Cynizm czy strach – o co chodzi PO?

Zdjęcie przedstawia Rafała Trzaskowskiego oraz Pawła Rabieja pod tęczową parasolką. Trzaskowski macha komuś z uśmiechem, Rabiej pokazuje znak victorii - uniesione palce wskazujący i środkowy. Ma na koszuli dwie tęczowe przypinki. W tle warszawska ulica.
Zdjęcie: materiały prasowe

Dzisiejszy dzień upływa pod znakiem ataków husarzy Platformy Obywatelskiej na organizatorów Tęczowego Disco pod Pałacem Prezydenckim. Czy, tak jak pisze wiceprezydent Warszawy, Paweł Rabiej, ten event to prawicowa prowokacja, czy protest społeczności, którą Andrzej Duda wyklucza?

Trudno nie oprzeć się przekonaniu, że Tomasz Lis, Przemysław Szubartowicz, czy politycy Platformy Obywatelskiej chcieliby powiedzieć „Nie moglibyście przestać być LGBT, chociaż na czas kampanii prezydenckiej?”. Tak przynajmniej to wygląda. Paweł Rabiej uznał, że osoby, które chcą zamanifestować sprzeciw wobec „Karty Rodziny” podpisanej przez prezydenta Dudę, to na pewno prawicowi prowokatorzy, którzy chcą przeszkodzić Rafałowi Trzaskowskiemu w kampanii.

Oczywiście protestujący mają rację. Wobec wykorzystywania jakiejkolwiek grupy, w tym wypadku społeczności LGBT+, jako straszaka wyborczego, w społeczeństwie obywatelskim powinien być zdecydowany sprzeciw. Niestety, walkę tej społeczności o swoje prawa, politycy KO oraz ich zwolennicy traktują jako działanie, przez które Trzaskowski straci. Nie widzą tego, że osoby, które od lat żyją w tym kraju, być może ratują życie ich bliskich, być może sprzedają im codziennie bułki w sklepie, lub którym na klatce schodowej mówią „dzień dobry”, dziś wciąż muszą walczyć o prawo do sformalizowania swojego związku, ponieważ się kochają i są ze sobą szczęśliwe. Dla tych, którzy dziś uważają, że środowiska LGBT szkodzą sprawie, w zasadzie nie ma dnia, w którym te osoby mogłyby walczyć o swoje prawa, i tak zawsze działaliby na korzyść PiS. Nie powinno ich oburzać, że w przeddzień Bożego Ciała prezydent podpisuje coś, co jest kolejnym krokiem do wykluczenia ludzi, którzy są normalnymi obywatelami Polski i zasługują na takie same prawa jak osoby nieheteronormatywne?

Liberałowie, zwolennicy PO, Silni Razem, czyli internetowa gwardia Platformy głoszą slogany o  „powinności wspólnej walki przeciw PiS”. Jednakże, jak słusznie zauważył mój redakcyjny kolega, Filip Skóra – Robert Biedroń lata temu przedstawiał w Sejmie ustawę o związkach partnerskich. Wtedy liberałowie nie zdecydowali się na wspólne zagłosowanie za wartościom demokratycznym i przyłożyli rękę do dalszego braku równości. Dziś oczekują, że wraz z nimi wszyscy pójdziemy do rewolucyjnego boju o pokonanie PiS. Nie widzą, że ciągłym obrażaniem ludzi lewicy, uważaniem ich za gorszy sort demokratów, olewaniem społeczności LGBT i próbą ich dyskredytacji, kiedy prezydent kraju w którym żyją, podpisuje dokument, który sprowadza ich do „ideologii”, wcale nie zyskują większego poklasku społecznego poza swoją bańką? Przykładem olewania jest, chociażby to, że za rządów PO nie wprowadzono żadnej ustawy będącej choćby małym kroczkiem do zrównania osób LGBT z osobami heteronormatywnymi. A gdyby taką ustawę wprowadzono, być może nie byłoby powodów do protestów.

Regularne lżenie lewicy i jej wyborców, pouczanie o tym kiedy i gdzie można walczyć o prawa człowieka, raczej nie zachęcą wyborców lewicowych do oddania głosu na kandydata, którego środowisko ciągle spycha osoby nieheteronormatywne na boczny tor i uważa, że nie powinny się wychylać. W obecnej chwili ludzie o poglądach bardziej postępowych powinni według Platformy ją popierać, nie przeszkadzać jakimiś protestami o jakieś tam prawa człowieka, protestami przeciwko jakiejś tam dyskryminacji. Wyznacznikiem przyzwoitości dla środowisk PO jest to, czy ktoś popiera ją i jej kandydata, czy nie.

Dziś ludzie, którzy od lat głoszą slogany o potrzebie pokonania PiS, ludzie, którzy od lat w internecie i publicznie krytykują partię rządzącą, powinni stanąć pod Pałacem Prezydenckim i pojawić się na Tęczowym Disco. Sprzeciwić się wykluczaniu, a nie wiecznie dyskredytować i narzekać, że ludzie walczą o prawa, których nie mają.