Koloratka immunitetem, czyli recenzja filmu „Zabawa w chowanego”

Zdjęcie: Twitter / @RememberShoes

Kolejna produkcja braci Sekielskich. Drugi film, który dotyczy przestępstw pedofilskich w polskim Kościele, a także mechanizmu ukrywania i przenoszenia księży.

Oglądając film, poznacie historię duchownego, Arkadiusza Hajdasza, który przez lata spotykanym przez siebie dzieciom urządzał piekło. Możemy dowiedzieć się od jego dwóch ofiar, że przychodził do ich domu, zamykał się w pokoju (oczywiście osobno), dotykał po kroczu, całował.

Zauważamy tu zdarzenia, które są „podstawą” działań zmierzających do skrzywdzenia dziecka: kupowanie prezentów, wspólne rozmowy, spędzenie czasu, zbliżanie się do rodziny i budowanie sobie zaufania, autorytetu i funkcji „przyjaciela domu”. Do molestowań dochodziło podczas wspólnej gry na gitarze, podczas gdy…za ścianą byli rodzice. Jak mówi jeden ze skrzywdzonych mężczyzn, ksiądz „był perfekcyjny w tym, co robił”. Warty uwagi jest fakt, że oboje byli z rodziny wielodzietnej, mieszkającej w parafialnym domu, a gdyby coś poszło nie po myśli księdza, ojciec pracujący jako organista mógłby stracić pracę, która była bardzo potrzebna, ze względu na ciężko chorego synka.
Kolejnym „bohaterem” filmu Sekielskich jest Edward Janiak. Dawniej był biskupem pomocniczym wrocławskim (1996-2012), obecnie jest biskupem kaliskim. Janiak był osobą, która koordynowała przeniesienie do Bydgoszczy wrocławskiego księdza Pawła Kanii.
W 2005 roku, kiedy był wikariuszem we wrocławskiej parafii św. Ducha, proponował trzem chłopcom po sto złotych za seks. Następnie w jego komputerze policja znalazła pornografię dziecięcą i zatrzymała go na 48 godzin. Wtedy jednak poręczyły za niego wrocławskie osobistości kościelne, bp Marian Gołębiewski oraz Henryk Gulbinowicz.

Ponowne milczenie Kościoła z pewnością mu się nie przysłuży. Owszem, najbardziej zagorzali katolicy mogą uznać ten film za kolejny atak na ich religię. Trudno przypuszczać, by jakikolwiek biskup, choćby sam Janiak poniósł realne konsekwencje tego, że rozłożył parasol ochronny nad drapieżcą seksualnym, który mimo przeniesienia dalej krzywdził dzieci.

Hierarchowie kościelni nie byli skorzy do wyjaśnień rok temu, nie będą i dziś. Prymas Wojciech Polak dziś odegrał taki sam teatrzyk jak po pierwszym filmie: kajał się przed kamerami i mówił, że nie ma miejsca na takie zdarzenia w Kościele. Jednak tak jak po „Tylko nie mów nikomu”, skończyło się na słowach. Prymas, zamiast powiadamiać organy ściągania, składa pismo do Watykanu. Swoi będą sądzić swoich.

Kolejną patologią, która jest ukazywana w filmie, to sytuacja, w której bezpośredni nadzór nad postępowaniami dotyczącymi księży pedofilów sprawuje Prokuratura Krajowa. Nieprawdopodobne wydaje się, że pokazany w filmie biskup ma wgląd do akt sprawy dot. księdza pedofila w czasie trwania śledztwa? Zdziwicie się.

Czy „Zabawa w chowanego” mną wstrząsnęła? Tak. Czy „Zabawa w chowanego” mnie zaskoczyła? Nie. Kościół od lat przyzwyczaja do bierności w działaniach zapobiegających unikaniu odpowiedzialności przez osoby duchowne. Mnie jako wrocławianina szczególnie boli fakt, że ludzie tworzący „kościelną śmietankę” w mieście, w którym mieszkam, brali udział w haniebnym procederze przenoszenia księdza, który popełniał przestępstwa z pedofilskie. Produkcja braci Sekielskich to kolejne przypomnienie nam o tym, że im częściej będziemy naciskać, podnosić ten temat, postawimy odpowiedzialnych za to wszystko pod ścianą, a wtedy oni poniosą konsekwencje swoich działań