Dom pełen przemocy, czyli strategia, która nie może zadziałać

Zdjęcie artystyczne. Czarne tło, niebieski dym, niebieskie śwatło padające na stojącego na środku kadru chłopaka. Wykadrowany jest do 1/4 ramienia. Nie ma na sobie koszulki. Ma zwichrzone jasne włosy, jego prawy bok głowy wcześniej musiał być wygolony i niedawno dopiero odrosły tam włosy. Mężczyzna patrzy prosto w obiektyw. Pod jego oczami namalowana jest - niczym wodospad łez lub rozmazany makijaż - tęcza. Od zewnątrz zaczya się ciepłymi kolorami. Im bliżej nosa, tym chłodniejsze kolory, aż do niebieskiego.
Zdjęcie: Christian Sterk / Unsplash

W doświadczających przemocy rodzinach często obserwowany jest schemat, w którym domownicy wkładają wiele wysiłku, aby w żaden sposób nie sprowokować agresji ze strony stosującego przemoc. Przejawiają zachowania, które w ich przekonaniu sprawią, że będzie on spokojniejszy dla otoczenia. Zupełnie niespodziewanie schemat taki odtwarzany jest obecnie w polskiej polityce, a nieracjonalne i nieskuteczne metody próbuje wymuszać na wszystkich jej liberalna część.

Jeżeli nie będę się głośno śmiać, to on będzie spokojniejszy i może nie wybuchnie złością. Jeżeli będę dla niego miła i uczynna to mnie dzisiaj nie uderzy. Zwykle strategie takie, służące do przejęcia, choć odrobiny kontroli w ekstremalnie trudnej i bolesnej sytuacji, są nieskuteczne. Przemocowiec i tak wybucha agresją, mimo włożonych w obłaskawienie go czasu, energii i pomysłowości.

Prezydent Andrzej Duda ogłosił Kartę Rodziny – w istocie nikogo ona nie chroni, za to jest zapowiedzią systemowej nagonki na osoby LGBT+ oraz walczących na pierwszej linii frontu o równość i swobody obywatelskie dla wszystkich. Odgrzanie tego tematu oraz nieco już zapomnianej kwestii uchodźczej jest zapewne dość rozpaczliwą odpowiedzią środowiska PiS na wielką mobilizację zwolenników Rafała Trzaskowskiego. Ma pobudzić zwolenników dobrej zmiany, wzbudzić w nich takie emocje jak w 2015 i przypomnieć by za kilkanaście dni poszli do urn, bowiem zło czai się tuż za rogiem i trzeba dać mu odpór. Jeżeli jest w tym coś zaskakującego, to to że w sztabie prezydenta Dudy nie znaleziono niczego nowego i musiano sięgnąć po zgrane i dobrze znane numery z trochę jakby jednak innej politycznej epoki.

Przy tej okazji doszło jednak do obnażenia wielkiej zmiany jaka zaszła w umysłach polityków partii liberalnych i ich zwolenników; całe lata paskudnej propagandy przedstawiającej osoby nieheteronormatywne jako ucieleśnienie wszelkiego zła oraz ogromne zagrożenie, prawdopodobnie odcisnęły na nich swoje piętno. Poważne wydawać by się mogło osoby, nagle zaczęły funkcjonować w wykreowanej przez PiS rzeczywistości: nie wolno się obnosić, trzeba uszanować katolickie święto, a korzystanie z obywatelskich swobód (tu w postaci tańca przed Pałacem Prezydenckim) sprzyja zwycięstwu urzędującego prezydenta. Do rozpuszczania fałszywych informacji na ten temat posunęła się europosłanka KO i wiceprezydent Warszawy. Tak jak rodzina z przemocą próbuje obłaskawić przemocowca, tak liberałowie wyobrażają sobie, że uciszając pogardzanych, każąc się im schować, nie obnosić oraz rezygnować z przysługujących praw, zdołają powstrzymać pełną nienawiści i pogardy dla innych kampanię prawicy. To potężne złudzenie – rządzący oraz posłuszne im media wielokrotnie udowodnili, że do plucia i szczucia niepotrzebne są im żadne fakty. Wystarczą topornie nawet spreparowane kłamstwa.

W tym wszystkim budująca jest postawa Lewicy, przypominającej, że od praw człowieka nie ma wakacji, a żadna strategia polityczna nie może uzasadniać pozbawienia praw wyrażania siebie, swoich poglądów i pragnień kogokolwiek. W przeciwnym wypadku wielkie słowa o Konstytucji, demokracji i wolności stają się zwyczajnie puste. A PiS już wygrał, zakażając umysły.