Najpierw przeprosiny, potem rozmowa – świetny ruch Roberta Biedronia.

Prezydent Andrzej Duda zaprosił do Pałacu Prezydenckiego Helenę Biedroń wraz z synem w reakcji na jej dramatyczne wystąpienie wraz z innymi matkami osób LGBT+. Kandydat na Prezydenta RP jasno jednak stwierdził, że jakakolwiek rozmowa musi zacząć się od przeprosin.

Zdaniem wielu komentatorów ubiegający się kolejną kadencję Andrzej Duda przyłączył się do nagonki na osoby nieheteronormatywne w obliczu spadających notowań i konieczności zmobilizowania własnego elektoratu poprzez wskazanie mu wroga i siebie jako jedynego obrońcy przed nim. Chwilę później już ktoś ze sztabu kandydata PiS zorientował się jednak, że ten przeholował. Gniewny pomruk wydała z siebie również Ambasada USA w Polsce.

Nieco spanikowany Duda zmuszony został do ratowania sytuacji, stąd pomysł na zaproszenie do Pałacu Prezydenckiego dwóch aktywistów oraz Heleny Biedroń wraz z synem. Oboje jednak za warunek spotkania z prezydentem uznali uzyskanie od niego przeprosin. Uważam, że to za bardzo rozsądne i dobre posunięcie: nie można bowiem nad podłością i pogardą – a je ledwo kilka dni temu demonstrował podczas wiecu Andrzej Duda – przechodzić do porządku dziennego. Odmawianie komuś człowieczeństwa, nazywanie ideologią, to nie argument w dyskusji, lecz jej zerwanie. Prezydent Duda, jeśli naprawdę chce rozmowy, to musi najpierw przyznać, że zachował się niegodnie i po ludzku za to przeprosić. W przeciwnym wypadku ktokolwiek do jego pałacu się uda, może mieć podejrzenie, że zostanie wykorzystany do ocieplania wizerunku głowy państwa i pomocy w realizacji celów czysto politycznych faworyta rządzących. Na zewnątrz idzie również sygnał, że prezydent prawdopodobnie swoich słów wcale nie żałuje.

Ewentualne przeprosiny prezydenta Andrzeja Dudy to byłoby coś niezwykle odświeżającego dla debaty publicznej w Polsce. Śmiem jednak wątpić, że lokator Pałacu Prezydenckiego się na nie zdobędzie.