Bezczelność

Zdjęcie z obrad Sejmu. Kadr uchwycił mównicę sejmową oraz prawą stronę miejsc siedzących, gdzie w pierwszym rzędzie zasiada Jarosław Kaczyński. Przy mikrofonie stoi Janusz Korwin-Mikke.

Przed ustanowieniem ciszy wyborczej w sieci pojawiły się spoty, w których sztab wyborczy Andrzeja Dudy dyskredytował Rafała Trzaskowskiego, a w odpowiedzi ludzie, zajmujący się promowaniem kandydatury prezydenta Warszawy, przygotowali kontrę. Co to świadczy o dzisiejszej polityce i nastrojach, panującymi przed wyborami?

Zanim rozpocznę, kilka słów wstępu: 20 czerwca, na 8 dni przed wyborami prezydenckimi, oficjalne profile na mediach społecznościowych Andrzeja Dudy przedstawiły spot pod tytułem #RafałNieKłam. W ponad minutę pada tam kilka argumentów, mających udowadniać rzekome zakłamanie, lenistwo i bierność w działaniach opozycyjnego kandydata. Zarzucana jest mu bezczynność związana z wyciekiem ton trujących substancji do Wisły, pasywność podczas walki z pandemią czy podpisanie karty LGBT+. W spocie znajdują się takie zwroty jak: „Lansujesz się na ekologii”, „Serio dałeś biednej Pani 20 groszy?” czy pamiętne „Dość to my mamy, ale twojej ściemy!”.

Szczególnie ostatni cytat ma skłaniać do poddania w wątpliwość kwestii oddania głosu na kandydata KO. O sformułowaniu tej wypowiedzi porozmawiamy później.

Sztab Rafała Trzaskowskiego nie pozostał dłużny, publikując swoją odpowiedź już 23 czerwca, w której Andrzej Duda zostaje bezpośrednio sparodiowany. Aktor, odgrywający rolę obecnej głowy państwa, w skrajny sposób wyolbrzymia jego fizjonomię. Scenka rozgrywa się w ciemnym korytarzu, a prezydent jest przesłuchiwany przez komisję wytykającą błędy lub niedotrzymane obietnice z mijającej kadencji. W pewnym momencie ktoś puka do drzwi, zza których wychyla się Rafał Trzaskowski, mówiąc: „To ja już jestem, jakby co”. Wyróżniając, tak jak w poprzednim przypadku, najciekawsze cytaty, zostawiam was z: „A co, nie ma jakichś ciasteczek ani paluszków słonych?”, „To mi się chyba należy!”, a wisienką na torcie jest symboliczne głaskanie się po długopisie.

Domyślam się, że większość z was te spoty widziała, szczególnie że oba plasują się w pierwszej dziesiątce karty na czasie serwisu YouTube (stan na 25 czerwca). Pod pierwszym, Andrzeja Dudy, sekcja komentarzy była od początku zamknięta. Zostały natomiast oceny. 10 tysięcy łapek w górę, a ponad 21 tysięcy w dół. Spot Trzaskowskiego wylądował na YouTube z oficjalnego konta kandydata, jednak większą oglądalność ma ten sam film, opublikowany przez naTemat.pl. Na oficjalnym profilu zachowane zostały komentarze oraz oceny, za to na tym drugim wyłączono łapki w górę i w dół. Jakkolwiek wyłączenie oceniania zwykłym przyciskiem bądź odcięcie użytkownikom dostępu do dyskusji wydaje się przeciwne logice, to jeżeli miałbym (po raz kolejny) wybierać mniejsze zło, zostawiłbym tę drugą opcję. Co ciekawe, oceny pod kolejnym materiałem (wrzuconym 23 czerwca) sztabu wyborczego obecnego prezydenta drastycznie różnią się od tych, które wystawiano pod „debiutanckim” #RafałNieKłam. Przy niemal 6-krotnie mniejszej oglądalności, materiał ten zgromadził aż 15 tysięcy łapek w górę (o 5 więcej, niż w pierwszym spocie) i tylko niecałe 3 tysiące w dół (o 18 tysięcy mniej, niż w materiale z 20 czerwca!). Zapewne na pierwszy rzut oka wyda się to podejrzane i – jak z doświadczenia wiemy – ktoś mógłby oskarżyć prawą stronę o używanie botów, ale spokojnie: to najprawdopodobniej wynika z faktu, że pierwszy zyskał rozgłos medialny, zachęcając większą ilość ludzi o opozycyjnych sympatiach do obejrzenia, a jednocześnie do pozostawienia oceny. Drugi filmik zapewne w większości obejrzeli sympatycy Andrzeja Dudy, śledząc jego media społecznościowe.

Jeżeli wstępną i dość pobieżną analizę tych materiałów i ich odbioru mamy za sobą, warto przejść do sedna sprawy: co mówi nam to o dzisiejszej debacie publicznej?

Po pierwsze: język polskiej polityki w 2020 roku woła o pomstę do nieba. To już nie są publiczne debaty ani wymiana opinii lub poglądów, tylko jawne i dyskredytujące „wrzuty” rodem z podstawówki (bo tam jeszcze wstydzimy się przeklinać). O ile takie przekazy są zdecydowanie mocniejsze niż powierzchowne obietnice zmian i bardziej angażują wyborców, tak moim zdaniem taka retoryka może doprowadzić do jeszcze większego pogłębienia narodowych skrajności (jakby nie były już wystarczające). Przyjmowanie haseł, którymi najczęściej posługują się radykalne jednostki, wypominające sobie nawzajem błędy z przeszłości, nie sprzyja dialogowi, a eskaluje konflikt i cofa naród, jak i jego najpilniejsze potrzeby, o lata. Jak mamy się rozwijać i iść z duchem nowoczesności, odchodzić od węgla, dbać o środowisko w związku z kryzysem klimatycznym, wyrównywać szansę dla potrzebujących czy choćby tworzyć atrakcyjną i otwartą na innowacje Polskę, kiedy, oglądając spot najważniejszego reprezentanta naszego kraju na arenie międzynarodowej, słyszymy: „Dość to my mamy, ale twojej ściemy”?

20 czerwca Andrzej Duda grzmiał w Grajewie na Podlasiu o Rafale Trzaskowskim: „Chcę Państwa ostrzec. […] Nie wierzcie mu!” […] Albo kłamie, albo jest niezrównoważony”. Co niby miałoby sprawić, że mam uwierzyć obecnej głowie państwa, czyli komuś, kto stosuje dokładnie takie same techniki retoryczne co drugi kandydat? Prezydent na tym samym spotkaniu dodał: „Zawetuję każdą ustawę, która będzie chciała podwyższyć wiek emerytalny lub zniesie 500 plus”. W tym przypadku można by rzec, że przecież Rafał Trzaskowski nie zrobił nic, co miałoby coś takiego sugerować. Problem w tym, że Andrzej Duda jak najbardziej miał prawo coś takiego powiedzieć, bo przecież dotąd (piszę ten tekst rano 25 czerwca) nie ukazał się program jego najgroźniejszego rywala.

Podczas swojej wizyty 23 czerwca w Lublinie kandydat KO nie pozostał mu dłużny, wyrażając się w zdecydowanie bardziej kulturalny sposób, natomiast gdy powiedział, że zadaniem prezydenta jest: „patrzeć w przód, a nie przez cały czas patrzeć w tył”, a tego samego dnia wraz ze swoimi asystentami wypuszcza drwiący spot ze skrajnie przeszarżowaną kreacją człowieka, obecnie stacjonującego w Pałacu Prezydenckim, to nie brzmi to zbyt wiarygodnie. Oczywiście nie zrozumcie mnie źle, domyślam się, że to wideo miało raczej napawać nadzieją na nowy początek i lepsze jutro, ale… w bardziej subtelny sposób robiło to „Ucho Prezesa”, ocieplając wizerunek Jarosława Kaczyńskiego.

Kolejną kwestią, na jakiej warto się skupić, jest wyraźne odseparowanie się od reszty kandydatów, trochę ich dyskredytując. Jasnym jest, że skoro Rafał Trzaskowski i Andrzej Duda mają największe poparcie w sondażach przedwyborczych, to skupiają się na sobie w walce o fotel prezydencki. Z drugiej strony: czy polemika z niżej notowanymi kandydatami i propozycja przearanżowania ich propozycji nie wpłynęłaby na chociaż częściowe podebranie elektoratu? Patrząc bardzo obiektywnie, większość, startująca w wyborach w 2020 roku, ma w swoich programach ciekawe propozycje, nawet jeśli są to pojedyncze przypadki. Bez względu na to, który obóz reprezentują, należy się im szacunek, a nie zniżanie do poziomu dyskusji, który zaprezentował m.in. Andrzej Duda podczas pamiętnego dehumanizowania osób LGBTQIA+. 

Podsumowując, jest to dość skromna prośba od kogoś, kto nie chce babrać się w wymianie zdań, w których argumenty zmieniono na inwektywy. Każdy punkt widzenia ma siłę, jeżeli jest odpowiednio zaprezentowany. Czy wiem, jak to zmienić? Nie, ale wiem, że na pewno nie obierając najbardziej radykalny kierunek. Nawet jeżeli polityka miałaby stać się najnudniejszą ze spraw, ale kosztem szacunku, jednocześnie prezentując ambitne i odważne propozycje rozwoju, to wolałbym to, od przerzucania się, parafrazując spot obecnego prezydenta, szambem. Wstyd mi za was, tak po ludzku.