O sprawiedliwość i zadośćuczynienie ofiarom księży pedofilów

Za kilka dni bracia Sekielscy zaprezentują kolejny film dotykający problemu pedofilii w polskim Kościele. Śmiało można powiedzieć, że film ten znów poruszy – zarówno tych, którzy od lat żądają zadośćuczynienia ofiarom, jak i obrońców Kościoła Katolickiego. Jednych zmotywuje do jeszcze głośniejszej krytyki hierarchów kościelnych i niemych władz państwowych. Drugich nakłoni do fanatycznej obrony atakowanego Kościoła i odwracania kota ogonem, wszak w tym obrońcy konserwatywnego społeczeństwa są niezwykle skuteczni.

Dyskusja będzie burzliwa. Padną mocne słowa – ofiary księży pedofilów upomną się o sprawiedliwość. Obwinią Kościół. Obwinią państwo i społeczeństwo, które nie potrafi się przemóc i stanąć murem po stronie pokrzywdzonych. I choć zrozumiałe jest przywiązanie katolickiej części narodu do Kościoła Katolickiego, to już z niesmakiem trzeba skwitować ciche przyzwolenie na dalsze tuszowanie haniebnych czynów. Bo choć życie nie jest proste – nie jest czarno-białe, to są kwestie fundamentalne, przy których nie ma znaczenia, po której stronie się stoi. Przyzwoitość powinna hamować wszelkie pokusy bronienia Kościoła tam, gdzie daleko mu do deklarowanej, tak zwanej – świętości.

Piszę te słowa jako osoba, która od Kościoła się odwróciła. Nie tylko z powodu utraty wiary w stwórczą Opatrzność, ale i ogromu nadużyć – od ingerencji w życie polityczne, po przywileje finansowe i moralne, jak w przypadku ukrywania księży pedofilów i obojętności na los ich ofiar. I choć ktoś może powiedzieć, że wątpliwe jest moje prawo do osądzania Kościoła, to w rzeczywistości jest to prawo, którym dysponuje każdy człowiek, w którym nie brak choćby odrobiny empatii i pragnienia sprawiedliwości. Nie jest też moją intencją atakowanie ludzi wierzących – wciąż wiele we mnie zrozumienia dla tych, co w swego Boga wierzą, bo i ja wierzę w świat, na którym jest miejsce dla wszystkich. Dla tych głęboko wierzących w Absolut, jak i dla niepodzielających tej wiary. Ale nie mogę być cicho, gdy zło widać gołym okiem – nie te urojone jak przedstawia się np. związki jednopłciowe i ich rzekomy negatywny wpływ na tzw. tradycyjną rodzinę, ale zło rzeczywiste. Zło mierzone łzami i cierpieniem, depresją i utraconym poczuciem własnej godności, bo właśnie taka jest rzeczywista cena pedofilii, która pozostaje rysą na obliczu Kościoła Katolickiego – nie tylko w Polsce, ale i na świecie.

Długa droga przed naszym społeczeństwem, by osiągnęło dojrzałość pozwalającą na uczciwe procesy, rozliczenie pedofilów w sutannach i chroniących ich przełożonych, dla których od zadośćuczynienia ofiarom ważniejsze jest dobre imię organizacji. Do państwa świeckiego – droga jeszcze dłuższa, ale trzeba iść tą ścieżką, nie zważając na fanatyczne ataki katolickich moralizatorów. Będą dalej szczuć i zakłamywać rzeczywistość, bo zbyt potężne wpływy zdobył Kościół w kraju nad Wisłą, by mogli spokojnie zaryzykować utratę tych wpływów – na polityków i na resztę społeczeństwa. Zbyt wielkie pieniądze za tym stoją, by poddali się bez walki o nie – bo nie ulega wątpliwości, że gra idzie o majątki i wpływy, a nie wartości, których obrońcami się mianowali.

Trzeba się organizować i trzeba merytorycznie punktować Kościół tam, gdzie wspomniane nadużycia mają miejsce. Trzeba być pewnym swych działań i trzeba być gotowym na atak pozbawionych skrupułów, bo chodź katolikom opowiedziano historię o miłosierdziu, to historii tej zastosować nie potrafią, gdy ktoś wytyka im belkę w ich oku. Ale nade wszystko – należy pamiętać, że w tym sporze najważniejsze są ofiary i ich rodziny. Dlatego niech porzuci swe pragnienia ten, który w walce o sprawiedliwość dopatruje się szansy na zbicie kapitału politycznego.

Michał Patyk