Nie ma się czego bać, czyli rzecz o osobach z niepełnosprawnościami. Część 6. Jak zachowywać się wobec niewidomych

Widok na most pośród parkowej zieleni. Po nim przemieszczają się ludzie w jedną czy w drugą stronę. Są rozmyci, w ruchu. Niewyraźni. W centrum zdjęcia znajduje się najwyraźniej ujęty człowiek - mężczyzna o brązowych włosach, z bródką i wąsem, w ciemnych okularach, ma na sobie jasnobrązowe spodnie i niebieskawą koszulę oraz czarne buty. Mężczyzna trzyma laskę dla osób niewidomych i stoi w miejscu.
Photo Credit: Anna Miller (https://www.perkins.org/stories/were-blind-not-invisible)

Jakie gesty czy słowa są mile widziane przez niewidomych? I czy są takie, których warto w ich towarzystwie unikać? Wielu osobom z dysfunkcją wzroku z pewnością będzie miło, jeśli weźmiecie sobie do serca odpowiedzi na te pytania.


Wstęp

W jednym z ostatnich zdań mojego poprzedniego artykułu obiecałam, że kiedyś przygotuję dla Was zestaw wskazówek, jakie warto mieć na uwadze w kontaktach z osobami niewidomymi. W tekście, który macie przed sobą, postaram się wywiązać ze złożonej obietnicy i podrzucić Wam kilka sugestii. Od razu podkreślam, że nie musicie traktować ich jako nakazów, których złamanie może zniweczyć Waszą znajomość z osobą z dysfunkcją wzroku. Są to raczej, co już zresztą zasygnalizowałam, wskazówki czy też porady, a stosowanie się do nich ma sprawić, by takie osoby czuły się w Waszym towarzystwie komfortowo i wiedziały, że traktujecie je poważnie, na równi z innymi ludźmi. Spokojnie, nie będzie to długa lista, wszak, jak już nieraz zaznaczałam i pewnie jeszcze kilkakrotnie zaznaczę, osoby niewidome najczęściej nie wymagają szczególnego traktowania czy podejścia.

Zapraszam Was więc do lektury, jeżeli chcecie się dowiedzieć:

Jakie gesty czy słowa są mile widziane przez niewidomych?

I czy są takie, których warto w ich towarzystwie unikać?

Wielu osobom z dysfunkcją wzroku z pewnością będzie miło, jeśli weźmiecie sobie do serca odpowiedzi na te pytania.


Uprzedzaj o swoich zamiarach

Skoro to początek właściwej części moich dzisiejszych zapisków, rozpocznę od kwestii powitania. Co właściwie jest szczególnego w tej właśnie czynności? Rzecz w tym, że powitanie to często nie tylko słowa — towarzyszą mu bowiem także gesty, na przykład podanie ręki. Już kilka razy uczestniczyłam w sytuacji, która rozegrała się według następującego schematu: Ktoś chciał się ze mną przywitać, co uczynił zwyczajowym „dzień dobry” czy „cześć”, a następnie kontynuowaliśmy dialog. Po fakcie okazywało się, że mój rozmówca przez kilka minut stał przede mną z wyciągniętą ręką, którą chciał mi podać. Tylko skąd mogłam o tym wiedzieć, skoro nie mogłam tej ręki zobaczyć? Przyznam, że w takich momentach czuję się dość głupio. Oczywiście teoretycznie można założyć, że w podobnych przypadkach niewidomi powinni się domyślać, że czeka na nich wyciągnięta dłoń, jest to wszak zwyczaj częsty i powszechny. Byłoby jednak o wiele prościej, gdyby widzący dawali im o tym znać. Wystarczy przecież proste zdanie w rodzaju: „Podaję ci rękę”. Warto również niewidomego na tę rękę nakierować, by nie szukał jej w powietrzu po omacku.

Znalazłoby się jeszcze kilka przykładów podobnego typu prozaicznych, codziennych sytuacji. Ot, choćby ta, gdy zdarza mi się czasem nieświadomie przemawiać w pustą przestrzeń, bo ktoś, z kim wcześniej rozmawiałam, nie poinformował mnie, że opuścił pomieszczenie, w którym się znajdowaliśmy, a zrobił to bardzo cicho, czy też panował akurat hałas, który uniemożliwił mi usłyszenie jego kroków. Nie chcę przez to powiedzieć, że powinno się informować niewidomych o absolutnie każdym swoim ruchu — byłoby to niepotrzebne i nienaturalne. Dobrze jest jednak dawać im znać o tym, czego, z uwagi na brak wzroku, sami mogą nie być w stanie dostrzec, aby nie narażać ich na zakłopotanie czy dezorientację. Myślę, że gdybyście z zamkniętymi oczami znaleźli się w sytuacjach podobnych do tych, które wspomniałam powyżej, towarzyszyłyby Wam podobne odczucia.


„Zgadnij, kto mówi”

Twarz, postura czy inne cechy wyglądu — właśnie po tym, jako osoby widzące, rozpoznajecie innych ludzi. Przypuszczam, iż domyślacie się, że w przypadku niewidomych taką rolę pełni głos. Pierwsze dni i tygodnie osoby niewidomej w nowym miejscu, na przykład w klasie, grupie studenckiej czy w pracy, to czas wychwytywania poszczególnych barw głosu i przyporządkowywania ich do konkretnych osób. Niewidomi są w stanie zapamiętać i odróżniać naprawdę wiele głosów. Czy jednak zawsze dzieje się to bez większego trudu?

Znów wrócę do jednej z najbardziej prozaicznych czynności na świecie, czyli powitania. Załóżmy, że idę ulicą i dostrzega mnie jakiś znajomy. Wita się ze mną krótkim „cześć”, tak samo, jak przywitałby się z każdą inną koleżanką. Niestety tak krótkie słowo często nie wystarcza, aby osoba niewidoma zyskała pewność, z kim ma do czynienia. Warto więc wypowiedzieć w takiej sytuacji jakieś dłuższe zdanie, najlepiej po prostu się przedstawić, dzięki czemu niewidomy nie będzie już miał żadnych wątpliwości, kto nawiązał z nim rozmowę. Tymczasem nieświadome tego osoby widzące wykorzystują zaistniałą okazję, by zainicjować całkiem niezłą, niestety głównie dla nich samych, zabawę, polegającą na zadawaniu niewidomym pytań typu: „Zgadnij, kto mówi”. Jeśli mam być szczera, mnie takie pytania nie bawią, a raczej stresują i irytują. Generalnie testowanie osób z niepełnosprawnościami na ten i podobne sposoby, a więc sprawdzanie, jak radzą sobie w danych, niekoniecznie dla nich komfortowych sytuacjach, jest, jak sądzę, czymś niewłaściwym, gdyż jawi się jako traktowanie takich osób jak zabawek, a nie ludzi równych innym.

Kiedy ktoś wita się ze mną jednym słowem, a ja na tej podstawie nie jestem w stanie zidentyfikować, kto do mnie mówi, czuję się zdezorientowana przede wszystkim dlatego, że nie wiem, jak powinnam tej osobie odpowiedzieć. Kilkakrotnie w podobnych przypadkach zdarzyło mi się odpowiedzieć „cześć”, bo słysząc głos wywnioskowałam, że mam do czynienia z osobą młodą, a okazywało się, że był to ktoś sporo ode mnie starszy. Cóż, pewnie pomyślał, że brak mi dobrych manier. Po kilku tego rodzaju zdarzeniach wolę na wszelki wypadek wybierać oficjalną formę przywitania — zawsze lepiej powiedzieć „dzień dobry” do kolegi, niż „cześć” do, dajmy na to, wykładowcy.

Gdy mówi się do osoby niewidomej, wskazane jest także wplecenie w wypowiedź jej imienia, tak, aby dać jej znać, że komunikat jest kierowany właśnie do niej. Widzący często o tym zapominają, są bowiem przyzwyczajeni do nawiązywania kontaktu wzrokowego z rozmówcą. Tymczasem, co chyba jasne, osoba niewidoma nie wie, że patrzycie akurat na nią. Kilka razy w szkole czy na studiach zdarzyło mi się z opóźnieniem odpowiedzieć na pytanie prowadzącego zajęcia, gdyż zadając je nie precyzował, że kieruje je właśnie do mnie. Gdy orientowałam się, że nikt nie kwapi się do wygłoszenia odpowiedzi, dopiero konstatowałam, iż chyba to ja powinnam jej udzielić.


Czy można rozmawiać z niewidomymi o niewidzeniu?

Do kwestii dotyczących bezpośrednio mnie samej, które najbardziej nurtują spotykanych przeze mnie ludzi, z pewnością należy geneza mojej niepełnosprawności i czas jej powstania. Często, jeśli nie jeszcze częściej, jestem pytana o to, czy stanu mojego wzroku nie da się jakoś poprawić (wszystkich ciekawskich mogę w tym momencie poinformować, że nie jest to możliwe). Czy mówienie na ten temat stanowi dla osób niewidomych problem? Cóż, dla mnie nie, właściwie pod jednym warunkiem, o którym wspomnę za chwilę. Nie oznacza to jednak, że inne osoby z dysfunkcją wzroku mają tak samo.

Moje przypuszczenie w tym temacie nie jest oparte na twardych danych. Wnioskuję na podstawie lektury jednej z licznych dyskusji, jaka miała miejsce w gronie osób niewidomych. Ci jej uczestnicy, którzy, podobnie jak ja, nie widzą od urodzenia, deklarowali, że mogą bez przeszkód rozmawiać o swoim niewidzeniu. Ci zaś, którzy wzrok stracili (a więc, przypominam termin tłumaczony przeze mnie w jednym z poprzednich tekstów —  ociemniali), odczuwają w takich sytuacjach pewien dyskomfort. Oczywiście nie ma się im co dziwić — niezwykle trudno bowiem pogodzić się ze stratą najważniejszego ze zmysłów. Jeśli zaś ktoś od zawsze owego zmysłu nie posiadał, czy też posiadał go jedynie szczątkowo, nie miał nigdy okazji przekonać się, jak to jest widzieć. Choć rzecz jasna taka osoba boryka się z licznymi trudnościami, jakie niesie ze sobą niepełnosprawność, z reguły aż tak bardzo nie tęskni do tego, by zobaczyć otaczający ją świat, bo tak na dobrą sprawę nie wie, za czym mogłaby tęsknić.

A teraz wyobraźcie sobie, że jedziecie autobusem czy windą i świeżo poznana w tych okolicznościach osoba postanawia zapytać Was, jak układa się wam w pracy lub w relacji z drugą połówką. To jest właśnie coś, co dość często spotyka nie tylko niewidomych, ale także osoby z innymi niepełnosprawnościami, przy czym w miejscu powyższych przykładowych pytań pojawiają się dociekania dotyczące, rzecz jasna, właśnie niepełnosprawności, a więc „Jak to się stało” i „Czy można coś z tym zrobić”. Przyznajcie sami, jest to, łagodnie rzecz ujmując, nieco nietaktowne. Reasumując, jeśli naprawdę ciekawią Was kwestie związane z niepełnosprawnością, najlepiej będzie, jeśli zapytacie o nie po nawiązaniu bliższej znajomości, gdy zyskacie pewność, że nie sprawicie tym komuś przykrości. W przeciwnym razie, co tu kryć, zademonstrujecie brak dobrych manier oraz to, że w osobie z niepełnosprawnością widzicie wyłącznie niepełnosprawność.


Do zobaczenia!

Skoro było o powitaniu i w związku z tym, że zbliżam się już do końca dzisiejszego tekstu, motyw pożegnania również wprowadzam tu nieprzypadkowo. Kiedy zaczynam pisać ten fragment, moja pamięć przywołuje szereg osób, które w rozmowie ze mną użyły sformułowań w stylu „Widzimy się wieczorem” czy „Popatrz, jak to wygląda”, po czym w popłochu wycofywały się z tych słów. Rzecz w tym, że robiły to zupełnie niepotrzebnie. Być może pytanie o tę kwestię pojawiło się z tyłu głowy niejednego mojego czytelnika, a zatem niniejszym na nie odpowiadam: Tak, rozmawiając z osobami niewidomymi jak najbardziej, bez wahania możecie używać słów, zwrotów czy wyrażeń, nawiązujących do wzroku i widzenia. Pokazując coś niewidomemu mówicie zatem: „Popatrz na to”, chcąc, by przeanalizował jakiś problem prosicie, by przyjrzał się tej sprawie, a ustalając godzinę spotkania informujecie: „Widzimy się o szóstej”.

Zdarzają się osoby widzące, które bardzo dziwią się temu, że niewidomi mówią o oglądaniu telewizji czy filmów, a przecież, logicznie rzecz biorąc, nie mogą oglądać, tylko słuchać. Sformułowania tego rodzaju są jednak tak ugruntowane w języku, że ich modyfikowanie byłoby czymś nienaturalnym i absolutna większość osób z dysfunkcją wzroku nie odczuwa takiej potrzeby. Znam chyba tylko dwoje niewidomych, którym wspomniane zwroty nie odpowiadają, prawdopodobnie dlatego, że z jakichś przyczyn nie do końca pogodzili się oni ze swoją niepełnosprawnością. Jeśli o mnie chodzi, używam ich bardzo często, ponieważ są dla mnie czymś naturalnym. Skoro mówią tak wszyscy dookoła, nie wyobrażam sobie, bym mogła mówić inaczej. Często wręcz celowo wplatam wspominane sformułowania w moje wypowiedzi, aby pokazać innym ludziom, że mogą używać ich w rozmowach ze mną, a jednocześnie dać do zrozumienia, że mam dystans do mojej niepełnosprawności.


Zakończenie

Z tematyką, którą poruszyłam w kończącym się właśnie tekście, łączą się również zagadnienia omówione już przeze mnie w poprzednich artykułach, przede wszystkim w tym, w którym sugerowałam, w jaki sposób powinno się pomagać osobom z niepełnosprawnościami. Odsyłam tam więc tych wszystkich, którzy chcieliby poszerzyć swoją wiedzę. Nieustannie zachęcam również do zadawania pytań, mogę Was bowiem zapewnić, że nie jest to moje ostatnie podejście do kwestii związanych z niewidzeniem.

Na koniec niech wybrzmi jeszcze to, co zasygnalizowałam już w pierwszych słowach tego tekstu. Do powyższych wskazówek warto podejść ze spokojem. Jeśli o którejś z nich zapomnicie, nie rozpamiętujcie tego jako popełnionej gafy. Relacja czy to z osobą niewidomą, czy to z kimś z inną niepełnosprawnością, nie powinna być dla Was w żadnym wypadku źródłem stresu. Nie musicie na każdym kroku zastanawiać się, czy nie zrobiliście lub nie powiedzieliście czegoś niewłaściwego. A jeśli macie wątpliwości, jak jakieś Wasze zachowanie odbiera sama osoba niewidoma, co jej pasuje, a co przeszkadza, nie krępujcie się, po prostu pytajcie. Podsumowując, czy aby przypadkiem kiedyś już nie mówiłam, że „Nie ma się czego bać”?