Nie taki Rafał tęczowy, jak go prawica maluje

Zdjęcie Rafała Trzaskowskiego na marszu, w tle flagi i parasol w kolorach tęczy
Zdjęcie: Krystian Dobuszyński/Polska Press

1,5 roku temu Rafał Trzaskowski, prezydent Warszawy, podpisał Kartę LGBT. Mówił wtedy: „Obowiązkiem władz miasta jest stać przy tych, którzy są dyskryminowani. Obowiązkiem władz miasta jest edukacja. W ducha Warszawy od zawsze wpisana jest różnorodność i tolerancja. Chcę czerpać z tego dziedzictwa”. Swoim podpisem pod Kartą zobowiązał się do konkretnych działań na rzecz społeczności LGBT.

Do dziś rozwiązania zawarte w tym dokumencie nie zostały wdrożone, zaś Rafał Trzaskowski zrealizował jeden z punktów – pojawił się na Marszu Równości rok temu.

Dziś aktywiści stowarzyszenia „Miłość Nie Wyklucza” zorganizowali konferencję, na której rozliczyli Trzaskowskiego z tego co zrobił, a raczej czego nie zrobił. Ratusz nie powołał choćby pełnomocnika ds. osób LGBT ani nie wprowadzono do szkół edukacji zgodnej z wiedzą naukową.

Półtora roku temu władze Warszawy zobowiązały się do konkretnych działań. Odwaga prezydenta Trzaskowskiego i jego otoczenia najwyraźniej szybko się wyczerpała. Tymczasem w obecnej sytuacji, kiedy władza prowadzi nagonkę przeciwko osobom LGBT+, obowiązkiem całej opozycji jest wykorzystać wszelkie możliwe środki, by zapewnić nam bezpieczeństwo. W tym również środki w ramach funkcjonowania samorządów, w których rządzą przedstawiciele opozycji – powiedziała na konferencji Ola Kaczorek ze stowarzyszenia Miłość Nie Wyklucza.

Od rządu Tuska jesteśmy w tym samym punkcie, z Platformą nie ma o czym rozmawiać, bo bardziej niż samobójstwa dzieci obraża ich środkowy palec Margot – słusznie zauważył Hubert Sobecki, również działacz MNW.

Fakt, że Rafał Trzaskowski olał dokument, który podpisywał, niespecjalnie dziwi. Jest w końcu przedstawicielem partii, która postulatów społeczności LGBT nie traktowała i nie traktuje jako coś ważnego. Osoby nieheteroseksualne od kilku miesięcy są szczególnie atakowane przez polityków rządzącej partii. Rafał Trzaskowski podczas kampanii prezydenckiej ocenił, że zabieranie głosu w sprawach praw człowieka oraz prześladowań i ataków skierowanych wobec społeczności LGBT (jak choćby słynne słowa prezydenta Dudy, że LGBT to nie ludzie a ideologia) może mu zaszkodzić w kampanii, więc wolał to wszystko przemilczeć.

Powiedzmy to sobie jasno i dobitnie – Trzaskowski nie był i nie jest sojusznikiem osób LGBT. Jego kartonowa figura na warszawskim proteście w obronie Margot to symbol jego cynicznego braku stawania po stronie prześladowanej mniejszości, która była mu potrzebna, gdy szukał poparcia w wyścigu do ratusza, toteż prawica zarzucająca Trzaskowskiego sprzyjanie społeczności LGBT zwyczajnie mija się z prawdą.