Pyry z gzikiem, nie z homofobią

Kobieta z plecakiem idzie w towarzystwie dwóch policjantów obok dużej furgonetki z napisami "zobacz związek pedofilii z seksedukacją" oraz "wejdź na stoppedofilii.pl, pobierz poradnik jak powstrzymać pedofila"
Foto: Łazęga poznańska

Od poniedziałku 17 sierpnia po Poznaniu jeździ furgonetka Fundacji Pro z plandeką zawierającą fałszywe informacje na temat rzekomego powiązania homoseksualności z pedofilią. Na szczęście pojeździ tylko do soboty. To nie zmienia faktu, że Poznań staje na wysokości zadania jako stolica równości w Polsce i nie daje furgonetce spokoju.

Furgon nienawiści krążył po Poznaniu bez włączonych głośników, ponieważ poznańscy urzędnicy odmówili zarejestrowania zgromadzenia. Uzasadniono to tym, że do zgromadzenia mogą przyłączać się spontanicznie osoby postronne, a podczas przejazdu furgonetki było to niemożliwe. Dzięki temu, nie mógł puszczać nagrań audio, byłoby to zanieczyszczenie środowiska hałasem.

Kto narusza zakaz używania instalacji lub urządzeń nagłaśniających określony w art. 156 zakaz używania instalacji nagłaśniających, ust. 1, podlega karze grzywny.

Art. 51. § 1. Kodeksu Wykroczeń – Kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek publiczny, spoczynek nocny albo wywołuje zgorszenie w miejscu publicznym, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny.

Niestety, nie zawsze tego przestrzegał.


Środa, 19 sierpnia

Po raz pierwszy widziałyśmy z bardzo bliska furgon z Zuzanną w środę, obejrzałyśmy go na zielonym świetle w celu weryfikacji, czy nie puszcza nagrań. Nie puszczał, więc po zrobieniu zdjęcia poszłyśmy sobie. Nie było podstaw do zatrzymania go, a wiedziałyśmy, że zgłaszanie go za homofobię nic nie da. Polskie prawo nie chroni osób LGBT+ przed nienawiścią. Dostrzegłyśmy czerwony samochód, w którym siedzieli nagrywający nas mężczyźni, ale wtedy nic z tym nie zrobiłyśmy. Miało to miejsce w środę o 12:00 na Al. Niepodległości. Oba pojazdy swobodnie pojechały dalej.

Co ciekawe, furgon wrócił szybko, już o 13:35 tego samego dnia na skrzyżowaniu ulicy Święty Marcin i ulicy Kościuszki. Tym razem miał już włączone głośniki, a za nim jechał ten sam czerwony samochód, a także radiowóz policji. Dokonałyśmy zatrzymania obywatelskiego razem z fotografem Maciejem Krajewskim. Adrianna Palus – inna koleżanka, która mi wtedy towarzyszyła – zadzwoniła pod numer 997, gdzie poirytowany mężczyzna kazał jej podejść do radiowozu, który jechał za furgonem. Wiedział o nim, ponieważ Adrianna go poinformowała o tym fakcie.

W trakcie tych wydarzeń, ludzie w czerwonym, tajnym wozie nas znów filmowali, ale szybko uciekli po tym, jak ich zauważyłam.

Adrianna podeszła do radiowozu, po czym bardzo szybko, bez pytań, policjanci kazali zejść nam z jezdni, a my dwie i Maciej nie stawiałyśmy oporu. Furgon pojechał dalej. Pytałyśmy, dlaczego furgonetka jedzie dalej, Maciej mówił, że nie ma prawa jechać dalej, ale policja nie zareagowała. Zapytałam, dlaczego nie zapytano nas o przyczynę zatrzymania obywatelskiego. Nie otrzymałam odpowiedzi. Policja wciąż utrzymywała, że miała włączoną klimatyzację w radiowozie, więc nic nie słyszała. To ciekawe, bo jako niedosłysząca użytkowniczka implantów ślimakowych słyszałam doskonale blubry z głośników furgonu.

Policjanci mieli pretensje do Adrianny, że podeszła do nich jezdnią, a nie dało się inaczej, bo obok był przystanek tramwajowy. Ostatecznie odpuścili czepianie się jej o to. Spisali treść banerów, jakie miałyśmy ze sobą, czyli “edukacja zamiast kłamstw”, “kłamcy”, “uwolnić Margot” i „Jedź śmiało! Boisz się potrącić IDEOLOGIĘ?”. Sporządzili notatkę służbową, a nam kazali udać się do komisariatu na Starym Mieście, “jeśli czują się państwo urażeni”. Nie przyjęli zgłoszenia na miejscu.


Czwartek, 20 sierpnia

Kolejne zatrzymanie obywatelskie odbyło się w czwartek o 11:30. Znów skrzyżowanie Św. Marcina i Kościuszki. Znów podobny telefon na 112 i kontakt z funkcjonariuszami obecnymi tuż za furgonem. Policja obecna na miejscu odmówiła wylegitymowania się oraz przyjęcia zgłoszenia. Spisała Adriannę i kilkoro innych uczestniczek i uczestników zatrzymania obywatelskiego. Blubrobus pojechał dalej, policja ponownie nie zatrzymała go, pomimo że niedaleko tego skrzyżowania są zwykle wolne miejsca parkingowe na Kościuszki. Policjanci chcieli od Adrianny definicji urządzenia nagłaśniającego.


Piątek, 21 sierpnia

Na tym się nie skończyło. Kolejne zatrzymanie obywatelskie było o wiele skuteczniejsze, ale także o wiele bardziej dramatyczne. Piątek, 11:30, znowu skrzyżowanie Św. Marcina i Kościuszki. Mi, Zuzannie i Adriannie towarzyszył dziennikarz Żytnicki z Gazety Wyborczej. Słyszymy, że homofobus głośno nadaje audio przez głośniki, więc dokonujemy razem obywatelskiego zatrzymania. Policja zaskakująco szybko zareagowała i zażądała zejścia z pasów. Odmówiłyśmy, ponieważ nie miałyśmy zamiaru schodzić, aż nie zostaną wreszcie wyciągnięte konsekwencje od kierowcy furgonetki. Kierowca furgonu wyłączył audio.

Wkrótce dołącza do nas posłanka Katarzyna Ueberhan. Policjanci delikatnie tylko spuszczają z tonu, nadal jednak powtarzają, że mamy zejść z pasów, a sytuacja jest dla nich niejasna i muszą zrobić tylko notatkę służbową. Zarówno pan Żytnicki, jak i posłanka Ueberhan tłumaczą, że chodzi o zanieczyszczenie środowiska hałasem, a posłanka dodaje, że po prostu z samej przyzwoitości puszczane z głośników treści powinny policjantom przeszkadzać.

Dochodzi do kuriozalnej sytuacji, ponieważ funkcjonariusze uznają nasze działania oraz pytania za “złośliwości”. Obok, na chodniku, pojawiają się osoby postronne, które zaczynają pytać “dlaczego dajecie temu jeździć?”, a obok nas przyjeżdżają kolejne samochody policyjne. Wkrótce są tutaj aż trzy radiowozy i coraz więcej policji. Odmawiają wylegitymowania się i przyjęcia zgłoszenia, a my wciąż prosimy o zareagowanie na popełnienie wykroczenia przez kierowcę furgonetki.

Jeden z policjantów mówi, że obiecuje, że osoba w furgonetce nie włączy ponownie audio i nadal utrzymuje, że sytuacja jest dla nich niejasna. Spisują nas, a także kierowcę furgonu i jego kolegę jadącego z nim, mimo że twierdzą, że “znają te osoby”. W końcu policjanci dają sobie pomóc w dopełnianiu obowiązków służbowych – zgadzają się dać kierowcy furgonetki mandat. Kierowca odmawia przyjęcia go. W końcu schodzimy z jezdni, nam także chcą dać mandaty za “stanie na pasach”, ale odmawiamy. Nikt z osób obecnych przy zatrzymaniu obywatelskim nie dokonał czynu szkodliwego społecznie.

Furgonetka odjeżdża. Coś mi mówi, że warto za nią podążyć i zweryfikować słowa policjanta. Pobiegłam za nią – byłam już po spisaniu i dostałam z powrotem dokument tożsamości – w celu zobaczenia, co się stanie. Nie myliłam się. Jakieś 100 metrów za zakrętem w ulicę Kościuszki kierowca furgonu znowu włączył głośniki. Świadkiem tego był także mężczyzna, który obserwował z boku całą sytuację. Zarówno ja, jak i on powiedzieliśmy to policji.

Policja dość skonfudowana, przy akompaniamencie okrzyków “kłamca”, nie za bardzo wie, jak zareagować. Pospiesznie dwa radiowozy ruszają ze skrzyżowania, jeden Św. Marcinem i drugi Kościuszki. Z relacji osób postronnych, które widziały później furgon w różnych punktach miasta wiemy, że nie został złapany przez policję, a nawet był eskortowany przez tajny samochód policyjny.

Hańba dla policji. Po prostu zwykła hańba.

Wyciągnijmy z poznańskich wydarzeń taką lekcję, że nie wolno pozostać obojętnym i nie wolno dać spokoju funkcjonariuszom, którzy udają, że słyszą gorzej od osoby z niepełnosprawnością, byle pobłażać hałasującym kierowcom.

Dziękuję z całego serca wszystkim osobom, które działają w Poznaniu na rzecz równości.

Niedługo pokażemy Wam, jak wyglądały te wydarzenia na żywo! Śledźcie proszę social media Lewicowego Hubu.