Platforma stacza się w sekciarstwo

Borys Budka przemawia na konwencji Platformy Obywatelskiej
Zdjęcie: Facebook

Od wyborów prezydenckich Platforma nie może się pozbierać. Jej kandydat, Rafał Trzaskowski przegrał z Andrzejem Dudą. Od tego momentu Platforma i wierni jej dziennikarze chwytają się każdego tematu, by choć trochę podbić notowania i poprawić morale w największej partii opozycyjnej, które ostatnio nie są na zbyt wysokim poziomie.

Ostatnio Lewica uaktywniła się w kwestii ponownej awarii w słynnej już oczyszczalni Czajka, która jest nadzorowana przez miasto, konkretniej wiceprezydenta Roberta Soszyńskiego, zastępcy Rafała Trzaskowskiego. To kolejna już awaria w ciągu ostatnich miesięcy. „To co dzieje się od wczoraj w Warszawie to nie tylko katastrofa ekologiczna. To ewidentny przykład zaniedbania, braku troski o dobro wspólne, dezynwoltury. To oskarżenie pod adresem Rafała Trzaskowskiego. Warszawiacy i Warszawianki (pisownia oryginalna) zasługują na czystą Wisłę” – napisał na Twitterze poseł Lewicy Krzysztof Śmiszek.  Robert Biedroń, jeden z liderów Lewicy, zauważył, że „ciężko bronić kolejnej awarii” i „najwidoczniej jest to problem z zarządzaniem Warszawą”. Oni, ale i wielu innych polityków Lewicy, nie musieli długo czekać na odpowiedź. Pod ich wpisami zebrała się masa zwolenników Platformy (choć chyba bardziej samego Trzaskowskiego), wściekłych na to, że ktoś śmiał powiedzieć coś złego na temat Rafała Trzaskowskiego.

Nie wiem, na co liczą zwolennicy PO. Jeśli oczekują, że dzięki ich obelgom i dezawuowaniu lewicowego elektoratu, ten chóralnie podniesie dwa palce do góry i z Rafałem Trzaskowskim zbuduje najwspanialszy i najdemokratyczniejszy ruch społeczny, mogą się przeliczyć. Wyborcy Lewicy są racjonalni i nie dadzą się nabrać na fałszywe apele do jedności, za którymi skrywają się chęci zdominowania i usunięcia Lewicy z polskiej sceny politycznej przez PO.

Platforma jest dziś w trudnej sytuacji. Ani kandydatura Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, ani Rafała Trzaskowskiego nie dała oczekiwanego rezultatu. Pierwsza była ogromną klęską, druga trochę mniejszą. Platforma miała się budować na wyniku prezydenta Warszawy. Jednak sondaże nie wskazują na potężny wzrost Platformy, konsekwentnie punkty odbiera jej nowy ruch Szymona Hołowni, Polska2050.
W kampanii prezydenckiej Rafał Trzaskowski buńczucznie zapowiadał, że będą walczyć o głosy prowincji – okazało się jednak, że dość asekurancko potraktował wschodnią stronę kraju, gdzie wiadomo było, że nie osiągnie takiego wyniku jak na zachodzie.

Po porażce w wyborach prezydenckich Platforma szuka na siebie nowego pomysłu. Jednak na razie jest to dość nieporadna szamotanina. Zadanie jest niełatwe, bo elektorat opozycyjny jest mocno podzielony. Postępowi wyborcy skłaniają się ku Lewicy. Ci bardziej konserwatywni stoją po stronie Koalicji Polskiej, skrajną prawicę zagospodarowuje Konfederacja, choć PiS rękami Ziobry i jego partii stara się szukać tam elektoratu. Elektorat zniechęconych „partyjniactwem” przejmuje Szymon Hołownia.

Renata Grochal pisze, że „największa partia opozycyjna powinna być sojusznikiem Lewicy w walce z PiS”. Nietrudno było się spodziewać takich słów z ust dziennikarki portalu, którego szefem jest Tomasz Lis – wierny żołnierz Platformy Obywatelskiej, snujący żenujące wizje o rzekomym sojuszu Lewicy z PiS, dla którego nie liczą się prawa człowieka i walka o nie, ale mokre spodnie Kaczyńskiego czyni tematem numer jeden.

Red. Grochal stawia tezę, że „Lewica skupia się dziś głównie na kwestiach światopoglądowych, co spycha ją do niszy”. Cóż, kwestie światopoglądowe, na których Lewica się skupia, to choćby prawa mniejszości seksualnych. Ich bytu nie polepszyła PO, nie zrobi tego także Zjednoczona Prawica. To właśnie Lewica, niosąca na sztandarach równość, jest opcją polityczną, która jest w tym temacie wiarygodna. Gdy skrajna prawica przy asyście Kościoła dopuszcza się ataków słownych i fizycznych na środowiska LGBT, to Lewica interweniuje, apeluje, działa. Platforma nigdy nie miała jasnego stanowiska. Rafał Trzaskowski stawiał się w roli orędownika równości i szacunku, podpisując Kartę LGBT, jednak w kampanii prezydenckiej szydło wyszło z worka. Cynizm w unikaniu tematów związanych z LGBT, nawet wtedy gdy politycy PiS otwarcie dehumanizowali tę grupę, był aż nadto widoczny. Jego zwolennicy byli i są zdania, że temat należy odłożyć do czasu zwycięstwa z PiS. Z takim podejściem, jakie obecnie prezentują, prędko może do niego nie dojść.

Wybory prezydenckie to kolejna przegrana przez PO elekcje. Stara się rozdawać karty, ale reszta opozycji traktuje to (i słusznie) jako próbę podporządkowania jej przez partię Borysa Budki. Zamiast szukać  pomysłów na siebie, idei, którą Platforma miałaby się kierować, konkretów, mamy nudną sagę wokół rzekomo „niepartyjnego i niepolitycznego” ruchu Rafała Trzaskowskiego i słowne przepychanki w partii. Nie wróży to dobrze dla Platformy, jak i dla samego Borysa Budki, od niedawna będącego liderem PO.