Ranisz mnie, Polsko

Masz dwadzieścia kilka lat. Nie narzekasz na swoją pracę, choć wiadomo – zawsze mogłoby być lepiej. Nie boisz się o to, że zabraknie ci jedzenia, a właściciel mieszkania wyrzuci na bruk, bo spóźnisz się z wpłatą czynszu. Koronawirus utrudnia ci życie, ale nie na tyle, by drżeć niepewnie o jutro. O 16 zamykasz laptopa, kończysz dzień pracy i czekasz, aż najbliższa ci osoba wróci z pracy, a resztę tego dnia spędzicie już razem, będąc z daleka od większych problemów. Jesteś szczęściarzem. Miliony nie mają tego szczęścia i zarywają noce, bo nie wiedzą, co przyniesie przyszłość.

Powinieneś to doceniać. Cieszyć się tym, co masz – powinieneś marzyć i być wdzięcznym. Jednak kilka spraw nie zostało rozwiązanych. Masz dwadzieścia kilka lat, a coś cię blokuje. Dusi, gdy wychodzisz na ulice, bo wiesz, że komuś możesz się nie spodobać. I chociaż nie doświadczyłeś nigdy agresji, to wiesz, że znów – nie wszyscy mają to szczęście. Znajomi, koledzy z pracy, wiedzą kim jesteś i w pełni cię akceptują. Nie jest źle. Ale w odwiedziny do domu rodzinnego pojedziesz już sam, bo rodzina nie uznaje twojego związku. Rodzice przyjmą cię świeżo po niedzielnej mszy. Niesieni Duchem Świętym powiedzą, że możesz na nich liczyć, bo jesteś ich synem i bardzo cię kochają. Bardzo chcą mieć z tobą kontakt. Z tobą. Nie z twoim – jak twierdzą – przyjacielem. Bo partner czy ukochany przez usta już nie przejdzie. Najważniejsze, żebyś ich odwiedzał. I do kościółka chodził. Bo wszystko zniosą, ale nie to, że od Kościoła się odwrócisz i w Boga wierzyć przestaniesz. Papieża też szanuj. I nie mów głupot. To święty człowiek był.

Mimo wszystko, nadal powinieneś się cieszyć. Przecież nie musisz śledzić wiadomości. Nie musisz nawet iść na wybory, bo przecież wierzysz, że dasz sobie radę sam i żaden polityk nie będzie ci życia układał. Zresztą – tam i tak jedna ręka, drugą myje. Ale twój światopogląd jest inny. Wiesz, że swoją biernością sprawisz, że kiedyś zarówno inni, jak i ty, znajdziecie się w sytuacji bez wyjścia. Że urządzą ci taki kraj, że nie zostanie ci nic poza wyjazdem. Ale dlaczego to ty masz wyjeżdżać? Dlaczego ty masz opuszczać kraj, w którym żyli twoi przodkowie? Dlaczego ty – nie możesz cieszyć się swoim życiem tu. W Polsce. W twoim kraju.

Więc czytasz. Oglądasz. Słuchasz. Słyszysz, że tacy jak ty, jesteście zarazą. Że tworzycie zagrożenie dla rodziny, chociaż wcześniej nie wiedziałeś, że masz taką siłę, by cokolwiek zniszczyć. Że możesz zapomnieć o jakichś ślubach, papierkach, a najlepiej to, żeby ci podatki obniżyli, bo hajtać się chcesz tylko dla kasy. Że tak naprawę to oni nic do ciebie nie mają, ale siedź sobie w domu i wiesz – nie obnoś się za bardzo. I nie wiedzą za bardzo, o co ci chodzi. Przecież nic do ciebie nie mają. Jesteś w porządku. Ale małżeństwa? Nie przesadzajmy…

Później słyszysz, że jakiś ksiądz gwałcił dziecko. Został surowo ukarany, bo z Południa biskup przerzucił go na Północ. I mszy odprawiać nie może. Surowa kara. A ty nie krzycz. Nie damy ci zniszczyć wiary katolickiej, więc przestań mówić o Kościele źle. To święta instytucja jest, a jej prawo – prawem naszym, prawem Polski. Do tradycji chrześcijańskiej będziemy się odwoływać, bo tylko ona jest słuszna. Twoja moralność? W domu siedź. Nie wychylaj się. Tu jest Polska.

I oglądasz dalej. Wiadomości z kraju i wiadomości ze świata. Widzisz Rosję, Putina, wojnę hybrydową. Widzisz Brazylię, Meksyk i Hiszpanię. Dowiadujesz się o fundamentalistycznych sektach, które tworzą swe siatki na całym świecie. Docierają nawet do Polski i zaczynają wpływać na prawo, które obowiązuje nie tylko katolików, ale ciebie też. Widzisz polityków spotykających się z fanatykami, którzy ciebie uznają za chorego. Odbierają ci prawo do wykonywania określonych zawodów, bo nauczycielem w ich świecie nie będziesz mógł zostać. Myślisz, że ludzie się na to nie nabiorą. Że staną po stronie przyzwoitości i powiedzą fanatykom – przesadzacie. Ale nie. Oglądasz dalej i słyszysz, że nie są tacy źli. Merytoryczni przynajmniej. I przedsiębiorców nie okradną.

I wiesz, że wiele lat będzie musiało minąć, byś mógł złapać tu oddech. Byś mógł zaciągnąć się polskim powietrzem, nie obawiając się, że wpuścisz w siebie zamordyzm, nienawiść i pogardę. Że będąc u siebie – naprawdę poczujesz się u siebie. Że będziesz mógł normalnie podyskutować bez rzucania się na siebie z pięściami. Że zajmiecie się w końcu rzeczywistymi problemami naszych czasów – rozwojem technologicznym i jego wpływem na społeczeństwa, katastrofą klimatyczną i nierównościami społecznymi. Że rozmawiać będzie ze sobą katolik i ateista. Kobieta i mężczyzna. Heteroseksualista i homoseksualista. Że przestaniesz ranić. Polsko.