosław Kaczyński ma w swojej głowie.

Jeśli wybory wygra Trzaskowski, to PiS będzie miał spory problem, bo nie ma dość posłów, by odrzucić prezydenckie weto, a do następnych wyborów jeszcze ponad trzy lata. Wątpię w rozwiązanie sejmu, ponieważ elektoraty pisowski i antypisowski są mocno okopane na swoich pozycjach, więc takie działanie mogłoby przynieść zmiany na poziomie błędu statystycznego, a nawet odebrać Zjednoczonej Prawicy władzę, ale z pewnością nie dałoby im 3/5 głosów, więc tak czy inaczej musieliby się z kimś dogadywać. Co zatem musiałby zrobić Jarosław Kaczyński? Dogadać się z Lewicą albo PSL-em i Konfederacją, bo na POPiS już jest za późno (wiem, że dla wielu z Was to to samo, ale formalnie taka koalicja nie jest możliwa przez to, jak te partie są postrzegane przez większość ludzi). Zasadniczym minusem tej wersji wydarzeń jest utrzymanie Zjednoczonej Prawicy w całości, żeby przebić się przez weto.

Natomiast jeśli wygra Duda, to tylko przy dobrej woli Kaczyńskiego Lewica mogłaby wejść do rządu, ale nie byłoby to bez zysku dla prezesa, gdyż mógłby się pozbyć Gowina i Ziobry z rządu. Ten pierwszy odpowiada w głównej mierze za neoliberalne skrzydło w ZP i już nieraz zalazł za skórę wszystkim (o ile to nie były ustawki). Solidarna Polska z kolei jest głównym odpowiedzialnym za promowanie fanatyków Ordo Iuris i innych fundamentalistów religijnych, a także za homofobiczny dyskurs. Tak, wiem, że Jarosław Kaczyński nieraz brał w tym udział, ale jak już wspomniałem, wynikało to raczej z jego cynizmu i chęci zachowania spójności linii partii i jako głównych winnych wskazuje to właśnie partię Ziobry, którego swoją drogą nie chciałbym widzieć na stanowiskach ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego, kiedy dojdzie do walki o schedę po Kaczyńskim.

Ten scenariusz jest zasadniczo najlepszy, bo pozwala na szybkie dojście Lewicy do władzy i pozbycie się najgorszego elementu z obecnego obozu rządzącego. Niestety, może być tak, że Duda wygra i Jarosław Kaczyński nie będzie chciał zmieniać układu sił, będąc zadowolonym z tego, co ma. To jest najtrudniejsze zadanie do zrealizowania, jakie może się trafić i zajmie czas aż do następnych wyborów. Lewica musiałaby już teraz pozbyć się legitymacji antypisu. Po takiej deklaracji większość wyborców rozejdzie się zapewne po reszcie opozycji demokratycznej i zostanie tylko najtwardszy elektorat, ale w ogólnym rozrachunku PiS… dalej będzie u władzy. Oczywiście nie na tym nam zależy, więc Lewicę czekałyby bardzo pracowite trzy lata, aby przedstawić nową, mocną narrację i przedstawić siebie jako skuteczną siłę, która nie boi się zatańczyć z diabłem, jeśli trzeba to zrobić dla dobra ludzi. Chodzi tu o przyciągnięcie tej części elektoratu PiS-u, która byłaby skłonna głosować na Lewicę, ale nie robi tego, bo to oznaczałoby powrót do władzy Platformy.

Tutaj chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jeden powód, dla którego ludzie głosują na PiS. Jest to ich skuteczność i słowność, z którą ludzie w tym kraju rzadko się spotykali. Tak długo, jak Lewica jest w antypisie, będzie ona w oczach wyborców PiS-u pozbawiona tych przymiotów. Pisałem o tym wcześniej w rozważaniach na temat potencjalnego rządu PO-Lewu. W tej strategii celem jest pozyskanie tego niewielkiego odsetka wyborców PiS-u i przekroczenie progu wyborczego, aby odebrać PiS-owi większość sejmową. Wiąże się to też z koniecznością pójścia w koalicję z PiS-em, ponieważ Lewica – jako podwójny zdrajca – straciłaby wiarygodność w oczach wszystkich.

W tych wszystkich scenariuszach jest jeden mały element, który nie daje mi spokoju, a który może zniweczyć wszystko. Jest to Platforma Obywatelska, która według oficjalnej narracji jest totalnym przeciwieństwem PiS-u, a w praktyce w poprzedniej kadencji miała jakieś 60% głosowań zgodnych z PiS-em, więc chociaż bez oficjalnej koalicji, to mogą naruszać pozycję Lewicy i uniemożliwić powstanie rządu PiS-Lewu.


Przeszłość boli

Na koniec chciałbym jeszcze podsumować kampanię prezydencką Roberta Biedronia swoją biedaanalizą, żeby dać Wam podpowiedź, jak może zmienić się Lewica, gdyby zdecydowała się na ten trudny krok, o którym tu rozmawiamy.

Po rozmowach z pewnym kolegą, którego większość Was zna i lubi, a jak nie lubi, to co najmniej szanuje, muszę się z nim zgodzić, że zawiodła logistyka. Całe zarządzanie projektem Biedroń 2020 zawiodło i główną winą nie był wybór kandydata tego, a nie innego. Kolega owy opisał logistykę w tym przypadku następującymi słowami: organizacja, kadry, narzędzia, przepływ informacji i zasobów, metodyki zarządzania. Wszystko to ma się przekładać na zarządzanie emocjami, bo na tym ponoć bazuje polityka. Słyszymy, że zawiodła owa logistyka, przyglądamy się kampanii i faktycznie wygląda to przekonująco. Nikt nie powiedział Biedroniowi, żeby nie odzywał się w sprawie atomu, bo elektorat ma inne zdanie i większość społeczeństwa również.

W social mediach pojawił się pojazd Biedronia na Hołownię i niektórzy na to „hurra! W końcu negatywna kampania”. Parę godzin później co? Nagranie Biedronia, który przywdział chyba swój najbardziej wkurwiający uśmiech i mówił: „cześć Szymon, może spotkamy się i pogadamy o tym, z czym się zgadzamy?”. Potem była wrzutka na Trzaskowskiego o odpowiedzialności i odchodzeniu ze stanowiska. Układa się w całość?

Dodam tu jeszcze moje odczucia, jakie miałem o Robercie-kandydacie, jako osoba żywotnie zainteresowana polityką i mocno osadzona w bańce lewicowej. W mojej głowie utrwalił się obraz Biedronia, któremu za bardzo się nie chce, a w kampanii skupiał się na kwestii społeczności LGBT. Wspomniany już kolega wypowiadał się jakiś czas temu w tej kwestii i twierdził, że trzeba jak ognia wystrzegać się tego pierwszego, bo to mogiła. Jaka była prawda? Biedroniowi się chciało i był bardzo zaangażowany. W sprawie społeczności LGBT też nie jest to prawdą, bo wiemy, że program Roberta miał wiele gałęzi i o wielu mówił po równo.

W tym przypadku akurat domyślam się co się stało: tuż przed wyborami poszedł ze strony PiS-u homofobiczny ściek, który skłonił Lewicę do obrony osób LGBT (bardzo słusznej z resztą). Stało się to w ten sposób najświeższym skojarzeniem wyborców. Wyszła tu nieumiejętność Lewicy w zarządzaniu emocjami i utrwalił się obraz Roberta jako tęczowego liberała, a tak postrzegany jest przez wielu ludzi Trzaskowski, ale ma za sobą silną partię i nie ma powiązań z socjalistyczno-komuszym Razem (tak, część elektoratu SLD nie przepada za nimi). Do tego momentu już prawie nikt nie pamiętał, że Biedroń był bodajże najbardziej merytorycznym człowiekiem na spotkaniach z prezydentem w sprawie pandemii.

Ano właśnie – COVID. Jeśli mnie pamięć nie myli, to sondaże Biedronia zaczęły lecieć na łeb właśnie od pojawienia się koronawirusa w Polsce. Gdy jeździłem kiedyś do pracy na Pradze, codziennie widywałem chyba na moście Poniatowskiego napis „nacjonalizmu nie włożysz do garnka”. Wielu pewnie rozczaruję, ale prawa mniejszości seksualnych są postrzegane w ten sam sposób przez większość ludzi, a jak pokazują wyniki, to i przez część społeczności LGBT. Czas potężnego kryzysu gospodarczego nie łączy się dobrze z kandydatem kojarzonym głównie z walką o prawa mniejszości. To wszystko było bolesną lekcją, ale dało dużo materiału do rozważań na przyszłość i może podpowiedzieć, na co położyć akcenty, żeby zmienić układ sił. Szkoda, że to nie Biedroń zdobył te siedem procent, bo wtedy nie tylko Trzaskowski starałby się o lewicowy elektorat, ale i Duda, co mogłoby być o wiele ciekawsze.


A ja pod drzewo przyjdę też

Podsumowując: mam nadzieję, że dobrze wyjaśniłem swoje stanowisko i nie będziecie wieszać mnie na szafocie razem z Rafałem Wosiem. Nie wykluczam też, że się cholernie mylę i moja propozycja byłaby jednym z najbardziej katastrofalnych błędów w dziejach ludzkości, jakich było już wiele, ale pozwólmy o tym osądzić już historii (albo gatunkowi, który przyjdzie po nas).

Na koniec miałbym do Was prośbę, żebyście nie nazywali PiS-u faszystami, chyba że kogoś, kto faktycznie jest, bo im zasadniczo do tego ścierwa, to jednak trochę brakuje, no i w ten sposób dewaluujecie pojęcie, ułatwiając robotę Konfederacji. Wyborców PiS-u też zbiorczo nie nazywajcie faszystami, bo to jednak jest ponad 8 milionów ludzi, a popierających jest pewnie jakieś kolejne 6, więc to jest całkiem szerokie spektrum poglądów, uwzględniając również takie nieprawicowe i może to być dla nich krzywdzące, a nawet jeśli macie to w dupie, to kierujcie się chociaż interesem politycznym, bo to ci wyborcy są kluczem do zmiany władzy. Różnych prawicowych poglądów też nie wrzucajcie do jednego worka z napisem „faszyzm”, bo prawica serio nie jest jednolita i sami nie chcemy być nazywani komuchami, jeśli nimi nie jesteśmy.

Mam nadzieję, że zagłosowaliście zgodnie z własnym sumieniem i nie daliście się szantażom albo w ogóle nie zagłosowaliście, bo ważniejsze w demokracji od tego, przy kim skreślimy krzyżyk jest to, jak uczestniczymy w kreowaniu państwa na co dzień.