Język zmiany

Kobieta ubrana w same spodnie, z dużą czerwoną błyskawicą na piersiach i brzuchu trzyma czerwony transpoarent "Tak wygląda demokracja" i flagę lgbt
Zdjęcie: Przemysław Stefaniak z Facebooka OSK

Nie byłoby sukcesu Strajku Kobiet gdyby nie jego psychologiczny aspekt. Od teraz to lewicowo-liberalna strona, czyli ta, która wcześniej miała opory do używania języka ostrego i bezpośredniego, uczyniła z języka przeciwników swój oręż.

Wróćmy na chwilę do 2016 r. Prawo i Sprawiedliwość z impetem zaczyna swoje rządy. Zdobywa ogromne poparcie społeczne dzięki programom socjalnym. Przejmuje Trybunał Konstytucyjny, wcześniej media publiczne. Już 12 listopada 2015 r. ustępująca z urzędu Ewa Kopacz ostrzegała, że PiS zamachnie się na prawa kobiet. Na realizację tego ostrzeżenia nie musieliśmy czekać długo.  We wrześniu 2016 r. PiS skierowało do dalszych prac projekt „Stop Aborcji” natomiast odrzuciło liberalizujący prawo aborcyjne projekt „Ratujmy Kobiety”.

3 października 2016 r. w całej Polsce odbył się po raz pierwszy masowy protest przeciwko zaostrzaniu prawa aborcyjnego. Jego zasięg i skala były tak wielkie, że Prawo i Sprawiedliwość pod wpływem społecznego nacisku wycofało się z projektu firmowanego przez Kaję Godek.

Od tego czasu minęły cztery lata. Przez ten czas rządzący lawirowali między  tzw. „prawem do życia”, a tzw. „kompromisem”. Lobbing Kościoła i prawicy nacjonalistycznej sprawił, że PiS postanowił do projektu powrócić. Aby uniknąć społecznych kosztów tej niepopularnej decyzji, tę operację przerzucono na Trybunał Konstytucyjny.

Decyzja TK likwidująca jedną z przesłanek wypracowanych w 1993 r. wywołała falę społecznego gniewu. Same protesty podobnie jak protesty po śmierci George’a Floyda stały się emanacją antyrządowych nastrojów, szczególnie widocznych wśród młodych ludzi.

Rzecz o języku.

Kalendarium jakie przywołałem w pierwszej części tekstu ma naświetlić zmianę. Zmianę języka. Dojrzewanie do tej zmiany dzięki rządom PiS. Uważam, że siła protestów oraz paliwo, na którym te protesty wciąż jadą leży w jego języku. Wulgarnym, radykalnym, ale przekonywującym.

Pamiętamy, gdy w 2015 r. to prawica mówiła „wypierdalać” do uchodźców, „jebać Żydów” etc. Łacina podwórkowa towarzyszyła każdemu Świętu Niepodległości. Pamiętamy, że zawsze to strona, która dzisiaj w sporze politycznym znajduje się w opozycji, starała się używać grzecznego wręcz akademickiego języka do określania swoich przeciwników i nazywania rzeczywistości. Coś się jednak w nas zmieniło. Przeciwnik stał się wrogiem, a opozycja wyłączyła hamulce, które jej prawicowi oponenci wyłączyli już dawno.

Początki rządów PiS to mówienie o wartościach. Konstytucji, Unii Europejskiej, demokracji. Oderwane od codziennych potrzeb. Często wyśmiane jak rzucone przez Grzegorza Schetynę hasło „totalna opozycja”.

W 2020 r. język jest czymś innym. Język stał się prosty. Ludowy. Podwórkowy. Rynsztykowy. Wiadomo kto jest zły – „jebać PiS”. Hasła głoszone na protestach też stały się bardziej swojskie. Nie mówi się już o abstrakcyjnej obronie Konstytucji, ale krzyczy się „nie idziemy do roboty”, „blokujemy”, „żądamy dymisji”, „zdejmuj mundur, przeproś matkę”. Cała ta konstrukcja, której przewodzi Marta Lempart oparta jest na zrozumiałych dla społeczeństwa czasownikach. Hasła mają wyzwolić gniew, wzbudzić poczucie wstydu, dać opór złej władzy.  W tej strukturze doskonale czują się młodzi ludzie, którzy w niepewnych czasach chętniej podlani złością i ograniczaniem im wolności biorą udział w demonstracjach. Oliwy do ognia dolewają zatrzymania, używanie pałek, bójki z policjantami. Starsi czują, że wrócili do PRLu, młodsi mogą poczuć na własnej skórze lekcję historii. COVID obnażył słabość i ukazał chaotyczność rządu. Władza z jednej strony nie wprowadza stanu wyjątkowego, bo zgodnie z ustawą o wyrównywaniu strat majątkowych mogłaby zostać zobowiązana do wypłat rekompensat (opinie prawników są w tym temacie podzielone), a z drugiej strony nie wie jak zatrzymać demonstrantów.

Jest spora grupa osób, która czuje się oburzona przekleństwami. Mam nadzieję, że tak samo czuliście się oburzeni gdy takie hasła pojawiły się w Polsce na ulicach 11 XI jeszcze przed 2015 rokiem, a ówczesna opozycja (tak samo jak dzisiejsza) dawała temu ciche przyzwolenie. Jeśli wtedy można było użyć tego do przejęcia władzy to dlaczego dzisiejsza opozycja miałby nie być beneficjentem społecznego gniewu? Jedno jest pewne. Ci, którzy się nie bali, zaczęli się bać. Ci, którzy wierzyli w świętości – zaczęli w nie wątpić. Ci, którym się wydało, że mogą czuć się bezkarni, poczuli oddech na plecach. PiS ma pałki teleskopowe, a opozycja ma pałkę językową. To jest ogromna wygrana naszego społeczeństwa niezależnie od dalszych losów ulicznych protestów. Zmiana zaczyna się od języka. Przekroczono Rubikon.