I tura za nami – analiza wyników wyborów prezydenckich

Po lewej stronie widoczny jest Andrzej Duda, przemawiający do wyborców, a po prawej Rafał Trzaskowski, obok którego stoi Małgorzata Kidawa-Błońska

Po dość długim i męczącym maratonie wyborczym doszło do wyczekiwanego dnia I tury wyborów prezydenckich. W ubiegłą niedzielę najwięcej głosów, zgodnie z przewidywaniami uzyskał urzędujący prezydent, Andrzej Duda. Ale czy może się czuć bezpiecznie? Jak poszło jego konkurentom? Sprawdźmy.

Duda uzyskał 43,5% głosów. Mimo iż sondaże exit poll dawały mu mniejszy wynik, to prezydentowi przybyło głosów. Czy może spać spokojnie? Niekoniecznie. Andrzejowi Dudzie w miarę spokojne dwa tygodnie mogłyby dać wynik 45%, bądź wyższy. Prezydent musi więc poszerzyć swój i tak wierny elektorat, który może zwyczajnie nie wystarczyć do pokonania Rafała Trzaskowskiego w II turze. Jedno jest pewne – gra o zwycięstwo będzie się toczyć do samego końca.

Rafał Trzaskowski nieco zaskoczył. Uzyskał 30,46%, co znaczy, że nieco poszerzył swój elektorat i wyszedł poza elektorat KO (różnica 3%). Pewna część zwolenników innych kandydatów opozycji, jak choćby Hołowni czy Biedronia uznała, że głos na Trzaskowskiego będzie bezpieczniejszy, choć patrząc na wyniki, widać, że Trzaskowski wszedłby do II tury nawet z wynikiem niższym o 10%. Prezydent Warszawy nie może być pewny zwycięstwa, ale tak samo jak Duda – na pewno nie odpuści i do ostatniej chwili nie będzie jednoznacznego faworyta.

Trzecie miejsce, z wynikiem 13,87%, w wyborach zajął bezpartyjny kandydat – Szymon Hołownia. Wydaje się, że ten wynik nie do końca satysfakcjonuje byłego dziennikarza i prezentera, ale nie jest to dziwne. Trzeba mu przyznać, że miał dobrą kampanię, za czasów kandydatury Kidawy-Błońskiej był nawet faworytem do drugiej tury. Wejście Trzaskowskiego do gry mocno osłabiło Hołownię, który raczej mierzył w wynik podobny do tego Pawła Kukiza sprzed pięciu lat. Teraz jawi się pytanie – jak będzie wyglądać dalsza przyszłość polityczna człowieka, który jeszcze jakiś czas temu prowadził „Mam Talent”, był znany jako katolicki publicysta, autor książek, a teraz jest centrowym kandydatem, zdobywającym 14% w wyborach prezydenckich?

Czwarty wynik osiągnął kandydat skrajnie prawicowej Konfederacji, Krzysztof Bosak. 6,78% to raczej nie jest to, o czym marzył, ale pokazuje, że poparcie Konfederacji oscyluje właśnie w granicach 6-7%. Warto zauważyć, że Krzysztof Bosak nie poszerzył elektoratu Konfederacji – w wyborach parlamentarnych partia ta uzyskała 6,81%, a niektórzy bardziej wolnościowi wyborcy zagłosowali na Stanisława Żółtka.

Piąte miejsce zajął Władysław Kosiniak-Kamysz z wynikiem 2,36 %. Nie ulega wątpliwości, że jego wynik w porównaniu z sondażami sprzed miesięcy to potężna przepaść. W czasach, gdy PO miała słabą kandydatkę, Kosiniak-Kamysz walczył o drugą turę z Hołownią. Przyjście Trzaskowskiego osłabiło obu, ale wydaje się, że lider PSL po prostu nie wyróżniał się na tle innych kandydatów, co sprawiło, że zdobył taki wynik.

Robert Biedroń z pewnością również nie jest zadowolony. Trudno, by wynik 2,22% satysfakcjonował kogokolwiek. Biedroń sporo stracił podczas okresu pandemii oraz…przyjściu Trzaskowskiego. Spora część wyborców Lewicy uznała, że Biedroń nie ma szans na dobry wynik i już w pierwszej turze oddała głosy na kandydata z duopolu, który był na silniejszej pozycji. Na wyniku Biedronia zaważyło wiele czynników, teraz jego zadaniem powinno być utrzymanie spójności w elektoracie Lewicy, której wynik wyborczy z jesieni jest znacznie różny od wyniku jej kandydata.

Reszta kandydatów, tzn. Stanisław Żółtek, Marek Jakubiak, Waldemar Witkowski, Mirosław Piotrowski i Paweł Tanajno osiągnęła spodziewane wyniki – żaden z nich nie przekroczył wyniku 1% i nie będzie miało to większego przełożenia na scenę polityczną w Polsce. 

Temperatura polityczna niewątpliwie będzie rosła z każdym dniem. Wyniki pierwszej tury pokazały polaryzację, która będzie szalenie trudna do naprawienia. W drugiej turze ponownie dojdzie do starcia dwóch wrogich sobie obozów i podobnie jak przez ostatnie lata, walka ta nie będzie skoncentrowana na pozytywnym przekazie ze strony kandydatów a na wzajemnym mieszaniu się z błotem.

Obaj kandydaci będą w szczególności zabiegać o elektorat Krzysztofa Bosaka, reprezentanta skrajnej prawicy. Tu jest dla nich najwięcej do ugrania. Wydaje się, że wyborcy Szymona Hołowni w większości zagłosują na obecnego prezydenta Warszawy. Wyborcy Bosaka są bardziej nieprzewidywalni i tu wydaje się realny podział na trzy grupy wyborców: pierwsza – ludzie, dla których kluczowe są kwestie obyczajowe, najpewniej wybiorą Dudę, druga – ludzie, dla których ważniejsza jest gospodarka, skłonią się ku Trzaskowskiemu, a trzecia grupa to ci, którzy nie zagłosują w ogóle. Taki rozkład wydaje się całkiem oczywisty, jednak trudno oszacować ile osób „zapisze się” do danej grupy. Trzaskowski i Duda mają swoje stałe elektoraty, które nie wystarczą do zwycięstwa i muszą się wysilić, żeby zdobyć głosy tych, którzy głosowali na kandydatów opozycji, mimo że twarde elektoraty obu polityków będą bardzo zmobilizowane.
Co w takiej sytuacji powinna zrobić Lewica i jej kandydat? Pilnować siły lewicowych postulatów i czuwać, żeby w tej brudnej bitwie prawicy nie doszło do ponownego szczucia na grupy społeczne. A jeśli dojdzie, być wyrazista i konsekwentna.