Oda do posłanek i posłów lewicy

Zdjęcie przedstawia monetę o wartości 1 grosza leżącą na dłoni.

Jak wiecie należałem do grona samozwańczych rzeczników Lewicy, potrafiłem wytłumaczyć każdą sprawę dla dobra sprawy, odkąd lewica zdecydowała o wspólnym starcie w 2019 roku. Dlaczego tak bardzo rozczarowało mnie głosowanie akurat w sprawie podwyżek? Czy pozazdrościłem tej podwyżki 4 tysięcy brutto, że to nie ja jestem na miejscu posłów, czy to przez fakt, że nie mieszkałem w dużym mieście i nie wiem ile kosztuje życie, czy pracowałem całe życie za minimalną krajową i suma 8 tysięcy brutto wydaje mi się zawrotna, czy czuję się bardziej kompetentny od posłów?

Nie, zupełnie nic z tych rzeczy.

Słysząc od posłów, że życie w Warszawie jest droższe niż w innych regionach Polski nie będę nawet wyzłośliwiał się pisząc, że średnia pensja nawet w tej mitycznej Warszawie w 2020 roku wynosi 6286 zł, czyli pensja 8000 zł brutto jest 27% wyższa od średniej, a jak mówi znany statystyczny żart: jeśli włożymy człowieka nogami do lodówki, a głową do pieca statystycznie będzie w temperaturze pokojowej – tę średnią robią pracownicy w Warszawie pracujący za 3000 zł brutto i dyrektorzy międzynarodowych firm zarabiający 30 000 zł brutto. Kontynuując wątek warszawskich – płac najrozsądniej byłoby porównywać do pensji posłów warszawską medianę płac, która na pewno jest zdecydowanie niższa niż te 6286 zł, ale zostawmy już te statystyki.

Kolejnym argumentem za podwyżkami było, że większość posłanek i posłów to fachowcy, wielu z nich to prawnicy i również nie będę się tym zajmował, chociaż tutaj nie byłoby trudno odpowiedzieć, że w budżetówce pracują tysiące pracowniczek i pracowników po studiach prawniczych, często z ogromną wiedzą, których zarobki często oscylują wokół 3000-4000 zł brutto i oni mogliby twierdzić, że pracują do idei pracy dla państwa, ale znów nie o to chodzi.

Przejdźmy zatem do sedna sprawy. Kiedy tworzono listy lewicy bardzo dużo mówiono, że na tych listach znalazło się wielu działaczy społecznych, aktywistek i aktywistów. I bardzo dobrze. Nie mówimy tutaj o aktywistach, których działalność ogranicza się do komentowania na TT, sam jestem wśród dziesiątek tysięcy takich niby aktywistów, ale mówimy o ludziach, którzy zaprawili się w boju w manifestacjach ulicznych, w organizowaniu się, wieloletnim działaniu w organizacjach ogólnopolskich lub ważnych dla spraw lokalnych społeczności. Posłanka i poseł dla mnie, i dla wielu nadal pozostaje przede wszystkim aktywistką społecznym, mającym większy zasięg działania i większe możliwości. Szczególnie kiedy jest się w opozycji. Kiedy widzimy posłanki Lewicy (zdarza się też kilku posłów), które opuszczają sejmowe ławy i walczą na ulicy o zablokowanie homofobicznych ciężarówek, całą noc poświęcają stojąc pod aresztem walcząc o aresztowanych działaczy społecznych wiemy, ze dobrze zagłosowaliśmy wybierając lewicę.

Natomiast nadal pozostają tysiące, jeśli nie dziesiątki tysięcy działaczek i działaczy społecznych, którzy nie są posłankami i posłami. Walczą, kiedy lokatorzy są eksmitowani na bruk, roznoszą ulotki poświęcając na to całe godziny, organizują akcje, happeningi, jeżdżą na spotkania, manifestacje, słuchają steków wyzwisk, a czasami dostają i po pysku. Co ich łączy? To, że robią to za darmo. Za darmo. Wydają swoje własne pieniądze na dojazdy, działają zaniedbując swoją pracę zawodową, pracują często na umowach śmieciowych marząc nawet o zatrudnieniu na pełen etat za minimalną krajową, a działalność społeczna nie zawsze im w tym pomaga. Są wśród nich osoby, które również mają wysokie kompetencje (porównywalne do posłów) i gdyby w całości oddały się pracy zawodowej w biznesie zarabiałyby spokojnie 8000 zł przykładowo: jako kierownik sklepu, który pojawił się w debacie o zarobkach posłów. Są wśród nich również prawnicy, którzy mogliby zarabiać krocie w warszawskich kancelariach.

Natomiast aktywistki i aktywiści działają za darmo. Ich wynagrodzenie to zazwyczaj 0 zł. I teraz porównajcie te 0 zł i Wasze obecne 8000 zł. Nadal to tak bardzo mało? Jesteście wybranymi i elitarnymi działaczami społecznymi, którzy dostają za to wynagrodzenie. I słusznie, ale jest to godziwe wynagrodzenie w porównaniu do 0 zł innych działaczek i działaczy. Ktoś z Was powie, że kiedyś też tak zaczynał, tez poświęcał swój czas i pieniądze, nie dostawał za to wynagrodzenia, ale pamiętajcie, że to gra liczbowa i 99% działaczy i aktywistów nigdy nie będzie posłami i posłankami i zawsze będzie to robić charytatywnie i społecznie. Nie z przymusu, ale z chęci zmiany świata, ale Wy również nie jesteście posłankami i posłami z przymusu, ale z chęci zmieniania świata na lepsze.

I chcę w to wierzyć.


Jestem przekonany, że większość z Was na wolnym rynku zarobiłaby znacznie więcej, ale jestem też przekonany, że już to przeanalizowaliście – podejmując decyzję o starcie do Sejmu.
Dlaczego nie krytykujemy posłów PiS, PO czy PSL?
Na nich nie głosowaliśmy – to w Was wierzymy i chociaż teraz daliście ciała – zapewne nadal większość z nas będzie wierzyć, ale pamiętajcie, za każdym razem, gdy pada wypowiedź o zarobkach kierownika sklepu, o drogiej jajecznicy dla posła w Warszawie, czy o ciągłym dokładaniu do bycia posłem z prywatnych oszczędności, gdzieś w Końskich czy Włoszczowej rezygnuje jeden działacz społeczny.