II tura za nami – analiza wyników wyborów prezydenckich

Kompilacja zdjęć kandydatów na prezydenta. Wyżej - Andrzej duda w białej koszuli przy mikrofonie na tle swych bannerów kampanijnych. Na dole Rafał Trzaskowski, także w białej koszuli, na tle flagi Polski i budynku.

Niemal pełne dane PKW wskazują, że urzędujący prezydent – Andrzej Duda zdobył 51,21% głosów, a Rafał Trzaskowski – 48,79%. Żaden z kandydatów nie mógł być przez większość powyborczej nocy pewny zwycięstwa. Wyniki exit poll dawały nadzieję Rafałowi Trzaskowskiemu, który do Dudy tracił niecałe 1%. Różnica ta zwiększyła się po ogłoszeniu wyników late poll, które pozbawiły nadziei na zmianę warty w Pałacu Prezydenckim.


Prezes może spać spokojnie

Wygrana prezydenta Dudy to szóste z rzędu wyborcze zwycięstwo partii, której liderem jest Jarosław Kaczyński. Teraz prezes PiS może spokojnie myśleć o przekazaniu sterów partii swojemu potencjalnemu następcy. Kaczyński wie, że tak jak dla Polski następne lata mogą być okresem jeszcze większego zaostrzenia sporów politycznych, tak dla niego to już prawdopodobnie ostatni rozdział w polityce. W PiS bardzo silne jest przekonanie, że konieczne będzie „dodać gazu”, zaostrzyć kurs i dokończyć to, czego przez minione pięć lat się nie udało. Mimo wszystko taki wynik to sygnał ostrzegawczy dla tej partii, której kandydat, pompowany przez machinę propagandy w TVP, będący niejako twarzą transferów socjalnych, nie wygrał zdecydowanie.


Platforma w rozkroku

Zwycięstwo Dudy sprawia również, że opozycję czeka teraz okres szukania winnych wyborczej porażki. W najtrudniejszej sytuacji jest oczywiście Platforma Obywatelska, która w wyborczym rozrachunku po raz kolejny nie była w stanie pokonać PiS. Efekt świeżości, który był widoczny po dołączeniu Rafała Trzaskowskiego do wyścigu prezydenckiego, wkrótce opadł. Wiele osób liczy, że Trzaskowski może powtórzyć drogę Tuska, który 15 lat temu przegrał wybory z Lechem Kaczyńskim, by już dwa lata później stać się jednym z większych liderów politycznych. Pytanie tylko – czy prezydent Warszawy podniesie się po tej – bądź co bądź pierwszej poważnej – porażce?


Obrzucania błotem: czas start

W twitterowej rzeczywistości oczywiście wyżej wspomniane szukanie winnych trwa od momentu ogłoszenia wyników exit poll. Liberalni publicyści, jak choćby Wojciech Sadurski, małżeństwo Lisów czy Wojciech Czuchnowski postanowili obwinić Hołownię, Biedronia (i każdego polityka spoza PO, o którym pomyśleli) o porażkę Rafała Trzaskowskiego. Pominęli jednak to, że Robert Biedroń jako pierwszy kandydat opozycji po I turze poparł kandydata KO. Szymon Hołownia nawet zrobił z nim wspólny live, by przedyskutować postulaty, z którymi były prowadzący „Mam Talent” szedł do wyborów. Ciężko jest im zrozumieć, że i właśnie dlatego PO przegrywa 6 wybory z rzędu. Pora w końcu zrozumieć, że ta partia staje się niestrawna, a jej lekkomyślne podejście, zakładające, że wszyscy kandydaci opozycji i ich zwolennicy bezmyślnie złożą wiernopoddańczy hołd jedynemu słusznemu kandydatowi nie jest właściwe.


10:6 nie dało zwycięstwa

Warto też zauważyć rozkład wyników na województwa. Rafał Trzaskowski wygrał w dziesięciu, Andrzej Duda w sześciu. Dlaczego więc ten drugi wygrał? W czterech województwach, urzędujący prezydent zdobył wyniki powyżej 60%, w jednym był to wynik nieznacznie przekraczający 70%. Trzaskowski w żadnym nie przekroczył 60%. Duda wygrał więc m.in. mobilizacją swoich „bastionów”, jak choćby Podkarpacie czy Lubelszczyzna.

Te wybory, również ze względu na niezwykle brudną kampanię, zapamiętamy na długo. Andrzej Duda, prezydent, który szczuł, dzielił i obrażał grupy społeczne pokazujące sprzeciw wobec niego oraz polityki, którą prowadził, został wybrany na kolejną kadencję. To będzie pięć uciążliwych lat, może jeszcze bardziej niż poprzednie. Co należy robić? Budować się, organizować, tworzyć media, docierać tam, gdzie PiS ma silną przewagę i „odbijać” te rejony. Tylko ciężka praca może sprawić, że hegemonia PiS zostanie przełamana. Szczęściem w nieszczęściu jest fakt, że najbliższa kadencja Andrzeja Dudy będzie jego ostatnią. A następcy próżno szukać, przynajmniej na razie.