Pokolenie Franków S.

Poseł Franek Sterczewski siedzący na pace rowera cargo macha wesoło razem z kierowcą pojazdu.
Zdjęcie: twitter @f_sterczewski

Jedzą w barze mlecznym. Jeżdżą pociągami, rowerami, chodzą piechotą. Ubierają się w to, co mają pod ręką. Głośno mówią, że wypłata ponad 5000 zł brutto wystarcza im na przeżycie i utrzymanie w Warszawie. Nie są pyszni i cyniczni. Jeszcze niedawno byli słoikami, mieszkającymi z rodziną w wynajmowanym lokalu. A jednak budzą lęk i strach w oczach starej elity politycznej. Kim są posłowie i posłanki nowej generacji?

Piątek, 21 sierpnia. Codzienne wydanie internetowo-samochodowego programu Onet Rano przeżywa burzę. Poseł Koalicji Obywatelskiej Franciszek Sterczewski wsiada do swojej „limuzyny”, pokazując widzom tego programu piękno Poznania. Riksza, w której Franek odbywał rozmowę z red. Węglarczykiem, doczekała się wielu pozytywnych komentarzy w sieci. Od dawna internauci zwracają uwagę, że Onet Rano to program, w którym prowadzący, jeżdżąc po mieście (od momentu pandemii samotnie) promuje Januszowy kapitalizm. Najważniejsze to ulokować w audycji Volvo czy innego Lexsus-a, którego producent jest sponsorem programu.

Co takiego nadzwyczajnego wydarzyło się w Polsce, że dzisiaj tyle czasu poświęcono tej rozmowie? Absolutnie nic! Dzisiaj zobaczyliśmy na własne oczy europejskie standardy, gdzie politycy nie muszą otaczać się ochroną, nie muszą poznawać rzeczywistości z okien limuzyn. Polityków, którzy cieszą się na każde spotkanie z ludźmi, bo to ich życie. Nie obowiązek, a przyjemność. Polityków, którzy pomimo przynależności do danej formacji politycznej są w stanie budować szerszą koalicję wobec spraw, które wszyscy rozumieją tak samo. Polityków, którzy po prostu lubią ludzi. I są sprawnymi liderami i liderkami swoich środowisk.

Czasy opasłych politycznych kotów się skończyły. Oczywiście nadal w polityce będą dominować pieniądze, jednak coraz większy flow będzie w stronę kapitału ludzkiego. Bo to z ludźmi i dla ludzi można robić politykę. Bo to ludzie coraz bardziej zaczynają się interesować polityką i coraz więcej ludzi chodzi na wybory. Bo to ludzie z bloku, z którymi trzeba być codziennie, nie tylko w kampanii wyborczej. Wspomniany tutaj Franek jest doskonałym przykładem, że nawet proste działanie, jak zdjęcie z hasztagiem „make zbiorkom great again”, może być polem do ogólnopolskiej instagramowej dyskusji na temat transportu publicznego. Zwykłe addidasy mogą być dyskusją na temat ubioru i kwestii postrzegania człowieka przez nie.

Kontekst tego co dzieje się w ostatnim czasie w kwestii podwyżek jest znacznie szerszy. To wojna starego politycznego świata z tym nowym, który politykę buduje na kapitale zwykłej normalności, a wręcz przeciętności, ale takiej, której Polki i Polacy przez lata nie zaznali. Łakniemy polskiej AOC czy Caputovej, bo gdy demokracja była w powijakach prawie nikt z polityków nie wychodził tak mocno z jakąś misją do społeczeństwa. To politycy młodego pokolenia rozumieją, że bycie posłem/posłanką to nie koronacja, a umowa społeczna z elastycznym czasem pracy, zmienna w czasie, bogata w wyzwania i problemy, które trzeba będzie rozwiązać. Że to praca, w której będzie się kopanym i pełnym siniaków. Ale też praca, w której każdy, kto wyjdzie z wyjątkowo pozytywnym przekazem, zostanie dostrzeżony i pochwalony.

To wojna świata limuzyn ze światem ludzi. To wojna chowania się w studiach telewizyjnych i plotek z Moniką Olejnik z wychodzeniem do świata ludzi, na piwo, do knajpy, na dożynki.

Kto tego nie zrozumie, przepadnie. Można mieć pieniądze i jedynkę na liście wyborczej, a bez siły przebicia i umiejętności gospodarowania emocjami społeczeństwa nie ma się niczego. A jak się ma to i nawet 2000 zł brutto wystarczy. W tej pracy naprawdę trzeba lubić ludzi. Wszystkich!