Nie ma się czego bać, czyli rzecz o osobach z niepełnosprawnościami. Część 1: Podejście

Grafika przedstawia cztery symbole osób z poszczególnymi niepełnosprawnościami: narządów ruchu, umysłowymi; osoby głuche oraz niewidome.
onedio.com

Zanim zaczniecie czytać dalsze akapity, spróbujcie odpowiedzieć sobie na pytanie: Jak zachowujecie lub zachowalibyście się, spotykając na Waszej drodze na przykład osobę niewidomą czy głuchą?

Wstęp

Muszę Wam wyznać, drodzy Czytelnicy, że pomysł na ten tekst, czy też, jak wierzę, cykl tekstów, dojrzewał w mojej głowie już od jakiegoś czasu. Ów pomysł, aby podzielić się z Wami tym, co dla mnie szczególnie ważne, a chyba wciąż zbyt rzadko podnoszone w przestrzeni publicznej, ma źródło w moich własnych doświadczeniach oraz licznych obserwacjach. I nawet teraz, gdy już wystukuję na klawiaturze komputera pierwsze słowa, wciąż zastanawiam się, jak przyjmiecie to moje pisanie. Po pierwsze myślę o tym, czy jakkolwiek Was ono zainteresuje. Nie wiem, czy zwróciło kiedyś Waszą uwagę, w jak nikłym stopniu tematyka zasygnalizowana w tytule tego tekstu poruszana jest w telewizji czy Internecie. Do świadomości wielu osób przebiła się ona niemal dwa lata temu, na 40 dni sejmowego protestu. Można było wówczas zaobserwować powszechne przejęcie sytuacją osób z niepełnosprawnościami, ale, jak należało się spodziewać, gdy wrzawa wokół protestu ucichła, temat znów został zapomniany i w debacie publicznej obecny jest jedynie szczątkowo. Oczywiście to nie jest tak, że osoby z niepełnosprawnościami są pozostawione same sobie — na ich rzecz działa szereg organizacji, zajmujących się realizacją różnych zadań. Pozwolę sobie jednak w tym miejscu zacytować ostatni tekst Magdaleny Kocejko. Autorka przypatruje się w nim co prawda respektowaniu praw człowieka mieszkańców Domu Pomocy Społecznej, w kontekście pandemii i nie tylko, lecz jej wnioski mają, jak sądzę, szerszy wymiar. Pisze między innymi: Prawa osób z niepełnosprawnościami, w tym prawa tych pozostających w instytucjach, umykają z radaru pozostałych organizacji sektora obywatelskiego. Często nawet tych, które na sztandarach mają prawa człowieka”. Czy zatem ta problematyka ma potencjał, by kogokolwiek zaciekawić i dać komuś do myślenia?

Po drugie zaś, mam nadzieję, że Was, drodzy Czytelnicy, nie zawiodę. Być może spodziewacie się tu bowiem pogłębionych refleksji nad takimi zagadnieniami, jak świadczenia pieniężne, opieka wytchnieniowa czy sytuacja osób z niepełnosprawnościami na rynku pracy (ten ostatni wątek zasygnalizował już zresztą w swoim tekście jeden z moich redakcyjnych kolegów — Hubert Znajomski). Przypuszczam, że podejmę się za jakiś czas analizy przynajmniej niektórych z tego rodzaju problemów. Sądzę jednak, że byłoby najlepiej, gdybym wyszła, wraz z Wami, od kwestii podstawowych. Otrzemy się zatem o savoir-vivre wobec osób z niepełnosprawnościami, postaram się również choćby pobieżnie nakreślić, jak wygląda życie takich, jak ja. Wydaje mi się bowiem, że zrozumienie przez społeczeństwo tego wszystkiego, o czym chciałabym Wam opowiedzieć, może być ważnym krokiem na drodze do poprawy jakości codziennego funkcjonowania nas — osób z niepełnosprawnościami. Na codzienność tę składa się bowiem szereg mniej lub bardziej znaczących sytuacji, w których mierzymy się z niezrozumieniem, złym traktowaniem, czy nawet z upokorzeniami. To są sprawy, których nie jest przecież w stanie naprawić żaden program polityczny, choćby były w nim zawarte najrozsądniejsze postulaty na rzecz osób z niepełnosprawnościami. To jest coś, o czym po prostu trzeba opowiadać i właśnie dlatego piszę niniejszy tekst. Sądzę jednak, że znaczna część kwestii, które zamierzam omówić, jest również istotna w kontekście politycznym. Stoję bowiem na stanowisku, iż dopiero uświadomienie sobie przez polityków i działaczy tych tak ważnych, choć właściwie podstawowych problemów, może umożliwić dalszą, mądrze prowadzoną debatę, dotyczącą wszelkich form wsparcia dla osób ze specjalnymi potrzebami. Poza tym jeśli polityk czy jakakolwiek inna występująca publicznie osoba weźmie sobie do serca to, czym zamierzam dzielić się w moich tekstach, będzie w stanie lepiej komunikować się z odbiorcami z niepełnosprawnością, jednocześnie minimalizując ryzyko potencjalnych niezręczności. A jeśli potrzebujecie jeszcze dodatkowej zachęty, by zabrać się za lekturę tego i kolejnych moich artykułów, mogę obiecać, że wzmianek o wypowiedziach i zachowaniach przedstawicieli wszystkich stron sceny politycznej również w nich nie zabraknie.

Niech podsumowaniem tego dość długiego, ale, jak mi się wydaje, potrzebnego wstępu, będzie konstatacja Magdaleny Kocejko z przytaczanego już artykułu. Autorka trafia w sedno, pisząc, że: „(…) o osobach z niepełnosprawnościami myśli i mówi się głównie w kategoriach najsłabszej, wymagającej opieki grupy”. Czy rzeczywiście należy nas postrzegać jedynie w takich kategoriach? Mam nadzieję, że udowodnię Wam, że takie spojrzenie jest znaczącym uproszczeniem.

Postanowiłam prezentować moje refleksje w odcinkach. Mam Wam bowiem do powiedzenia całkiem sporo, będę zatem dawkować emocje, a przy okazji taka forma powinna ułatwić Wam zapamiętanie tego, co chciałabym przekazać. Rozpocznę od podejścia do osób z niepełnosprawnościami. Zanim zaczniecie czytać dalsze akapity, spróbujcie więc odpowiedzieć sobie na pytanie: Jak zachowujecie lub zachowalibyście się, spotykając na Waszej drodze na przykład osobę niewidomą czy głuchą?

Jak do dzieci

No dobrze, miały być polityczne smaczki, zatem nic chyba nie szkodzi, by od nich rozpocząć. Cofnę się do wspominanego już sejmowego protestu. W czasie jego trwania padło z ust polityków wiele godnych krytyki słów. W tym miejscu przywołam jednak to, co powiedziała Barbara Chrobak z klubu Kukiz’15. Posłanka miała z pewnością dobre intencje — wraz ze swą klubową koleżanką Agnieszką Ścigaj zabrała bowiem uczestników protestu na spacer. Komentując to zdarzenie dla mediów powiedziała jednak, że „Dzieciaki potrzebują świeżego powietrza”. Przytoczę jeszcze inny, bardziej aktualny przykład. Czy pamiętacie jeszcze debatę przed majowymi wyborami, których nie było? Przyznam, że nie śledziłam jej zbyt dokładnie, jednak tuż po jej zakończeniu przestudiowałam relacje w mediach społecznościowych. Oprócz wielu innych kwestii, moją uwagę zwrócił tweet posłanki Izabeli Leszczyny, w którym sparafrazowała ona, jak się później okazało, niedokładnie, słowa ówczesnej kandydatki na prawdziwą prezydent. Z tweeta wynikało, że Małgorzata Kidawa-Błońska miała postawić pytanie: „Jak były potraktowane dzieci niepełnosprawne w Sejmie?”. Postanowiłam jednak zweryfikować, czy zabrzmiały rzeczywiście takie słowa. Okazało się, że nie, aczkolwiek nie zmienia to sedna problemu. Polityczka Platformy Obywatelskiej stwierdziła bowiem: „Pamiętamy protest rodziców dzieci niepełnosprawnych w sejmie”. Aby oddać sprawiedliwość wicemarszałkini muszę w tym miejscu dodać, że pierwotnie użyła ona słowa „osoby”, lecz, co znamienne, poprawiła je właśnie na „dzieci”.

Być może zastanawiacie się teraz, czego się właściwie czepiam. Tak, chodzi o wspomniane już słowo „dzieci”. Fakt faktem, nie wszystkie protestujące osoby z niepełnosprawnością były pełnoletnie, ale choćby chyba najbardziej rozpoznawalny Jakub miał wówczas na pewno ponad 20 lat. Nie zdziwię się, jeśli wśród czytelników znajdą się tacy, którzy nadal są zdania, że to właściwie tylko detal i że skoro mówi się o rodzicach osób z niepełnosprawnościami, to używanie w tym kontekście słowa „dzieci” jest czymś naturalnym. Tylko, że to nie jest wyjątkowy przypadek. Nie było moim celem zdyskredytowanie wspomnianych posłanek, ponieważ przykłady podobnych sformułowań można by mnożyć. Opisywana przeze mnie tendencja obecna jest zresztą, rzecz jasna, nie tylko w języku polityków. Mógłby tu paść argument, że każdy czasem chciałby cofnąć się do dzieciństwa, więc właściwie nie ma na co narzekać. Często spotykam się również z opinią, że świadczy to o przyjaznym, przepełnionym troską stosunku mówiących do osób z niepełnosprawnościami. Spróbujcie sobie jednak wyobrazić, jakbyście się czuli, gdyby wielu spotykanych przez Was ludzi nazywało Was dziećmi i jako dzieci postrzegało, oraz gdyby w mediach najczęściej używano w odniesieniu do Was wspominanego słowa. Jest to przejaw niepoważnego traktowania osób z niepełnosprawnościami. Na sytuację tę składa się również częstsze, niż zazwyczaj, używanie zdrobnień (tak, wiem, że Polacy generalnie uwielbiają zdrobnionka). Dlaczego uczestniczący w proteście Jakub domyślnie przez wszystkie media nazywany był Kubą? Albo dlaczego autor pewnej pracy dyplomowej, w której zaprezentował sylwetkę niewidomej kobiety, napisał w niej o „czterdziestoletniej Danusi” (sięgnięcie po taką formę nie wyniknęło z sugestii samej bohaterki). Skoro razi nas na przykład, gdy politycy mówią o swoich koleżankach z ław poselskich, używając zdrobnień, można chyba wykształcić w sobie podobne wyczulenie na to, jak zwracacie się, oraz jak inni się zwracają do osób z niepełnosprawnościami. Z mówieniem „jak do dzieci” często łączy się również traktowanie takich osób, jakby miały z założenia niższe od przeciętnych możliwości intelektualne, ale to już temat na osobne rozważania.

Po imieniu

To, jak sądzę, wątek bezpośrednio powiązany z poprzednim. Wrócę jeszcze na moment, zapewne nie po raz ostatni w tym cyklu, do protestu sprzed dwóch lat, ponieważ dzięki jego medialnemu nagłośnieniu zostały dość jaskrawo ukazane problemy, których na co dzień nie widać. Jak zapewne pamiętacie, z protestującymi rozmawiało wówczas wielu polityków i dziennikarzy. Dość często można było wówczas usłyszeć zwracanie się do dorosłych osób z niepełnosprawnościami per „ty” (w ten sposób zachowała się m.in. minister Elżbieta Rafalska). I podobnie, jak to ma miejsce w przypadku poprzedniego problemu, ta kwestia również nie jest domeną tylko polityków czy osób publicznych. Wyobraźcie sobie teraz, że jako studenci uczęszczacie na wykłady do profesora, który do wszystkich Waszych kolegów zwraca się z użyciem form „pan” i „pani”, a jedynie do Was mówi po imieniu. Osoby z niepełnosprawnościami spotykają się z takim podejściem bardzo często.

Być może któryś z Czytelników pomyślał teraz, że „zadzieram nosa”, oczekując, by zwracano się do mnie zawsze w tonie oficjalnym, a także, że znów zajmuję się drobiazgami – przecież to bez różnicy, czy ktoś powie do mnie „Pani Mileno”, „Mileno” czy „Milenko”. Rzecz w tym, że jeśli w przyszłości nasze językowe obyczaje zmienią się tak, że formy „pan” i „pani” wyjdą z użytku, będzie absolutnie normalne, by zwracać się tak również do osób z niepełnosprawnościami. Dopóki obowiązują jednak znane nam normy, chciałabym, i myślę, że podpisałaby się pod tym większość osób z niepełnosprawnościami, by mówiono do mnie tak samo, jak do każdej innej osoby. Tu znów chodzi bowiem jedynie o normalne traktowanie.

Kontakt „bezpośredni”?

Kiedy zaczęłam chodzić do szkoły, do której przyprowadzało lub odprowadzało mnie jedno z rodziców, często zdarzało się, że zaczepiały mnie nieznane mi dzieci. Właściwie nie tyle zaczepiały mnie samą, ile pytały moją mamę czy mojego tatę: „Jak ona ma na imię?”. Oczywiście w takich przypadkach wraz z osobą dorosłą tłumaczyłam nowemu koledze czy nowej koleżance, że może o to zapytać bezpośrednio mnie. Problem polega jednak na tym, że wielu dorosłym chyba nikt tego w taki sposób nie wyjaśnił. Jeśli osoba z niepełnosprawnością będzie rozmawiała z kimś w obecności swojego rodzica czy asystenta, jest bardzo prawdopodobne, że ten ktoś nie będzie zwracał się bezpośrednio do samego niepełnosprawnego, lecz do tego, kto mu towarzyszy. Moja ulubiona anegdota z tego cyklu dotyczy wizyty u lekarza, który, w obecności osoby niewidomej z towarzyszącym rodzicem kierował do rodzica pytania w rodzaju: „Proszę zapytać syna, czy syn przechodził odrę”.

Nie umiem stwierdzić, czy z zachowaniami tego rodzaju stykają się osoby ze wszystkimi niepełnosprawnościami. Na pewno narażone są na nie osoby niewidome, co prawdopodobnie wynika z niemożności nawiązania z nimi kontaktu wzrokowego. Ofiarami takiej postawy otoczenia mogą być także ci, u których niepełnosprawność wpływa na wyraźność mowy. Zakłopotanie towarzyszy ludziom również przy spotkaniach z osobami głuchymi. Tak czy inaczej, jeśli tylko jesteście w stanie porozumieć się bezpośrednio z osobą z niepełnosprawnością, mówcie do niej, nie do kogoś trzeciego.

Poszanowanie osobistej przestrzeni

Ten wątek zacznę od przywołania sytuacji niezwiązanej bezpośrednio z osobami z niepełnosprawnością. Kilka miesięcy temu lawinę komentarzy wywołał facebookowy post Klaudii Jachiry — posłanki Koalicji Obywatelskiej, która przyznała, że brzydzi ją, gdy mężczyźni całują ją w rękę i jest to dla niej naruszeniem jej cielesności. W dyskusjach wybrzmiewała wówczas kwestia poszanowania osobistej przestrzeni. Dlaczego piszę o tym właśnie teraz? Otóż nie mogłam się wówczas oprzeć skojarzeniu z sytuacją osób z niepełnosprawnościami, które dość często muszą mierzyć się z tym problemem. Już wiele razy zdarzało się, że ktoś bez pozwolenia dotykał mojej twarzy, rąk, a nawet nóg i dziwił się, dlaczego mi to przeszkadza. Jestem niemal pewna, że większość postępujących tak ludzi nie dotykałaby w podobny sposób osoby pełnosprawnej. Zapewne przyznacie sami, że to dość dziwne — rozmawiać z kimś, powiedzmy, pierwszy raz, i w trakcie rozmowy dotykać na przykład twarzy tej osoby. Przypuszczam, że to zjawisko, jak trzy omówione przeze mnie powyżej i część tych, które zamierzam opisać w kolejnych tekstach, ma źródło w niepoważnym podejściu do osób z niepełnosprawnościami. I oczywiście nie jest tak, że takie osoby z założenia nie lubią dotyku (choć na pewno, jak wszędzie, są i takie, co może być również skutkiem niektórych zaburzeń) — po prostu tak, jak wszyscy inni, chcemy być dotykani wyłącznie wtedy, kiedy wyrazimy na to zgodę.

Zakończenie

I to już wszystko, co postanowiłam zawrzeć w moim pierwszym tekście o sytuacji osób z niepełnosprawnościami. Jeśli jest coś, czego chcielibyście się dowiedzieć, przesyłajcie swoje pytania, a ja zrobię co w mojej mocy, by możliwie wyczerpująco odpowiedzieć Wam w kolejnych tekstach. Jak mówi bowiem tytuł tego cyklu „Nie ma się czego bać”.

Zostawię Was ze słowami Marty Lempart, będącymi potwierdzeniem tezy, postawionej przeze mnie we wstępie niniejszego tekstu: „Dopóki o dorosłych z niepełnosprawnościami nie zacznie się mówić tak jak o każdej innej dorosłej osobie – nie „Adrian i Kuba”, ale „Jakub Hartwich i Adrian Glinka” – niemożliwe będzie zrozumienie stanowiące warunek włączenia ich w życie społeczne oraz kształtowanie innych przepisów prawa dotyczących ich życia tak, by nie odbierać im godności, szansy na szczęście i rozwój osobisty”.

__________________________________________________________________

W tekście powoływałam się kolejno na następujące źródła:

Magdalena Kocejko: Prawa człowieka mieszkańców DPS to zapomniana sprawa [Opinia]: https://publicystyka.ngo.pl/magdalena-kocejko-prawa-czlowieka-mieszkancow-dps-to-zapomniana-sprawa-opinia

Protest w sejmie. Niepełnosprawni wyszli na spacer: https://tvn24.pl/polska/protest-w-sejmie-niepelnosprawni-wyszli-na-spacer-ra832961-2397877

Tweet Izabeli Leszczyny: https://twitter.com/Leszczyna/status/1258117599386374149

Debata prezydencka 2020: https://www.youtube.com/watch?v=B-JkbvOgdLE

Dlaczego minister Rafalska zwraca się do niepełnosprawnego mężczyzny per „ty”: https://www.tokfm.pl/Tokfm/7,103454,23388573,dlaczego-minister-rafalska-zwraca-sie-do-niepelnosprawnego-mezczyzny.html

Jachira: Całowanie kobiet w rękę mnie brzydzi. Grupiński: zdarza mi się to robić: https://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-jachira-calowanie-kobiet-w-reke-mnie-brzydzi-grupinski-zdarz,nId,3349152

To Polska stoi między osobami z niepełnosprawnością a Europą: https://wyborcza.pl/osiemdziewiec/7,163530,23453504,to-polska-stoi-miedzy-osobami-z-niepelnosprawnoscia-a-europa.html