PO wobec praw społeczności LGBT+ – sprawdzamy

Zdjęcie: Darek Golik

Dzisiejszy wywiad w Radiu Zet kandydata Koalicji Obywatelskiej na prezydenta Polski, Rafała Trzaskowskiego, w którym wykręcał się od odpowiedzi na pytania o małżeństwa jednopłciowe, otworzył na nowo dyskusję na temat stosunku największej obecnie partii opozycyjnej do legalizacji związków partnerskich i równości małżeńskiej, czyli postulatów, których od dawna domagają się środowiska LGBT+.

Jedną z najbardziej pamiętanych sytuacji, która pokazała stosunek Platformy do praw tych osób, było głosowanie nad ustawą o związkach partnerskich, której autorem był Robert Biedroń, obecny kandydat na prezydenta Lewicy, wtedy poseł Ruchu Palikota. Dokładnie 25 stycznia 2013 roku głosowany był wniosek o odrzucenie projektu o związkach partnerskich już w pierwszym czytaniu. Głosami 101 posłów PO, 137 parlamentarzystów PiS, 27 z PSL i 17 z Solidarnej Polski projekt upadł. Nie dziwił ten fakt ze strony PiS, Solidarnej Polski oraz PSL, czyli partii od zawsze określających się jako konserwatywne. Niektórzy posłowie, którzy brali udział w tym głosowaniu nie zasiadają już w Sejmie, ale wciąż możemy na liście parlamentarzystów ujrzeć nazwiska: Brejza, Lenz, Jaros, Neumann, Schetyna. Z wyjątkiem tego pierwszego, który obecnie jest senatorem, wszyscy pozostali zasiadają w Sejmie – sam Schetyna był szefem Platformy i przez lata kreował narrację tej partii, między innymi w sprawach „światopoglądowych”.

14 marca 2017 w Parlamencie Europejskim głosowano rezolucję „Równość kobiet i mężczyzn w UE w latach 2014–2015”. Większość z eurodeputowanych PO wstrzymała się od głosu, reszta była przeciw. Dopiero później dwoje z nich zmieniło zdanie. Danuta Hübner faktycznie zmieniła głos, a Michał Boni uznał, że po ponownym przeczytaniu tejże rezolucji, jego głos byłby inny. Europosłanki Pitera i Hübner uznały, że projekt godzi w zasadę pomocniczości w UE i ingeruje w niezależność państw. Tę tezę obaliło stowarzyszenie Miłość Nie Wyklucza – przygotowało ekspertyzę prawną, która mówi, że rezolucje PE nie są wiążące. Stwierdzenie Pitery, zapytanej o to w 2017 roku, że PO zawsze broniła równych praw jest zwyczajną bzdurą – za jej rządów nie wprowadzono żadnej ustawy będącej choćby małym kroczkiem do zrównania osób LGBT z osobami heteronormatywnymi.

12 lipca 2019 roku. Trwa kampania wyborcza do Sejmu i Senatu. Grzegorz Schetyna, przewodniczący PO i lider Koalicji Obywatelskiej, zapytany w „Trójce” o związki partnerskie

wypowiada następujące słowa:

„Absolutnie nie będzie miejsca na te sprawy. Wszyscy członkowie muszą przyjąć zasady programowe, które będziemy podzielać. Musimy mówić jednym głosem o zasadach programowych. Będziemy się różnić. Ale na podkreślanie swojego programu czas przyjdzie później”

Dzień później, gdy Schetyna już wiedział, że Koalicja Europejska się rozpadnie, odejdzie z niej konserwatywny PSL, nie miał problemu by ponownie zaszachować tematem związków partnerskich i ogłosić, że będą jednym z punktów programu Platformy w wyborach parlamentarnych.

Politycy Koalicji Obywatelskiej bardzo często na temat związków partnerskich omijają szerokim łukiem, traktują jako zastępczy, bądź po prostu starają się nie wypowiadać o tym.

Agnieszka Pomaska w wywiadzie dla OKO.press 24 lipca powiedziała:

„Dajmy ludziom żyć tak, jak tego chcą. Jest kwestia ochrony środowiska, kwestia edukacji, która wymaga pilnej naprawy, kwestia służby zdrowia, to są dla nas priorytety w kampanii”

Tą wypowiedzią posłanka PO wysłała jasny sygnał, że tematy związane z równością małżeńską jej traktuje jako coś, o co najlepiej nie powinna być pytana, bo trzeba obalić PiS i „pogadamy jak wygramy”

W międzyczasie doszło do strasznego ataku na Marsz Równości w Białymstoku, kiedy to nacjonalistyczni bandyci zaatakowali jego uczestników. Posłowie Platformy dystansowali się od komentowania tego zdarzenia, zaś wobec zaproszenia liderów Lewicy do wspólnego Marszu Przeciw Nienawiści, mającego być jasną deklaracją sprzeciwu klasy politycznej, wobec tego, co się wydarzyło, najbardziej wyraźnie wyraził się w jednym z programów obecny europoseł Andrzej Halicki: „Dlaczego mamy jechać do Białegostoku, jak jesteśmy w Warszawie?”, był to klasyczny sygnał, że Platforma nie zamierza włączyć się we wspólną obronę społeczności LGBT+ i zaprotestować przeciw nienawiści – uznała, że to będzie swoisty wiec wyborczy Lewicy, a ich udział mógłby im tylko zaszkodzić.

Obecnie kandydatem Platformy Obywatelskiej na urząd prezydenta Polski jest Rafał Trzaskowski, który zasłynął przyjęciem Karty LGBT+ która zakłada m.in. edukację antydyskryminacyjną, seksualną, utworzenie centrum społeczno-kulturalnego dla osób LGBT+ czy uchwalenie programu przeciwko przemocy.

Zarzuty prawicy w jego stronę, o rzekome promowanie wyimaginowanej seksualizacji, są zwyczajnie nietrafione – Rafał Trzaskowski nie zrealizował żadnego założenia Karty, którą sam przyjął. W sierpniu 2019 roku wiceprezydent Warszawy poinformowała, że budżecie miasta na bieżący rok nie ma zaplanowanych środków na wdrażanie założeń Karty LGBT+.

Swego czasu słynna Rafał Trzaskowski nie podjął też walki o nadanie numeru PESEL i wydanie dowodu osobistego urodzonemu na Wyspach synowi dwóch Polek, mimo że miał do tego podstawę wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego. Prezydent Warszawy otrzymał od matek chłopca, Viktora wniosek w tej sprawie. Wystarczyło zezwolenie Trzaskowskiego. Nie było go.

Oczywiście, Platforma Obywatelska nie jest partią lewicową – piszę ten artykuł z zupełną świadomością tego faktu. Jednak ta partia ciągle zmienia zdanie, lawiruje i kręci w sprawie związków partnerskich. Jej politycy często głoszą slogany o tolerancji, szacunku, równych prawach. Ale to właśnie Platforma – partia, mogłoby się wydawać proeuropejska, przez osiem lat swoich rządów konsekwentnie w głosowaniach odmawiała przyjęcia projektów, będących dobrymi krokami w stronę polepszenia sytuacji osób nieheteronormatywnych, które to w innych krajach sukcesywnie uzyskiwały większe prawa.

Holandia, Belgia, Hiszpania, Norwegia, Szwecja, Portugalia, Islandia, Dania, Francja, Wielka Brytania, Luksemburg, Niemcy, Słowenia, Irlandia, Finlandia. To są europejskie kraje, które uznają małżeństwa tej samej płci. To samo powinno istnieć w Polsce. W Polsce żyją osoby LGBT+. Pracują, płacą podatki. Chcą, by państwo przestało traktować je jak obywateli gorszego sortu i traktowało tak samo jak osoby heteronormatywne. Dyskusja na ten temat trwa już zbyt długo i nie przekłada się na rozwiązania prawne. Mówienie o tym jest ważne, zaś milczenie i omijanie tematu zwyczajnie boli.