Obywatelka polska rodzina. O konsekwencjach zawężonej wizji rodziny w państwie PiS.

Na zdjęciu dziewczynka w bluzce w kolorach tęczy buja się na hamaku przymocowanym do drzewa, jak na huśtawce.
Zdjęcie: Sharon McCutcheon / Unsplash

W Polsce żyją różni ludzie. To banalne stwierdzenie, a jednak umyka rządzącym w planowanych przez nich działaniach i politykach.

W Polsce żyją rodziny z dziećmi i bez. Rodziny heteroseksualne i nieheteroseksualne. Żyją ludzie, którzy nie mają dzieci, bo nie chcieli i nie mają dzieci, bo nie mogli. Żyją ludzie po ślubie, bez ślubu, po pierwszym lub kolejnym rozwodzie. Mieszkają tutaj rodziny z dziećmi z niepełnosprawnością, ale też rodziny w których z niepełnosprawnością są rodzice. I wreszcie, w Polsce mieszkają też ludzie – osobne jednostki – dla których bycie częścią rodziny nie stanowi centralnego punktu odniesienia dla ich życiowej sytuacji lub bycie częścią konkretnej rodziny jest właśnie trzonem ich problemu (np. osoby nieakceptowane przez swoje rodziny, osoby doświadczające w rodzinach różnych form przemocy).

Lista ta mogłaby być oczywiście dużo dłuższa. Nikogo z nas bowiem nie charakteryzuje przynależność do tylko jednej grupy czy jedna cecha społecznej tożsamości, a osoby mieszkające w Polsce kształtują różne życiowe doświadczenia. Cytując za Audre Lorde, „nikt z nas nie żyje życiem jednej sprawy”.

Wizja wspólnoty w wydaniu Zjednoczonej Prawicy nie dostrzega jednak tej złożoności, w praktyce pozostawiając za burtą wszystkich tych, którzy nie pasują do konserwatywnej wizji rodziny. Świadczy o tym chociażby podpisana właśnie przez Prezydenta Karta Rodziny, w której Andrzej Duda zapowiada ochronę instytucji małżeństwa i ochronę dzieci przed ideologią LGBT. Wyraźnie tym samym rysuje linie, kto w Polsce jest, a kto nie jest rodziną. Wizji tej przytakują inni politycy partii rządzącej – była Minister Rodziny Pracy i Polityki Społecznej Elżbieta Rafalska przyklaskuje mu na Twitterze twierdząc, że „Andrzej Duda zawsze budował i wspierał polską politykę rodzinną, polską rodzinę – naszą narodową dumę” (https://twitter.com/E_Rafalska/status/1270647687042535424). Poseł Porozumienia Kamil Bortniczuk deklaruje wręcz wprost: To jest prawdziwa stawka #wybory2020. Wybieramy pomiędzy kartami: LGBT- Rafał Trzaskowski vs RODZINY- Andrzej Duda (https://twitter.com/KamilBortniczuk/status/1270641638499586048). Wykluczanie, dyskryminacja i  ignorowanie realnych doświadczeń ludzi żyjących w tęczowych rodzinach to jednak tylko część problemu z proponowaną przez rządzących definicją.

Obywatelka rodzina – normalna rodzina oczami Zjednoczonej Prawicy

Rodzina w Polsce jest heteroseksualna, pełna i z przynajmniej dwójką dzieci. Dzieci te mają wspólnych rodziców, którzy oczywiście są po ślubie i mieszkają razem. Wiadomo również, że to na pewno pierwszy ślub rodziców, bo w Polsce obywatelka rodzina się nie rozwodzi.

W polskiej rodzinie dzieci nie doświadczają przemocy ani w domu, ani w szkole czy wśród rówieśników. Nie mają depresji i w ogóle mało przeżywają trudnych uczuć. W polskich rodzinach nie ma problemu alkoholu, a problem fizycznej, psychicznej czy ekonomicznej przemocy wobec kobiet nie istnieje. Takie rzeczy zdarzają się tylko w rodzinach niepasujących do obrazka – konkubinatach, rodzinach wychowujących dzieci z różnych związków itd. Kobieta w takiej polskiej tradycyjnej rodzinie jest oczywiście naturalną strażniczką domowego ogniska, pełni większość funkcji opiekuńczych.

Polska rodzina nie jest w najlepszej kondycji finansowej, ale dzięki wsparciu państwa jej sytuacja się poprawia. Stać ją na wakacje nad polskim morzem i dodatkowe lekcje angielskiego dla dzieci. Pomaga w budowaniu silnej Polski i jest jej dumą.

Taki obraz rodziny wyłania się z licznych wypowiedzi przedstawicieli partii rządzącej. Widać go we wspomnianej już wyżej Karcie Rodziny, ale także w wypowiedziach Premiera, który wprost stwierdza, że przemoc w rodzinie zdarza się częściej w związkach nieformalnych (można się o tym przekonać, chociażby czytając ten wywiad: https://www.gosc.pl/doc/4408786.Premier-o-rechrystianizacji-Europy-o-uchodzcach-o-klapsach).

Jak wygląda rzeczywistość? – różnorodność żyjących w Polsce rodzin

Rozejrzyjmy się wokół.

Ludzie w Polsce się rozwodzą (jak podaje GUS, w roku 2018 na 100 ślubów przypadały 33 rozwody), wchodzą w kolejne związki ze ślubem lub bez, mają z tych różnych związków dzieci. Tak samo jak w  innych krajach także w Polsce nie jest rzadkością, że rodzic wychowuje dziecko samodzielnie. Takie osoby- zarówno dorosłe, jak i dzieci nie mieszczą się w wizji polskiej rodziny, państwo więc skutecznie je stygmatyzuje, z góry zakładając, że tylko pełna rodzina, w której rodzice są małżeństwem i jest to małżeństwo pierwsze – to rodzina szczęśliwa.

Niezależnie od tego, jak bardzo rządzący zamykają oczy na ten fakt, w Polsce żyją tęczowe rodziny i  rodziny te mają dzieci. Nie zmieni tego żadne zaklinanie rzeczywistości ani walka z „ideologią LGBT”. To jest po prostu fakt. Podobnie jak fakt, że w heteroseksualnych rodzinach dorastają nieheteroseksualne dzieci i żadne zakazy edukacji seksualnej tego nie zmienią. Szacunkowe dane mówią, że około 50 tysięcy dzieci jest wychowywanych przez nieheteroseksualnych rodziców. Zawężona wizja rodziny ignoruje ich istnienie, pozostawia poza systemem wsparcia i zwyczajnie dyskryminuje.

W polskich rodzinach przemoc jest realnym problemem. Doświadczają jej z reguły kobiet i dzieci. Wbrew przekonaniu samego premiera przemoc nie zdarza się przede wszystkim w konkubinatach- nie bardzo w ogóle wiadomo, skąd pomysł, że tak jest. Jakby fakt ślubu, najlepiej kościelnego automatycznie zmniejszał ryzyko przemocy. Tymczasem fakty mówią za siebie – każdego roku w Polsce według oficjalnych statystyk blisko 90 tys. osób doznaje różnych form przemocy w rodzinie. Najczęściej są to kobiety, stanowią ponad 70% osób pokrzywdzonych. Kobieta, która zdecyduje się odejść od przemocowego męża, automatycznie wypada poza kategorię „normalnej polskiej rodziny”, wypada także poza radar zainteresowania państwa. Rozwód w sytuacji tak silnej współtworzonej przez rządzących normy dotyczącej rodziny wymaga wielkiej siły i determinacji.

Wyliczankę można ciągnąc dalej w nieskończoność:

  • W Polsce żyją rodziny o narodowości innej niż polska i rodziny mieszane.
  • W Polsce żyją rodziny z niepełnosprawnością, część z nich ma dzieci a część chciałaby je mieć, ale nie może.
  • W Polsce żyją rodziny ateistyczne, nie czujące związku z żadnym kościołem lub o wierze innej niż katolicka.
  • W Polsce żyją ludzie, którzy z własnymi rodzinami z różnych powodów nie chcą mieć kontaktu lub które rodzina odrzuciła.

Problemy wynikające z tak zawężonej wizji rodziny doskonale pokazała pandemia. Widać to dobrze na przykładzie problemu przemocy. Zamknięcie w domach doprowadziło do wzrostu przemocy domowej- alarmowało o tym ONZ, a w Polsce organizacje pozarządowe (m.in. Centrum Praw Kobiet i Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę). Rząd jednak nie tylko nie zaplanował tarczy ochronnej dla osób znajdującej się w sytuacji przemocy, ale zakazał osobom młodszym niż 16 lat samodzielnego wychodzenia z domu, pozbawiając tym samym często jedynej szansy odseparowania się od sprawcy. Na pojawiające się w  przestrzeni publicznej pomysły związane z wypowiedzeniem konwencji antyprzemocowej czy zakazem rozwodów pozostaje spuścić zasłonę milczenia.

Konstrukcja definicji rodziny kreowana przez rządzących ma swoje konsekwencje na poziomie polityki państwa. Na jakie wsparcie może liczyć kobieta, która po latach decyduje się odejść od przemocowego męża, przykładnego obywatela, który w każdą niedzielę stawia się w kościele? Jak państwo chroni prawa dwóch kobiet wychowujących wspólnie dziecko? Na jakie wsparcie może liczyć homoseksualny nastolatek, którego nie akceptuje własna rodzina? Kto może pomóc nastolatce wykorzystywanej seksualnie przez ojca czy dziadka, której nie wierzy własna matka? Sytuacje te nie mieszczą się w  konserwatywnej, promowanej przez rządzących wizji rodziny, więc na poziomie interwencji publicznych odpowiedź na postawione pytania brzmi: nie mogą liczyć na nic.