Prawicowe przypisy

Przypisy z przykładowego niemieckiego tekstu prawniczego
Przypisy z przykładowego niemieckiego tekstu prawniczego, źródło: Hedwig von Ebbel, Wikimedia Commons, lic. CC BY-SA 3.0

„Debile zarządzające nauką w Polsce doprowadziły do narzucenia nawet najlepszym polskim periodykom naukowym kretyński[ego] system[u] przypisów: umieszczane są one w tekście, w nawiasach! Co za upadek. Pora umierać…” [1]. Od takiego właśnie tweetu rozpoczęła się niedawna prawicowa dyskusja o przypisach, z której płyną dość ciekawe – jak sądzę – wnioski.

W czym rzecz? Otóż grupa konserwatywnych historyków i publicystów skrytykowała tzw. przypisy harwardzkie, czyli skrócone odsyłacze bibliograficzne zamieszczane w głównym tekście – a nie na dole strony – niektórych prac naukowych. W praktyce rzecz wygląda mniej więcej tak [2]: „O siedmiu żonach Mieszka I przeczytamy w kronice Kpinomira (983), którą przywołuje Marek Jędraszewski (2017)”.

Nawiasy występują tu zamiast przypisów dolnych. Taki odsyłacz wskazuje na autora (autorkę) i datę publikacji, ale już nie np. na jej tytuł – pełne informacje podawane są tylko w bibliografii końcowej.

Wspomniani historycy i publicyści, a także zwykli użytkownicy Twittera, przedstawili w tej kwestii dość ekspresyjne opinie. Zacytuję wyłącznie te, które pochodzą od osób względnie znanych:

„[Takie przypisy] nie są [sensowne]. W żadnym przypadku” [3]

.„Takie, że niby [Autor, 2020, tweet z 15 września] i na końcu spis dzieł? To grubo” [4].

„W artykułach z dziedziny nauk historycznych w przypisach są często niezwykłe smaczki, ciekawe cytaty, odesłanie do dalszej literatury, polemiki z innymi autorami. Idioci uznali, że to wszystko ma być w tekście. Bo system harwardzki wybrali” [5].

[Samotny symbol facepalmu] [6].

„Nie wiem jak to może nie przeszkadzać w pracy z przypisami. No chyba że przypis jest tylko po to żeby był” [7].

*

Uogólniając: niektórzy z komentatorów w ogóle nie spotkali się wcześniej z systemem harwardzkim. Niektórzy zdawali sobie sprawę z jego istnienia, ale już niekoniecznie z tego, że dotyczy wyłącznie przypisów bibliograficznych (dodatkowe informacje nadal można bowiem umieszczać w tzw. przypisach rzeczowych) [8]. Niektórzy mogą to wszystko wiedzieć, nadal jednak odmawiają temu podejściu jakiejkolwiek użyteczności.

Czy w odniesieniu do nauk historycznych komentujący mają słuszność? Być może, nie wiem. Wiele z wypowiedzi dotyczy jednak zastosowania przypisów harwardzkich na dowolnym terenie, czyli najwyraźniej również w takich naukach, jak socjologia, psychologia i antropologia. Są to dziedziny, którymi – uogólnijmy – znacznie częściej zajmują się osoby o przekonaniach progresywnych niż konserwatyści i konserwatystki. Jeden z autorów mówi zresztą w tym wypadku o promowaniu systemu harwardzkiego przez „amerykańskich postępowych ekonomistów” [9]. Niechęć do tego modelu bibliograficznego w przywołanym środowisku wydaje się więc pokrywać z niechęcią do nauk społecznych, przynajmniej tych traktowanych jako pas transmisyjny idei lewicowych przybywających z Zachodu.

*

Jaka z tego wszystkiego konkluzja? Taka, którą z pewnymi zmianami pożyczam od Michała Zabdyra-Jamroza. Otóż w Polsce konserwatywni liderzy opinii (samozwańczy lub realni) do dużej części współczesnych nauk społecznych podchodzą z głęboką niechęcią, ale ta postawa rzadko opiera się na znajomości odpowiednich dziedzin wiedzy. Zazwyczaj są one odrzucane z założenia – nawet typowy dla nich format przypisów postrzegany jest jako w oczywisty sposób błędny, nienaturalny, szkodliwy. Komentujący mogą niewiele o nim wiedzieć, ale nie będą okazywali żadnych wątpliwości przy publicznym formułowaniu sądów na jego temat.

Przejście między „niechęcią do przypisów” a „niechęcią do całych dyscyplin naukowych” jest w tej konkluzji oczywiście publicystycznym skrótem. Można by jednak to rozumowanie na różne sposoby podpierać. Na przykład w 2018 roku opisywałem, jak to jeden z polskich konserwatywnych historyków – już po habilitacji, więc teoretycznie posługujący się dobrym warsztatem naukowym – twierdzi, że w grantach przyznawanych w Narodowym Centrum Nauki „popularne są politycznie poprawne zagadnienia, przede wszystkim gender. […] Doszukiwanie się antysemityzmu i wszelkiej ksenofobii – polskiej, europejskiej, chrześcijańskiej należy także do modnych tematów”. To stwierdzenie w ścisłym sensie nieprawdziwe: w kilku konkursach NCN w najświeższej podówczas edycji wyróżnione projekty o takiej tematyce były zupełnymi wyjątkami, poświęciłem nieco czasu i zwyczajnie to policzyłem [10]. Z jakiegoś powodu jednak autor tezy nie czuł potrzeby jej sprawdzenia.

*

Obawy konserwatystów nie są zupełnie zmyślone – rzeczywiście wiatr zmian w nauce wieje w stronę niezbyt korzystną dla polskiej historiografii. We wspomnianej przed chwilą notce przedstawiałem część związanych z tym zagadnień. Nie widzę też nic niewłaściwego w krytyce kolonialnego aspektu nauk społecznych – swego czasu sam polecałem tu książkę na ten temat [11]. I wreszcie nie uważam przypisów harwardzkich za doskonałe rozwiązanie (każdy model bibliograficzny ma swoje zalety i wady, w dodatku inaczej rozkładające się w historii, inaczej w socjologii, a inaczej w fizyce).

Zaznaczę jednak: nie bez przyczyny umieszczanie danych bibliograficznych na dole strony nazywane jest często systemem oksfordzkim. Wybór między różnymi typami przypisów nie musi być deklaracją w sporze patriotyzmu z kosmopolityzmem. A jeśli ktoś mimo to nawet kwestię stylu bibliograficznego sprowadza do walki o polską duszę? Jeśli przy tym nie przejmuje się czymkolwiek, co mogliby mieć do powiedzenia adwersarze? Jeśli wynosi własne nawyki lekturowe do rangi prawdy obiektywnej? To być może nazbyt przywykł do statusu, którym długo cieszyła się w Polsce konserwatywna historiografia – i który pozwalał lekceważyć inne punkty widzenia. Tak jak pisałem we wcześniejszym tekście o prawicowych publicystach, władza (również kulturowa i symboliczna) potrafi bardzo skracać wzrok [12].

PS. Żeby było śmieszniej, sam stopniowo skłaniam się do stosowania przypisów dolnych zamiast harwardzkich (choć do tych ostatnich jestem przyzwyczajony od kilkunastu lat). Przekonuje mnie bowiem taki styl naukowy, który pozostaje możliwie przystępny dla niefachowych czytelniczek i czytelników. Przypisy nawiasowe w tekście głównym wydają się natomiast stanowić dodatkową barierę komunikacyjną, dodatkowy próg do pokonania. Ale to już innego rodzaju argumentacja.

PRZYPISY

[1] https://twitter.com/StZerko/status/1305922372550176769
[2] Przy okazji przypominam: https://aszdziennik.pl/126611,abp-jedraszewski-jestem-powaznym-profesorem-rowniez-on-kpinomir
[3] https://twitter.com/StZerko/status/1305943382922080257
[4] https://twitter.com/WojciechMucha/status/1305923833636020224 (cytat nieznacznie zmieniony – wyciąłem z wpisu nazwiska autorów wpisów i informacje bezpośrednio na nich wskazujące, eksperymentuję z formułą, która zwraca uwagę na problem, a nie na poszczególne osoby)
[5] https://twitter.com/StZerko/status/1305926072731668480
[6] https://twitter.com/R_A_Ziemkiewicz/status/1305927356373258242
[7] https://twitter.com/RGwiazdowski/status/1305925229382979585
[8] Na przykład w tzw. stylu APA, jednej z odmian systemu harwardzkiego: https://owl.purdue.edu/owl/research_and_citation/apa6_style/apa_formatting_and_style_guide/footnotes_and_endnotes.html (inna sprawa, że system ten rzeczywiście może do stosowania przypisów rzeczowych zniechęcać).
[9] https://twitter.com/RGwiazdowski/status/1305925229382979585
[10] https://stanislawkrawczyk.blogspot.com/2018/03/to-nie-polityczna-poprawnosc-jest.html
[11] https://www.facebook.com/StaszekKrawczykFanpage/photos/nauki-spo%C5%82eczne-w-s%C5%82u%C5%BCbie-imperiumotw%C3%B3rzcie-dowolny-podr%C4%99cznik-wprowadzenia-do-s/2305065353101461/
[12] https://magazynkontakt.pl/deklaracja-lgbt-i-krotki-wzrok-wladzy/