Lewicę raczył nam zwrócić Pan

woman in black jacket holding green banner
Zdjęcie: Mika Baumeister

Silna, rozbudowana i wyrazista tożsamościowo lewica musi zostać zbudowana oddolnie: poprzez ruchy lokatorskie i miejskie, poprzez kluby dyskusyjne, stowarzyszenia, safespace-y dla osób LGBT+, kampanie społeczne, poprzez nieustanne trzymanie ręki na pulsie tam, gdzie jest to potrzebne.

Gdyby statystycznemu Polakowi kazać porównać rok 2020 z rokiem bieżącym, raczej nie wskazałby większych różnic. Covid odebrał naszej codzienności wigor; większość z nas zamknął w domach, w maseczkach i reżimie sanitarnym. Rozdzielił nas od naszych przyjaciół i rozrywek przeżywanych w większych zbiorowościach.

Gdyby jednak spytać jak 2021 wypada na tle swojego poprzednika wyborcę i uważnego obserwatora polskiej lewicy – z pewnością zauważyłby dużą zmianę w retoryce przedstawicieli swojej opcji politycznej. Rok 2020 był w Polsce rokiem przewlekłej wojny kulturowej. Kiedy szok związany z początkiem lockdowu opadł, uwaga opinii publicznej zwróciła się ku Karcie Rodziny, homofobicznym dokumencie przedstawionym samorządom przez Prezydenta Andrzeja Dudę. Był to zapalnik, który dopiero rozpoczynał burzę mającą toczyć się przez wiele miesięcy. Jacek Żalek mówiący w Faktach po Faktach, że „LGBT to nie ludzie”, oparta na filarach wojny o postrzeganie tego skrótu kampania prezydencka, zamieszanie związane z wyborem Przemysława Czarnka na Ministra Edukacji. Oraz – w końcu – 22 października i prawdziwe, społeczne tornado, które wybuchło w związku z ograniczającym dostęp do aborcji wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego. Krótko mówiąc, nie tylko polską lewicę, ale wręcz całą progresywnie zorientowaną Polskę połączyło osiem gwiazdek, a ów głośny karnawał wkurwienia wiązał się z chęcią obrony tych, którzy wykluczeni są z powodów innych niż ekonomiczne.

Nie jestem przesądny i nie wierzę w przełomowość poszczególnych dat. Trzeba jednak przyznać, że wraz z końcem tego znienawidzonego przez świat roku, społeczny dyskurs, zwłaszcza na lewej stronie, zaczął się powoli … zmieniać. Jeszcze w grudniu do księgarni wkroczyła „Ludowa historia Polski” Adama Leszczyńskiego. Książka okazała się niespodziewanym bestsellerem i urosła do rangi wydarzenia, które na nowo obudziło debatę na temat tak czytankowo zazwyczaj przedstawianych dziejów naszego kraju – zwłaszcza w kontekście pańszczyzny. Po lutowej Konwencji Lewicy i „aferze mieszkaniowej” wywołanej pogardliwym wpisem Sławomira Mentzena na temat młodych ludzi, których nie stać na mieszkanie, wybuchła debata na temat tego, jak pojmujemy życiową zaradność. Okrągła, dziesiąta rocznica zamordowania Jolanty Brzeskiej (i blokowana początkowo przez Platformę Obywatelską uchwała o jej upamiętnieniu!) na nowo rozdrapała rany ofiar warszawskiej reprywatyzacji. To wszystko, wraz z wrakiem charakterystycznych dla poprzedniego roku wojen (nie licząc wewnętrznych tarć w Razem w związku z wypowiedziami Urszuli Kuczyńskiej) – były to jedynie zapowiedzi tego, co miało nadejść później, wraz z kandydaturą Piotra Ikonowicza na Rzecznika Praw Obywatelskich. Drogę do urzędu legendzie polskiej lewicy zablokowały głosy polskich liberałów, z którymi jeszcze nie tak dawno ta walczyła w jednym szeregu. Samo nagłośnienie tej kandydatury na nowo wywołało jednak olbrzymią falę entuzjazmu; na tyle dużą, że wyszedł on poza ramy polskiej lewicy i na nowo rozbudził w Polsce pojęcie martwe od 1989 – prawa socjalne.

Kiedy piszę te słowa, jest godzina 22:51, 4 maja 2021. Niecałe trzy godziny temu Sejm przyjął Krajowy Plan Odbudowy (EFO red.) w kształcie ustalonym wspólnie przez PiS i Lewicę. O tym, czy takie zakulisowe porozumienie z autorytarną władzą było z perspektywy Lewicy słuszne – nad tym można debatować długo. Abstrahując od oburzenia obozu neoliberalnego, i z lewa nie brak opinii, że parlamentarna Lewica mogła ugrać zwyczajnie więcej, ewentualnie przystąpić do wspólnych rozmów zresztą proeuropejskiej opozycji. I o ile różnić się możemy w kwestii oceny okoliczności przyjęcia KPO, tak wszyscy chyba zgodzimy się, że dla Lewicy jest to akt symboliczny. Właśnie w tym momencie nastąpiło bowiem przecięcie pępowiny z obozem liberalnym, które od kilku miesięcy wisiało w powietrzu. Czy to dobrze?

Nie ukrywam, że mnie osobiście ta zmiana retoryki cieszy. Przesunięcie się hegemona kulturowego na bok to szansa na to, aby pokazać, że lewica jest dla wszystkich; że całkowicie szczerze zależy jej na interesach tych, którzy często najbardziej się jej boją. To szansa na zbudowanie (czy raczej – ujawnienie) własnej tożsamości, która przez niemal trzydzieści lat III Rzeczpospolitej pozostawała głęboko ukryta i niedostępna dla mainstreamu.

Moim marzeniem jest jednak lewica, która nie będzie musiała wybierać między jednym a drugim; która w stopniu proporcjonalnym będzie walczyła z k a ż d ą formą wykluczenia, niezależnie czy ma on podtekst ekonomiczny, czy kulturowy. Wszystkie formy dyskryminacji wywodzą się bowiem z jednego korzenia – głęboko zakorzenionego, intersubiektywnego przekonania, zgodnie z którym jedni są po prostu lepsi i naturalnie bardziej wartościowi od innych. Niezależnie czy przeciwstawiamy sobie woźnego w szkole i dyrektora banku, transpłciowego nastolatka i gnębiących go szkolnych oprychów czy nastolatkę w ciąży i mężczyzn, którzy zabronili jej dokonać zabiegu aborcji – psychologiczny mechanizm uścisku jest dokładnie ten sam.

By go przezwyciężyć, musimy wyjść jednak ponad teoretyczne okołoparlamentarne dywagacje. Zastanawianie się, czy iść z PiSem przeciw liberalizmowi, czy z liberałami na pohybel PiSu – to bezcelowe. Silna, rozbudowana i wyrazista tożsamościowo lewica musi zostać zbudowana oddolnie: poprzez ruchy lokatorskie i miejskie, poprzez kluby dyskusyjne, stowarzyszenia, safespace-y dla osób LGBT+, kampanie społeczne, poprzez nieustanne trzymanie ręki na pulsie tam, gdzie jest to potrzebne. A także – poprzez zainwestowanie wreszcie we własne, silne środki przekazu – które choć odrobinę mogłyby wznieść się ponad konflikt mediów neoliberalnych i prorządowych. Koncepcja Piotra Ikonowicza jako społecznego – a nie wyznaczonego odgórnie – RPO, to świetny przykład takiego oddolnego zaangażowania. Ostatni konflikt z obozem liberalnym tylko ułatwi podjęcie dalszych kroków w tym kierunku. Czy uda się wykorzystać tę szansę na zbudowanie potężnego społecznego ruchu?