Rzecznik Praw Dziecka, czy zagrożenie praw dziecka?

Na zdjęciu Rzecznik Praw Dziecka - Mikołaj Pawlak. Mężczyzna w krótkich włosach, z okularami, w garniturze z muszką. Na rozmytym tle wnętrze sali posiedzeń sejmu.
Zdjęcie: wikipedia

Mikołaj Pawlak – od 2018 roku jest Rzecznikiem Praw Dziecka. Niejednokrotnie pokazywał jakim człowiekiem jest naprawdę. Chcę zatem podać dalej informacje o tym kim jest i trochę porównać go z jego poprzednikiem – Markiem Michalakiem.

Mikołaj Pawlak jest kanonikiem – osobą specjalizującą się w prawie kościelnym. Wykształcenie to zdobył na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Marek Michalak natomiast jest pedagogiem specjalnym. Kontrowersje wobec aktualnego RPD rozpoczęły się już podczas głosowania w sejmie nad jego wyborem. Nie miał on bowiem co najmniej pięcioletniego doświadczenia w pracy z dziećmi. Jego doświadczenie z taką pracą wiąże się z tym, że w latach 2016–2018 był dyrektorem Departamentu Spraw Rodzinnych i Nieletnich Ministerstwa Sprawiedliwości. Między 2016, a 2018 upłynęły dwa lata. Nie pięć. Marek Michalak miał sporo osiągnięć na tym polu, zanim został wybrany Rzecznikiem w 2008 roku. Od 1987 był przewodniczącym Koła Przyjaciół Dzieci Chorych „Serce” w Świdnicy. Współtworzył Centrum Przyjaźni Dziecięcej, a w 2003 został powołany do Rady Organizacji Pozarządowych przy Rzeczniku Praw Dziecka.

W ostatnich dniach o Pawlaku zrobiło się głośno, ponieważ stwierdził, że edukatorzy seksualni chcą zmieniać płeć dziecka bez zgody lekarzy i rodziców. Jego poglądy są jednoznaczne. Według niego pedofilia to „pandemia dewiacji spowodowana seksualizacją życia”. W tym roku apelował m.in. o skreślenie z ustawy możliwości przerwania ciąży ze względu na prawdopodobieństwo wad płodu. Nie uważacie tego za katolicki zamordyzm?

Idąc dalej. Słynna akcja – „Tęczowy Piątek”. W 2019 roku Rzecznik Praw Dziecka otwarcie mówił o tym, że szkoła powinna być wolna od ideologii, co otwarcie można uznać, że Pawlak jest rzecznikiem nie wszystkich dzieci, skoro przeszkadza mu akt solidarności z uczniami będącymi w mniejszości. Tak czy siak, jego poglądy na ten temat znane były już wcześniej. 

Rodzice dzieci poczętych z in vitro już na początku kadencji RPD domagali się jego dymisji. Pisali oni, że: „Ta zaszczytna funkcja z definicji musi być wolna od jakiejkolwiek ideologii, sympatii politycznych czy religijnych. To rzecznik wszystkich polskich dzieci stojący na straży ich praw i godności”. Zabolały ich słowa rzecznika o tej metodzie, bowiem nazwał ją niegodziwą od strony moralno-prawnej.

Na sam koniec chcę powiedzieć o ubiegłorocznej aferze ze słowami, że klaps to nie jest bicie. Tak właśnie twierdzi Rzecznik Praw najmłodszych obywateli naszego kraju. W jego obronie stanęła nawet Kancelaria Premiera, która stwierdziła, że jego wypowiedź została zmanipulowana.

Czy naprawdę chcemy, żeby tacy ludzie dbali o dobro naszych dzieci?