Konserwatywni politycy niszczą polską rodzinę

Zdjęcie posła Pięty (z Prawa i Sprawiedliwości) przerobione w formie mema na "breaking news". Sam parlamentarzysta jest mężczyzną w średni wieku, ma krótkie, białawe włosy, prostokątne okulary i zielone oczy. Patrzy w obiektyw; usta zasłania pasek z napisem: "Popil, poruhal, a smutny" (nawiązanie do dowcipu o trzech czeskich hokeistach). Mniejszy pase głosi: "katolicky poslanec s Polska zrazil żenu".

„Degeneraci, dewianci, zboczeńcy i pedofile chcą zniszczyć rodzinę, religię i podważyć prawo naturalne. Nie uda się!” – deklarował prawicowy polityk. A jednak się udało. Prawda o konserwatywnym, katolickim pośle Stanisławie Pięcie z Prawa i Sprawiedliwości ujrzała światło dzienne w maju 2018 roku za sprawą jego ekskochanki. 


„Propagowanie dewiacji będzie karalne”

Zwolennik „normalnej rodziny” zaczął swoją krucjatę przeciwko „zboczeńcom” w roku 2009. Uskarżał się wówczas na planowaną w Muzeum Narodowym wystawę Ars Homo Erotica. Ekspozycja dzieł sztuki homoerotycznej stała się materią na tyle poważną, że debatowano nad nią w Sejmie. Poseł Pięta wystosował wtedy interpelację do ówczesnego ministra kultury, w którym utyskiwał: „Dlaczego pan profesor Piotrowski, dyrektor Muzeum Narodowego, ogranicza się tylko do »dzieł« odnoszących się do homoseksualizmu, dlaczego chce dyskryminować twórczość nekrofilów, pedofilów i zoofilów? Homoseksualizm jest dewiacją podobną do każdej z powyższych”. Słowa polityka spotkały się z uzasadnioną niechęcią środowisk homoseksualnych, a on sam wobec ich domniemanej „agresji” odgrażał się  podjęciem kroków prawnych

Cztery lata później emocje posła Pięty zostały wystawione na próbę, gdy z okazji dnia walki z homofobią Parlament Europejski opublikował raport na temat prześladowania mniejszości seksualnych w Europie. „Degeneraci, dewianci, zboczeńcy i pedofile chcą zniszczyć religię, rodzinę i podważyć prawo naturalne. Nie uda się!” – perorował wówczas na Twitterze. W sierpniu tego samego roku w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” poseł-ekspert od dewiacji tak mówił o homoseksualizmie: „to wybryk natury, zaburzenie w ukierunkowaniu popędu seksualnego, a nie stan normalny”, zaś we wprowadzeniu instytucji związków partnerskich upatrywał się widma „osłabienia rodziny i degradacji narodu”. Zapytany zaś o fundusz kościelny stwierdził, że „Państwo Polskie jest dzisiaj paserem względem Kościoła”.

Trzy dni przed wigilią Bożego Narodzenia roku 2013 poseł Pięta w oczekiwaniu na nadejście małego Jezuska poczuł się zmuszony zająć stanowisko odnośnie kwestii dożywotniego wymiaru kary, która groziłaby w Ugandzie za kontakty homoseksualne. Owładnięty przedświąteczną atmosferą z afirmacją wyraził się o zmianach w ugandyjskim prawie. „Niby dzicy ludzie, a wiedzą, że nie należy obrażać praw natury. Byle tylko skazanych nie trzymali w celach wieloosobowych” – napisał na Twitterze. 

W wywiadzie udzielonym dla katowickiego wydania „Gazety Wyborczej” w lutym 2016 roku twierdził, jakoby homoseksualizm był „zaburzeniem w ukierunkowaniu popędu seksualnego”. Zarzekał się również, że „żadnemu homoseksualiście nie dzieje się w Polsce krzywda”, co – rzecz jasna – raz za razem okazywało się nieprawdą. W tym samym roku, w przededniu święta Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny wieszczył, że związki partnerskie i małżeństwa jednopłciowe nigdy nie będą w Polsce legalne, a za „nawoływanie do aborcji, eutanazji i propagowanie dewiacji” będzie przewidziana kara.


Luty 2018

To właśnie wtedy Pięta miał porzucić kochankę. Twitter już poszerzył limit znaków we wpisach, z czego ochoczo korzysta polski poseł. W odpowiedzi na zamieszczony przez Bartosza Węglarczyka link do artykułu z „New York Timesa” o nacjonalizmie polskiej wsi Pięta wróżył zgubę europejskiemu kontynentowi, zaś Polsce – rolę mesjasza narodów: „Wartości Europy zagrażają sobie samoistnie: brak religii, kultury, tożsamości, odpowiedzialności i sensu istnienia oraz brak rodziny, małżeństw i dzieci. Neomarksistowska Europa obumiera a Polska ze swoim uniwersalnym, jagiellońskim przesłaniem jest jej ostatnią cywilizacyjną nadzieją”.


Maj 2018

Media obiega wiadomość o romansie obrońcy „tradycyjnych wartości” z kilkanaście lat młodszą Izabelą Pek. Prawicowy polityk miał zdradzać żonę i matkę swojej 8-letniej córki z zapoznaną na miesięcznicy smoleńskiej fotomodelką. Na opublikowanych przez „Fakt” zrzutach ekranu ich rozmów, czytamy słowa fascynacji, które polityk kierował pod adres Izabeli: „Każde miejsce jest rewelacyjne, jeśli można zaszyć się tam razem z Tobą”, „Ty o nic nie martw się. Nic nie zmieni mojego stosunku do Ciebie, chyba że okażesz się agentem PO, FSB, członkiem sekty kanibali-satanistów. Wszystko inne, choćby nie wiem co to było, nie robi na mnie żadnego wrażenia”. Izabela, używająca wówczas imienia Joanna, zwierzała się „Faktowi” z planów potomstwa, które snuł jej kochanek: „Wiesz, chciałbym gładzić cię po ciążowym brzuchu. Jesteś idealnie zbudowana, nie będziesz mocno cierpieć i możesz urodzić 6 dzieci”. Pragnienie gromadki dzieci miało być też powodem, dla którego polityk rozważał odejście od żony. W ogóle nie chciałam żadnego romansu! Już po miesiącu chciał mnie przenocować, ale odmówiłam – twierdziła Pek – Powtarzał mi jednak, że z żoną jest tylko dla dziecka, że nic ich nie łączy, że od dawna planuje się z nią rozstać, bo ona nie chciała mieć więcej dzieci, a on chce. Kobieta utrzymywała ponadto, że Stanisław Pięta chciał jej załatwić posadę w PKN Orlen. Romans trwał niespełna rok. Według relacji kobiety poseł porzucił ją 9 lutego. „Córka w pewnym wieku potrzebuje ojca” – stwierdził wówczas członek PiS-u. 

Źródło: Fakt. 1, 2.


Grudzień 2018

Powodowana resentymentami porzucona kochanka dała upust swoim żalom na Twitterze. Izabela Pek późną nocą podzieliła się kolejnym screenami z jej messengera, zachęcając innych użytkowników do ich zapisywania. W zrzutach ekranu widzimy, jak poseł Prawa i Sprawiedliwości rozczula się nad wdziękami kochanki, wróżąc jej, że będzie dobrym materiałem na żonę i matkę. Rozkochany polityk zapewnia onieśmieloną dziewczynę o swoim wsparciu i obecności: „Chcę Cię poznać. Cokolwiek stało się kiedyś, dzisiaj jest już inny czas i świat. Patrzysz przed siebie, a ja trzymam Cię za rękę”. Nie szczędził jej również komplementów, a spośród największych walorów kochanki poseł-cudzołożnik wymienił jej prawicowość i talent. Zachwalał również jej zdjęcia. W jednej z rozmów Izabela żali się amantowi, że mężczyźni, „którzy poruszają jej duszę lub łechtaczkę”, są już zajęci. Jak przystało na prawdziwego tradycjonalistę, Pięta chciał wychować kochankę w karności i zezwalał na przeklinanie tylko wtedy, gdy są sam na sam.

Z rozmów wynika ponadto, że Pięta starał się obsadzić Pek w kancelarii prezydenta Dudy. 

Z Tobą, z naszymi rozmowami, wspomnieniami jestem w innym wymiarze.
Jesteś piękna, delikatna, zmysłowa, interesująca, ciepła, nie musisz być wulgarna i między nami mówiąc, nie jesteś, to nie pasuje do Ciebie. To dodaje Ci uroku, ale tylko, gdy jesteśmy sami. Wtedy to ma sens.
Jesteś esencją kobiecości, więc delikatność jest immanentną cechą, której nie dasz rady wyzbyć się.
Dobra, wrażliwa, oddana, lojalna, uczuciowa, bez zachamowań
(sic!), ale w takim głębokim znaczeniu bliskości. Nic z wampira. Dobry materiał na żonę.
Podoba mi się Twoja dobroć, nieobliczona na korzyści. Twoja miłość do zwierząt, twoje zaangażowanie w AD, Twoja szczerość, otwartość, bezpośredniość, Twoje zdjęcia, nawet to, że klniesz.
Uważam Cię za bardzo wartościową osobę. Sam potrzebuję Twojej pomocy. Żyję tak naprawdę w samotności, chociaż otoczony setkami spraw i ludzi. Podoba mi się Twoje zaangażowanie, wrażliwość, pomoc zwierzętom, rozumienie marketingu i wiele innych spraw… Cała podobasz mi się bardzo. I bardzo mi Ciebie brakuje.

Screenshot. Twitter


Rodzina

Parodia posła Pięty stoi przed kamerą. Prosty rysunek satyryczny. "Czy pan poseł miał romans?", "Dla mnie, obrońcy tradycyjnych wartości, rodzina jest tak wielką wartością, że chciałem mieć aż dwie."

Stanisław Pięta nie jest jedynym członkiem PiS-u, którego rodzinne i chrześcijańskie wartości mógł poznać cały kraj. W styczniu ubiegłego roku bydgoski radny Rafał Piasecki oburzał się wizytą Roberta Biedronia w jednym z tamtejszych empików przy okazji promocji swojej książki. Gejom mówię stanowcze NIE, NIE, NIE! – bulwersował się na Facebooku – Nie życzę sobie demoralizowania moich dzieci poprzez publiczne lobbowanie Waszego „chorego” w mojej ocenie stanu umysłu! Dodał, że w jego przekonaniu „w relacjach seksualnych jedynie małżeństwo jako związek mężczyzny i kobiety umożliwia pełne symboliczne oddanie podwójnego zamysłu BOGA: przymierza miłości i zdolności do współtworzenia nowego życia, przez co rodziny”, natomiast orientację homoseksualną sklasyfikował jako „zboczenie” i „patologię”. 

Trzy miesiące później media doniosły, jak wygląda realizacja „przymierza miłości” w wydaniu radnego. W kwietniu żona Piaseckiego opublikowała nagranie z awantury domowej. Dowiadujemy się z niego, jak polityk zareagował na fakt, że kobieta zapomniała zabrać podarowany jej przez niego kwiatek. Radny nazywa ją „pierdoloną szmatą”, „jebanym chujem”, „pedałem”, „skończonym debilem”, „cwelem jebanym w dupę”, „frajerem”, „nic niewartym zerem”, „gównojadem”, „dziwkojadem”, „dziwką”, „tępym dzwonem”, „skończonym idiotą”, „jebanym dwulicowcem”. Obwinią ją, że zrobiła z jego życia przekleństwo i że ją „zakurwi”, „wyjebie jej w ryj”, że „jest jebnięta w dekiel” i „tępa jak kamień”. Ponadto życzy jej, żeby każdy następny traktował ją sto razy gorzej. Na nagraniu słyszymy odgłosy uderzania, podduszania oraz płacz kobiety. 

„Przymierze miłości” Piaseckiego miało trwać 11 lat – tak długo, według Karoliny Piaseckiej, ciągnęła się jej gehenna u boku męża-tradycjonalisty i chrześcijanina. Kobieta w sądzie zeznała, że musiała spać na dywanie oraz była bita szmatą po twarzy. Piasecki domagał się również codziennego seksu oraz chodzenia półnago po domu. Za znęcanie się nad żoną grozi mu do pięciu lat pozbawienia wolności.

O kolejnych posłach-erotomanach przypomniała Wirtualna Polska przy okazji jubileuszu Radia Maryja, który miał miejsce 1 grudnia na toruńskiej arenie. Razem z ojcem dyrektorem i katolickimi purpuratami świętowali oficjele Prawa i Sprawiedliwości wraz ze swoim anturażem. Znaleźli się tam między innymi Łukasz Zbonikowski i Waldemar Bonkowski. Na zdjęciu widać, jak czule tworzą łańcuch rąk z partyjnymi kolegami. Co ich łączy? Obydwaj, według relacji ich żon, mieli wdać się w romans z kobietami z bliskiego PiS-owi środowiska. Ten pierwszy – mówiła w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” Monika Zbonikowska – miał romansować ze swoją asystentką. Podzieliła się również znalezionym w jego rzeczach „przepisem na żonę”. Wedle wymogów polityka idealna kandydatka „ma być ładna, żeby seks nie był przymusem. Niewysoka, z płaską głową, żeby można było na niej postawić szklankę z piwem. Do tego posłuszna, inteligentna i w miarę majętna. Powinna być katoliczką – by wiedziała, gdzie jej miejsce. Dobrze, aby była naiwna, bo uwierzy w co trzeba” – zdradziła „Gazecie Wyborczej” kobieta. Zbonikowski – jak twierdzi żona – obrażał ją i poniżał. Ten niecodzienny sposób okazywania miłości łączył z pielgrzymkami i imprezami Radia Maryja. Kosztowało go to nawet kilka mszy w intencji małżeństwa. Drugi z mężczyzn miał zaś stosować przemoc wobec żony, a także straszyć ją szpitalem i flirtować z uczestniczką smoleńskich miesięcznic – mówiła „Dużemu Formatowi” Hanna Bonkowska.

Członkowie PiS-u to nie jedyni konserwatywni politycy, których wątpliwej jakości troskę o dobro rodziny mogliśmy poznać. Były przewodniczący pewnej nowoczesnej partii, Ryszard Petru, sugerował kiedyś, że homoseksualiści nie muszą „obnosić się” ze swoją orientacją. Nie przeszkadzało mu to jednak w obnoszeniu się ze swoją kochanką Joanną Schmidt na wspólnych wakacjach na Maderze, kiedy to był jeszcze w związku małżeńskim z Małgorzatą Petru.

W polskim krajobrazie rozwiązłych polityków i damskich bokserów brakuje nadal wątku zdrady z drugim mężczyzną. W Ameryce takim przykładem była historia Wesa Goodmana, konserwatywnego republikanina stanu Ohio. „Rzeczpospolita” przywołuje treść strony internetowej, na której napisał, że „Ideały mówiące o tym, że kochający ojciec i matka powinni pozostawać w naturalnym związku małżeńskim, są warte wcielania i chronienia”. Kariera polityka skończyła się, gdy przyłapano go na seksie z innym mężczyzną w jego biurze. Ale to nie jedyny taki przypadek. „Newsweek” przypomina historię Glenna Millera, szefa Ku Klux Klanu, nakrytego na współżyciu z Afroamerykaninem, a także konserwatywnego senatora Roya Ashburna, przeciwnika praw gejów, który później sam wyznał swoją homoseksualną orientację. Larry Craig, republikanin z Idaho i wróg LGBT, pisze gazeta, proponował policjantowi seks w łazience oraz podaje przypadek Nicky’ego Crane’a, brytyjskiego neofaszysty z Blood and Honour, który w krótkim czasie po ujawnieniu swojej orientacji zmarł z powodu AIDS.

Źródła: gazeta.pl, Newsweek, Fakt, wp.pl, pomorska.pl, Express Bydgoski