Hipokryzja w „walce z hejtem”

Fot: materiały prasowe

Dzisiaj dowiedzieliśmy się o tym, że Zuzanna Wiewiórka – działaczka pro-life otrzymała nagrodę od Ministerstwa Sprawiedliwości za zasługi dla polskiego wymiaru sprawiedliwości! „Stop hejtowi wobec obrońców życia” – to wzniosłe hasło pojawiło się na pasku podczas konferencji prasowej na żywo. Szkoda tylko, że ludzie związani z Prawem i Sprawiedliwością „widzą źdźbło w oku bliźniego, a belki w swoim nie dostrzegają”. 

Te słowa pochodzą z Biblii, którą konserwatywne środowiska wystawiają na piedestał. Walczmy z nienawiścią, ale tylko wobec naszych. A co z hejtem wobec osób LGBT? Dlaczego obrońcy ich praw muszą się liczyć z nienawiścią ze strony publicznej telewizji i czołowych polityków? Nie są nagradzani przez rząd za to co robią, a walczą o coś bardzo ważnego. Przecież niedawno, według ILGA, zostaliśmy najbardziej homofobicznym państwem Unii Europejskiej. Walka o prawa mniejszości w naszym państwie jest arcytrudna. 

Wracając do tematu wyżej wspomnianej działaczki pro-life. Na jednej z grup w serwisie Facebook zgłosiła się nastolatka szukająca pomocy w celu bezpiecznego przerwania ciąży. Pani Wiewiórka dążyła do przekonania jej do zmiany decyzji. Nie udało jej się. Wolontariusze pro-life skontaktowali się rodziną dziewczyny, która zmusiła ją do utrzymania ciąży.

„Bohaterką” mianuje się zatem osobę, która zniszczyła życie siedemnastolatce w nieplanowanej ciąży. „Bohaterką” mianuje się osobę, która mordowanie ludzi uważa za temat „do dyskusji” i dla ludzi „mądrzejszych od niej” (jakby to był dylemat moralny), ponieważ zabicie abortera można potraktować za zabójstwo w obronie. To jest właśnie bohaterstwo XXI wieku według polskich środowisk konserwatywnych. Takie bohaterstwo się nagradza, pokazując wszystkim dookoła, że kościelne myślenie ma przywilej w polskiej polityce.

A sam Kościół sprzeciwia się nie tylko aborcji. Jest również przeciwnikiem antykoncepcji. Papież Pius IX nazywał ją „gwałceniem aktu naturalnego”. Tymczasem sam papież Franciszek twierdzi, że ona nie musi być postrzegana jako zło konieczne. Przytoczył nawet historię o zakonnicach w Kongo Belgijskim. Ówczesny papież zgodził się, aby zakonnice, które były narażone na gwałty ze strony walczących o niepodległość, mogły zażywać środki antykoncepcyjne. Ksiądz Ambrogio Valsecchi w 1967 roku pytał: „dlaczego to, co było dobre dla zakonnicy w Kongo – w perspektywie jej dobra osobistego, duchowego – nie może być dobre dla zamężnej kobiety…?”.

Za swoje poglądy musiał opuścić katedrę uniwersytecką. Zatem, rządzący biorą przykład ze swojego mentora, jakim jest Kościół Katolicki. Hipokryzją im nie dorównają, ale w ich mniemaniu – próbować warto.