Ave, Włodek! Parlamentum cedentur te salutant!

Przeróbka obrazu Lionel-Noël Royera (1899 rok), który przedstawia kapitulację Wercyngetoryksa przed Juliuszem Cezarem (52 p.n.e.) pod Alezją. Na obrazie w tle po lewej majaczą tlące się zgliszcza obozu z widoczną wieżą. Wielu żołnierzy rzymskich z włóczniami w dłoniach zacieśnia krąg dookoła galijskiego wodza. Na pierwszy plan wysuwa się scena kapitulacji. W centrum obrazu biały koń, a na nim mężczyzna o twarzy Adriana Zandberga, w kirysie o kolorze miedzi; pod koniem i u stóp Cezara broń Galów złożona w geście poddania się. Po prawej stronie, otoczony żołnierzami i skrępowanymi, klęczącymi jeńcami galijskimi, siedzi Juliusz Cezar w złotym wieńcu laurowym na głowie i czerwonych szatach. Twarz Cezara zastąpiono twarzą Włodzimierza Czarzastego. W tle rzymskie proporce wojskowe.

Donalda Tuska nie ma w polskiej polityce od jakiegoś czasu i swoją aktywność w tym względzie ogranicza do uszczypliwości na Twitterze wobec polityków PiSu. Odkąd zabrakło go na krajowym podwórku na horyzoncie nie widać polityka, który mógłby stanąć przeciwko Kaczyńskiemu i nie być skazanym na porażkę. Schetyna ograł się sam, a Budce brakuje nie tylko doświadczenia, ale i sprytu. Ale czy na pewno nie ma takiego polityka?

Ja uważam, że jest ktoś taki i nazywa się… Włodzimierz Czarzasty.

Ucieczka do zwycięstwa

Zacznijmy od momentu, w którym popularny Włodek wchodzi na świecznik, czyli przejęcia władzy w SLD. Nastroje, jakie panowały wtedy wokół tej partii były raczej grobowe i wieszczono jej rychły upadek. Rok po kompromitacji w wyborach prezydenckich, świeżo po sromotnej klęsce w wyborach parlamentarnych i odpadnięciu z sejmu na przewodniczącego wybrano człowieka, który nigdy wcześniej nie był posłem. Wbrew krytykom SLD nie zdechło i udało się przetrwać, z kiepskimi sondażami, ale zawsze i dobrnęło do wyborów samorządowych w 2018. Przejdźmy teraz na chwilę do nieślubnego dziecka lewicowej nieudolności SLD, czyli Razem. Od dłuższego czasu niewiele zapowiadało, że młoda lewicowa partia odniesie w nich jakikolwiek sukces (udało się chyba tylko Szymonowi Surmaczowi, ale ten po wyborze na burmistrza zrzekł się legitymacji partyjnej), a Wuja postanowił nie dawać żadnej taryfy ulgowej. Największa nominalnie lewicowa partia wystąpiła w tych wyborach w komitecie pod nazwą Lewica Razem. W międzyczasie była też scena na jakimś wiecu, kiedy to Czarzasty zaproponował Marcelinie Zawiszy coś, na co nie chciała się zgodzić i nie uścisnęła mu dłoni, a w świat poszło zdjęcie z przekazem, że Razem jest tak bardzo osobno, że nawet ręki nie chcą podawać. Skończyło się tym, że Razem doznało pierwszej tak bolesnej porażki, a zarząd na konferencji wyraził chęć rozmawiania o koalicji z innymi lewicowymi formacjami w tym z SLD. Co zrobił Włodzimierz Czarzasty? Pokazał młodziakom, gdzie ich miejsce i powiedział się, że SLD będzie rozmawiać z różnymi środowiskami lewicowymi i Razem wymienił, ale w jednej linii z politycznym planktonem. Memów o poddaństwie i wiecznej zdradzie socjaldemokratów było wtedy co niemiara. Wielu z Was zachwyca się dzisiaj Włodzimierzem Czarzastym, pieszczotliwie nazywając go Wują, ale powinniście pamiętać, że nie brzydzi się nieczystych zagrań, których jeszcze niedawno używał przeciw Waszym ulubionym politykom.

Potem przyszedł rok 2019 i wybory do europarlamentu. Jeśli ktoś się jeszcze łudził, że może w tych wyborach Razem pójdzie lepiej, bo i większy kładli na nie nacisk i nawet związali się kilkoma mniejszymi partiami, to powinien wtedy stracić nadzieję, gdy Robert Biedroń założył Wiosnę. Co z tego, że była to duchowa spadkobierczyni Nowoczesnej z lekkim prospołecznym odchyleniem. W oczach ludzi była to mocno lewicowa partia, która mogła mocno zamieszać na polskiej scenie, zwłaszcza że pierwsze sondaże dawały jej około 15%. Tym razem jednak cały kapitał roztrwonił jej twórca krocząc od jednej wpadki do drugiej, zdobywając raptem 6% i trzech europosłów. Tym razem obyło się bez potrzeby interwencji ze strony Czarzastego, ale grunt do przyszłych wydarzeń został położony. Sam Wuja zapisał swoją partię do antypisowskiego bloku w postaci Koalicji Europejskiej przy niskich nakładach pracy zdobył relatywnie sporo mandatów, a przy okazji pozbył się Leszka Millera. No żyć nie umierać, powtórzymy to niedługo w wyborach parlamentarnych.

Objawił się niestety problem w postaci Grzegorza Schetyny, z którym tym razem nie udało się dogadać. Ale hej, jest plan B. Startujemy w koalicji z Wiosną i Razem. Wiosna przechodziła w Jesień już od jakiegoś czasu, tracąc swój entuzjazm, a Razem coraz bardziej się topiło we własnym sosie, więc wystarczyło wyciągnąć dłoń. W ten sposób SLD zdobyło trochę wielkomiejskiego elektoratu i nabrało trochę autentyczności dla lewicowych postulatów. Przy okazji udało się złamać wiarę w ludziach, że „inna polityka jest możliwa”. Jednak na koalicji się nie skończyło, a właściwie to nawet nie zaczęło, bo koalicja taka nigdy nie powstała. Wymyślono, że kandydaci Razem i Wiosny wystartują z list SLD, a ich pieniądze dostarczy się na kampanię pokątną drogą. Zrobiono to, żeby zabezpieczyć się przed losem Zjednoczonej Lewicy, która nie przekroczyła progu wyborczego dla koalicji, ale dla SLD miało to dodatkową korzyść. Zaraz po SLD dwie największe lewicowe partie zostały uzależnione finansowo i de facto trwale spacyfikowane przez Włodzimierza Czarzastego, ale udało się wprowadzić 49 posłanek i posłów. Potem jeszcze po wyborach ogłoszono fuzję SLD i Wiosny, aby zasadzie „dziel i rządź” stało się zadoś

Dlaczego jest tak źle, skoro jest tak dobrze?

Do tej pory pisałem o nadzwyczajnej skuteczności politycznej Włodzimierza Czarzastego, no ale ostatnio były wybory prezydenckie i ich wynik wyszedł gorszy niż u Magdaleny Ogórek. Jak to się stało, że mając u steru kogoś takiego jak Potężny Włodzimierz, doszło do takiej katastrofy? Zacznę od tego, że ja bym jednak tego wbrew wielu opiniom katastrofą nie nazwał, chociaż brzmi to dramatycznie. Pierwsza sprawa, jakiej powinien się nauczyć z tych wyborów każdy lewicowiec w Polsce to to, że jednomandatowe okręgi wyborcze, to cholernie zły pomysł dla lewicowej aktywności w polityce. Lewica nie straciła swoich wyborców w czasie tej kampanii. Ci sami ludzie, którzy wcześniej głosowali na nią, a teraz nie oddali głosu na Roberta Biedronia, zapewne znowu zagłosują na Lewicę przy kolejnych wyborach do parlamentu. Twierdzę tak nawet pomimo ostatniego sondażu, w którym w wyniku obecności partii Szymona Hołowni Lewica znajduje się pod progiem wyborczym, ale do tego jeszcze wrócimy. Zły wynik Biedronia wyniknął przede wszystkim ze specyfiki tych wyborów oraz tego, że zawalono mu kampanię i tworzono jego obraz nieadekwatny do potrzeb ludzi w epoce pandemii. Osobiście uważam, że Robert Biedroń raczej kiepsko nadaje się na szefa partii, ale prezydentem mógłby być już zupełnie innym, czego oznaki można było zaobserwować w poprzednich latach. Według mnie mógł on wykręcić wynik porównywalny z Szymonem Hołownią i to nawet dzięki epidemii, a nie pomimo niej.

Skończmy jednak temat minionej już kampanii i wróćmy (na chwilę) do Włodzimierza Czarzastego. Dość długo zastanawiałem się, jak to ze sobą powiązać i jednak odrzuciłem teorię, że Wuja chciał uwalić ostatecznie polityczną karierę Roberta Biedronia. SLDowski baron nie robi nic przeciw nie tylko swojej partii, ale i przeciw swoim sojusznikom. Wspomniałem o ostatnich wyborach, żeby przypomnieć, że mówimy tylko o człowieku, który ma swoje braki i nie bardzo ma jak je przykryć. O jakich brakach mówimy? Żeby to pokazać, najlepiej będzie, jeśli odwołamy się do innego „tylko człowieka”, o którym mówiliśmy na samym początku – do Jarosława Kaczyńskiego. Jarosław Kaczyński posiada nieprzeciętne umiejętności polityczne, ale no przecież nie jest bogiem ani nawet mitycznym herosem. Prezes Prawa i Sprawiedliwości posiada oprócz umiejętności jeszcze kilka rzeczy. Po pierwsze, siedzi on w polityce trochę dłużej niż popularny Włodek, a tworzeniem i szefowaniem partii zajmuje się od lat 90.

I miał całkiem sporo okazji, żeby popełniać błędy i się z nich uczyć. W momencie transformacji ustrojowej Włodzimierz Czarzasty kończył studia i miał mniej więcej tyle lat, co ja teraz. Po drugie, z Kaczyńskim kroczą jego wierni ludzie nazywani „zakonem Porozumienia Centrum”, czyli członkowie jego pierwszej partii, którym również nie brakuje doświadczenia i sprytu. Kogo ma Czarzasty ze starej gwardii? Z posłów SLD, którzy byli w sejmie przed 2005-tym rokiem jest dwójka – Joanna Senyszyn i Marek Dyduch. Ludzie, którzy mogliby tworzyć jego wsparcie albo odeszli, albo nie żyją. Spory potencjał ze swoimi umiejętnościami ma Marcelina Zawisza, ale ona jest członkiem triumwiratu razemickiego i zawsze będzie osobą z zewnątrz. Po trzecie Jarosław Kaczyński ma całe zaplecze medialne i intelektualne, nie tylko w postaci państwowych instytucji, ale swoje prywatne w postaci Gazety Polskiej, TVRepubliki czy Klubu Jagiellońskiego. On nie musi o wszystkim myśleć, ma od tego swoją armię, którą musi tylko zarządzać. Po czwarte PiS ma więcej pieniędzy, a więcej pieniędzy, to rozmaici specjaliści i duże możliwości. To właśnie dzięki temu wszystkiemu różne braki Jarosława Kaczyńskiego nie są widoczne.

Coś się kończy, coś się zaczyna 

Zapytacie teraz, dlaczego tak zdolny polityk nie buduje sobie tego wszystkiego? Nie mam na to niestety odpowiedzi, ale mam swoje hipotezy. Na to wszystko potrzeba  przede wszystkim czasu, a ostatnie lata SLD spędziło na gaszeniu pożaru po niedostaniu się do sejmu (to dopiero była katastrofa!) i konsolidacji wokół siebie lewicy. Nie mając całego zaplecza, o którym mówiliśmy wcześniej, nie da się robić wielu rzeczy naraz, a do tego na wszystko potrzebne są pieniądze, w których zdobywaniu mogłoby pomóc… owo zaplecze. Może być też tak, że Włodzimierzowi Czarzastemu brakuje umiejętności, żeby zająć się tą częścią, a i w tym mogą mu właśnie pomóc sojusznicy, ale o to trzeba by zapytać już samego wicemarszałka.

Nie ulega wątpliwości, że Włodzimierz Czarzasty jest bardzo zdolnym politykiem i jeśli pominąć wybory prezydenckie, to przy ograniczonych zasobach właściwie osiągał optymalne zwycięstwa. Tylko co czeka go w przyszłości? Jak zwykle w takich sytuacjach najlepszą odpowiedzią jest „to zależy”, a zależy tu najwięcej od partii Szymona Hołowni. Najpewniej w ciągu najbliższych trzech lat straci efekt świeżości i samoistnie rozpadnie się, będąc pożartą do spółki przez PO i SLD. Taki rozwój wydarzeń pozwoliłby Włodzimierzowi Czarzastemu obrać bezpieczną, zachowawczą strategię. Ja mam jednak nadzieję, że już pod szyldem Nowej Lewicy zostanie przejęta inicjatywa i rozpocznie się budowanie poważnego zaplecza, które pozwoli umocnić pozycję Lewicy najlepiej kosztem motającej się Platformy, bo zawsze może być tak, że w ostatniej chwili pojawi się jakiś nowy gracz, który na ostatniej prostej popsuje szyki (pozdrawiamy ‚ZLew’ i partię Razem). Może być też tak, że Hołownia nie odpuści i nie roztrwoni swojego kapitału politycznego do roku 2023, co nie jest wykluczone, bo sam Hołownia nie powinien być zdolny do stworzenia tak sprawnego ruchu bez dużo wcześniejszych przygotowań, doświadczenia i kontaktów politycznych, co pozwala sądzić, że za byłym już prezenterem TVNu stoi ktoś o wiele sprytniejszy niż Biedroń, Kukiz i Petru razem wzięci.

Wtedy będzie to dla Włodzimierza Czarzastego czas najwyższej próby, w której podejmie się trudu odzyskania utraconego elektoratu albo zrobi coś szalonego, jak np. podpisanie paktu z diabłem, którego znamy pod imieniem Jarosława Kaczyńskiego, o czym pisałem w swoim poprzednim tekście

Na koniec chciałbym jeszcze przypomnieć reszcie opozycji, że gdyby nie zjednoczenie Lewicy przez Włodzimierza Czarzastego, to w sejmie mogłoby zabraknąć każdej z tych składowych partii i wtedy PiS mógłby mieć nawet ponad 250 mandatów, co oszczędziłoby im cyrków z Jarosławem Gowinem.