Jak wyglądałaby Polska, gdyby katolicy byli dyskryminowani

Zdjęcie: za HaloUrsynow.pl (nadesłane)

W sobotę [red. 25 kwietnia] w Warszawie kilku kierowców zablokowało furgonetkę, z której puszczano z megafonów głośne hasła wymierzone w osoby LGBT+ (naprawdę głośne: jakiś czas temu całkiem dobrze je słyszałem w swoim mieszkaniu na ósmym piętrze). Wypowiedzi Janusza Schwertnera i Franciszka Sterczewskiego, najwyraźniej popierających to zatrzymanie obywatelskie połączone z wezwaniem policji, skłoniły do reakcji wiceministra sprawiedliwości Sebastiana Kaletę.

Kopia jego tweetu ilustruje ten wpis, ale zacytujmy i tutaj:

„Żenujący jest festiwal pochwał nad zachowaniem buraków, którzy zatrzymali furgonetkę.
Naprawdę usprawiedliwiacie przemoc @SchwertnerPL @f_sterczewski?
Jaka byłaby Wasza reakcja gdyby ktoś zatrzymał np. tęczowy samochód i lżył kierowcę?”


Powiem szczerze: po tym tweecie mam dosyć. Mam dosyć sugestii, że uprzywilejowana większość jest w takiej samej sytuacji, jak dyskryminowana mniejszość. I to sugestii formułowanych wtedy, gdy grupka osób należących do większości niemal na pewno łamie artykuł 51 kodeksu wykroczeń (dotyczący naruszania spokoju i porządku publicznego).

Drażni mnie, że część polskiej prawicy po czterech latach u władzy zachowuje się tak, jakby była załogą oblężonej twierdzy. Dlatego chciałbym zadedykować wiceministrowi sprawiedliwości poniższy tekst. Nie marzy mi się taki świat, ale jeśli ktoś go sobie wyobrazi, to może łatwiej mu będzie zobaczyć, czemu polskiej prawicy – tudzież katoliczkom i katolikom – jest jeszcze bardzo, bardzo daleko do sytuacji, w której tutaj i teraz znajdują się u nas osoby LGBT+ oraz ruchy broniące ich praw.

A może i wcale łatwiej nie będzie, skoro niektórzy polscy prawicowcy sami piszą takie dystopie, tylko nieironicznie. Ale spróbujmy.

Jest rok 2070. Katolicka mniejszość to w Polsce najwyżej kilka procent populacji. Nikt dokładnie nie wie ile, ponieważ duża część tych osób obawia się przyznać do swojej wiary. Trudno się dziwić – dwoje ludzi, którzy idą pod rękę po ulicy z widocznymi na szyi krzyżami, łatwo może zostać wyszydzonych, a w wielu miejscach również pobitych.

Szczególnie ciężkie jest położenie nastolatków. Zdominowany przez ateistów rząd nie finansuje stosownych badań, a doniesienia organizacji chrześcijańskich z powodu niewielkiego budżetu mogą nie być w pełni reprezentatywne. Jeśli jednak przyjąć wskaźniki porównywalne z zaobserwowanymi w USA, to w ostatnim roku połowa katolickich uczennic i uczniów szkół średnich poważnie myślała o samobójstwie, a jedna czwarta podjęła próbę samobójczą.

W jaki sposób rządzący odnoszą się do sytuacji katoliczek i katolików? Dość dobrze pokazuje to historia z ubiegłego roku. Na wewnętrznym forum polskiego oddziału wielkiej korporacji meblowej jeden z pracowników przytoczył notę urzędniczą z czasów Mao Zedonga, nakazującą zabijanie katolików za udział w obrzędach religijnych. Cytat poprzedził własną wypowiedzią o następującej treści: „Akceptacja i promowanie katolicyzmu i innych dewiacji to sianie zgorszenia”. Ostatecznie został zwolniony, ale wymownie brzmi komentarz ministra sprawiedliwości, który w rozmowie z telewizją publiczną zapowiedział, że zleci zbadanie sprawy prokuraturze:

„Jeśli ta informacja miałaby się potwierdzić, to mielibyśmy do czynienia z sytuacją, w której zewnętrzny koncern dopuszcza się jawnego złamania praw pracowniczych, ingeruje w obszar wartości chronionych przez polskie prawo, które gwarantuje każdemu obywatelowi wolność sumienia i wyznania. […] Mamy do czynienia ze zjawiskiem używania przemocy prawnej i ekonomicznej wobec tych wszystkich, którzy nie chcą podzielać wartości środowisk katolickich aktywistów”.

Podobnie ujął rzecz lewicowy polityk wybrany właśnie do Parlamentu Europejskiego: „Nawet tak duża i popularna w Polsce korporacja nie może traktować Polski jak swojego folwarku i dokonywać prób formułowania nowego człowieka”.

Oczywiście istnieją wyjątki. Co jakiś czas kolejny celebryta przełamuje milczenie i wyjawia, że od kilkunastu lat jest człowiekiem świadomie wierzącym, a jedna katoliczka została nawet kandydatką prawicy w wyborach prezydenckich (choć spot skrajnej lewicy zarzuca jej, że „karierę polityczną zbudowała na swoich upodobaniach religijnych”). W miastach takich jak Rzeszów działa kilka organizacji broniących praw katolickiej mniejszości, istnieją nawet chrześcijańskie bary. Ślub cywilny w kraju mogą zawrzeć tylko niewierzący, ale osoby zamożniejsze stać na małżeństwo za granicą, a popularne portale randkowe ułatwiają zainteresowanym wyszukiwanie ludzi tego samego wyznania. Kilka zagranicznych korporacji ze względów wizerunkowych oferuje polskim organizacjom katolickim skromne wsparcie (zazwyczaj przyjmowane, aczkolwiek część środowiska kręci nosem na to ustępstwo wobec globalnego kapitalizmu – chętnie zresztą wytykane przez lewicę).

W pewnej mierze dyskryminowanych wspierają też prywatne telewizje, gazety i czasopisma, ale ich postawa jest dość dwuznaczna. Horyzont większości liberalnych mediów sięga bowiem najwyżej postulatu związków partnerskich dla katoliczek i katolików, a i ten pomysł wiele osób uznaje za zbyt radykalny (można przecież podpisać umowę o dziedziczeniu z notariuszem). Cóż, przynajmniej dość powszechne jest oburzenie na najostrzejsze ataki przeciw katolickiej mniejszości, takie jak niedawny wybuch przemocy podczas warszawskiego Marszu dla Życia i Rodziny. W ostatnich miesiącach zresztą jeden z tamtejszych agresorów otrzymał wyrok za złamanie obojczyka katolickiej nastolatce. Skazano również parę gejowską, która chciała zdetonować bombę domowej roboty podczas procesji Bożego Ciała w Poznaniu.

Niestety lewicowy rząd w sprawie przemocy najczęściej milczy, a co gorsza, potrafi aktywnie wspierać mowę nienawiści wobec i tak już dyskryminowanej mniejszości religijnej. Kwestie wyznaniowe mieszają się przy tym z politycznymi. Najważniejszym przykładem jest słynna wypowiedź Mariana Andrzejewicza, wiceprzewodniczącego Związku Bezwyznaniowego – gigantycznej organizacji ateistyczno-lewicowej, której przywódcy mimo wielu dobrze udokumentowanych oskarżeń zachowują wciąż znaczną władzę i z którymi partia rządząca musi się liczyć. W dniu obchodów jednej z ważniejszych rocznic państwowych Andrzejewicz oznajmił, nawiązując do gwałtownego zmniejszenia roli Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce w XXI wieku: „Watykańska zaraza już po naszej ziemi całe szczęście nie chodzi, co wcale nie znaczy, że nie ma nowej, która chce opanować nasze dusze, serca i umysły. Nie rzymska, inkwizytorska, ale zrodzona z tego samego ducha, noworzymska. Nie watykańska, ale katolicka i prawicowa”.

Wypowiedź ta spotkała się z entuzjastycznym poparciem – lub przynajmniej stanowczą obroną – ze strony wielu ważnych postaci życia publicznego. Prezes partii rządzącej: „Jesteśmy tobie, ekscelencjo, najdostojniejszy wiceprzewodniczący, głęboko wdzięczni”. Prezydent Polski: „Wiceprzewodniczący Andrzejewicz ma ogromny szacunek do człowieka, chyba nikt w to nie wątpi. Mówił o pewnym ideologicznym starciu. I rzeczywiście ze swojego punktu widzenia – filozofa – opowiedział się w tym ideologicznym sporze w sposób zdecydowany”. Przewodniczący Związku Bezwyznaniowego: „Dziś krzewiciele rozumu także są obrzucani błotem, gdy tylko ośmielą się powiedzieć prawdę zobowiązującą do nawrócenia i przemiany tak w życiu osobistym, jak i w życiu publicznym”.

Cytowanie wyrazów aprobaty ze strony innych polityków oraz innych przedstawicieli Związku zajęłoby zbyt dużo miejsca. Odnotujmy tylko, że nawet Jerzy Leopard – jeden z nielicznych urzędników organizacji, którzy w swych wypowiedziach na temat katolicyzmu z reguły unikają agresji – stwierdził: „Wiceprzewodniczący już tłumaczył, że nie chodzi mu o osoby, a o ideologię”. Gdy dziennikarka odparła: „Ale to ludzie poczuli się wykluczeni”, rozmówca powtórzył: „Wierzę, że wiceprzewodniczący Andrzejewicz nie miał takiej intencji”.

Tłumaczenia spod znaku „chodzi o ideologię, nie o ludzi” nie są rzadkością po stronie współczesnej ateistycznej lewicy. „Prawicowa zaraza” i „katolicka zaraza” to zręczne hasła: dzięki nim można najpierw otwarcie wyrażać pogardę i nienawiść do innych ludzi, a następnie – w razie potrzeby – wycofywać się w drugim lub trzecim kroku, żeby uniknąć konsekwencji. Marian Andrzejewicz nie jest w tym wcale jedyny. Wystarczy przypomnieć, że otwarcie sprzyjająca rządowi „Gazeta Międzynarodowa” wydrukowała tysiące naklejek z napisem „Strefa wolna od prawicy” i dopiero pod wpływem krytyki zaczęła dodawać wyraz „ideologii”, a poczytny publicysta Aleksander Z. Rafalski napisał: „Chcę powiedzieć mocno i wyraźnie: do Kościoła trzeba strzelać! Nie w sensie dosłownym, oczywiście – trzeba z nim walczyć, trzeba wiedzieć, że nie są to ludzie dobrej woli, ale nowi bolszewicy, nowi naziści, którzy chcą nas zniszczyć w imię swojego obłędnego ideolo”.

Tak właśnie wygląda sytuacja katoliczek i katolików – a w wielu kwestiach również osób identyfikujących się z prawicą – w Polsce w 2070 roku. Cóż więc dziwnego w tym, że na ulicach Krakowa nastąpiło obywatelskie zatrzymanie furgonetki, która na cały głos puszczała z megafonów hasła sugerujące znak równości między konserwatywnymi działaczami a obrońcami pedofilii? Czy naprawdę można to potępić, szczególnie gdy zakłócanie spokoju lub porządku publicznego podlega karze zgodnie z kodeksem wykroczeń?

PS. Jak pisze portal Halo Ursynów, jeden z zatrzymujących obrzucił kierowcę inwektywami, a sam został następnie zaatakowany w internecie przez hejterów. Jedno i drugie odrzucam. Pisząc o „lżeniu”, Sebastian Kaleta mógł mieć na myśli pierwszą z tych spraw. Nie zmienia to jednak wymowy mojego tekstu.


Tekst zainspirowany jest – oczywiście – wieloma prawdziwymi wydarzeniami i cytatami. Oto ich częściowa lista wraz z linkami.

1. Wypowiedź Grzegorza Brauna ze spotu wyborczego Krzysztofa Bosaka: „Po czym poznamy dobrego kandydata na urząd prezydenta Polski? Czy po tym, że karierę polityczną zbudował na swoich upodobaniach seksualnych?” (https://www.youtube.com/watch?v=w7CDyFsdC4k).

2. Dane o myślach i próbach samobójczych z amerykańskiego programu badawczego Youth Risk Behavior Surveillance System (https://www.facebook.com/StaszekKrawczykFanpage/posts/2330396143901715).

3. Prześladowanie katolickich duchownych i świeckich w Chinach po utworzeniu Chińskiej Republiki Ludowej, zwłaszcza w trakcie rewolucji kulturalnej: https://en.wikipedia.org/wiki/Catholic_Church_in_China#People’s_Republic_of_China, http://www.asianews.it/news-en/The-persecution-of-Catholics-during-the-Cultural-Revolution-37513.html.

4. Obrona pracownika Ikei, który sugerował potrzebę zabijania ludzi uprawiających seks z osobami tej samej płci (https://www.money.pl/gospodarka/ikea-zwalnia-pracownika-za-cytowanie-biblii-dotarlismy-do-pelnych-wpisow-z-wewnetrznego-forum-firmy-6397818732758657a.html), przez ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę (https://www.tvp.info/43261066/bylaby-to-rzecz-skandaliczna-ziobro-zleci-zbadanie-sprawy-pracownika-ikei), a także europosła elekta Joachima Brudzińskiego (https://www.radiomaryja.pl/informacje/tylko-u-nas-j-brudzinski-ikea-nie-moze-traktowac-polski-jak-swojego-folwarku/).

5. Wyroki więzienia dla przeciwników marszów równości w Białymstoku (https://www.tokfm.pl/Tokfm/7,103085,25775771,bialystok-kara-wiezienia-za-napasc-w-czasie-marszu-rownosci.html) i Lublinie (https://kurierlubelski.pl/przyniesli-urzadzenia-wybuchowe-na-marsz-rownosci-w-lublinie-mlode-malzenstwo-uslyszalo-wyrok/ar/c1-14803550).

6. Klasyczna wypowiedź abp. Marka Jędraszewskiego o osobach nieheteronormatywnych oraz ideach ruchów LGBT+ (https://tvn24.pl/polska/arcybiskup-marek-jedraszewski-teczowa-zaraza-zamiast-czerwonej-ra957818-2308295) oraz jej obrona w wykonaniu Jarosława Kaczyńskiego (https://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/605382,kaczynski-abp-jedraszewski-lgbt-wybory.html), Andrzeja Dudy (https://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/artykuly/604231,abp-jedraszewski-teczowa-zaraza-prezydent-kazanie-powstanie-warszawskie.html), abp. Stanisława Gądeckiego (https://twitter.com/episkopatnews/status/1163155584780083200) i znaczącej części pozostałych polskich biskupów (https://oko.press/ktos-w-kosciele-nie-poparl-abp-jedraszewskiego/).

7. Publikacja tekstu Rafała A. Ziemkiewicza w portalu Interia.pl (https://www.wirtualnemedia.pl/artykul/interia-zerwala-wspolprace-z-rafalem-ziemkiewiczem-i-usunela-jego-tekst-o-strzelaniu-do-lgbt; tekst został potem usunięty przez redakcję). *
Uwagi końcowe na wszelki wypadek: nie twierdzę, że jeśli ktoś jest katolikiem, to automatycznie dobrze mu się żyje. Nie uważam, że katoliczki, prawicowcy i osoby LGBT+ to zbiory rozłączne. Nie mam do nikogo pretensji za sam fakt wyznawania rzymskiego katolicyzmu. Mówię jedynie tyle: bycie katolikiem (katoliczką) jest jednym z wielu czynników ułatwiających w Polsce życie, bycie osobą LGBT+ jest jednym z czynników utrudniających. Owszem, zamożny homoseksualny niewierzący w Warszawie może mieć lepiej niż uboga heteroseksualna katoliczka w Radomiu; nie zmienia to jednak powyższej zasady.


Tekst pierwotnie ukazał się na blogu: https://stanislawkrawczyk.blogspot.com/2020/04/jak-wygladaaby-polska-gdyby-katolicy.html