Skazani na wstyd

person holding red pomelo fruit
Zdjęcie: Taras Chernus / Unsplash

Realia edukacji seksualnej

Jako młoda kobieta dopiero w wieku 20 lat przekonałam się o tym, że seksualność nie jest niczym wstydliwym. W okresie adolescencji dyskusje dotyczące seksualności i dojrzewania były dla mnie pewnym tabu. Z dość oczywistych względów w domu nie królowały tematy związane z odkrywaniem swojej seksualności, a moje przyjaciółki miały mniej więcej tyle samo wiedzy, co ja.

Mimo wszystko towarzyszyłyśmy sobie na drodze dojrzewania i wielokrotnie byłyśmy dla siebie pokrzepieniem. W swoim procesie edukacji nie mogłyśmy również liczyć na szkołę. W szkole nie było miejsca na dyskusje związane z rozwojem seksualnym, bo było tam miejsce tylko na „prawdziwą naukę”. Dziś niektóre rzeczy wydają mi się oczywiste i proste. Każdy człowiek jest istotą seksualną. Każdy człowiek ma swoje potrzeby i nie należy się ich wstydzić. Niestety nie dowiedziałam się tego od rodziców. Jak wiadomo, nie dowiedziałam się tego również ze szkoły. Dowiedziałam się o tym z miejsca, które jest dzisiaj ratunkiem dla młodych ludzi w Polsce w sferze szeroko pojętej seksualności. Dowiedziałam się o tym z internetu, a dokładniej z Instagrama i różnego typu facebook’owych grup. Można tam przeczytać, m.in. o tym, że edukacja seksualna w Polsce kojarzy się głównie z filmem „Niemy krzyk” i różnymi przestrogami na temat antykoncepcji, czy nawet używanych przez kobiety środków higienicznych. Na tych właśnie grupach wielu ludzi dzieli się swoimi historiami, dyskutuje, ale też pyta anonimowo o często podstawowe rzeczy związane ze współżyciem, relacjami czy zdrowiem. Te pytania zazwyczaj łączy jedno — poczucie wstydu. Tym poczuciem i wieloma innymi frustracjami jesteśmy obarczeni przez państwo od wielu lat.

Polityczne domino

Słowo „wstyd” odmienione przez wszystkie przypadki to — oprócz niewiedzy — realna cena, jaką płacimy za brak rzetelnej edukacji seksualnej. Zwyczajny wstyd, który dotyka nas na co dzień i wydaje się błahy — tak naprawdę urósł już do rangi systemowego problemu. Młodzi ludzie wchodzący w dorosłość łakną wiedzy i wsparcia, a w tym samym czasie z mównicy sejmowej słyszymy hasła o deprawacji, pedofilii i karaniu edukatorów seksualnych. Anonimowe pytania na grupach społecznościowych to tak naprawdę największa kostka domina w tym całym zjawisku, a kostką, która porusza ten mechanizm, są polityczne opinie i działania szeroko pojętej prawicy. Wypracowane w ciągu wielu lat „standardy” sprawiły, że dziś obóz rządzący czuje się bezkarny wobec głoszenia z mównicy sejmowej antynaukowych tez. Dlatego też politycy prawicy bezmyślnie wypaczyli pojęcie edukacji seksualnej, sprowadzając ją do “seksualizacji młodzieży” i — mimo protestów — próbując zamieść temat pod dywan. Ta bezkarność odbija się na całym społeczeństwie nie tylko w sprawie edukacji seksualnej. Z raportu YouGov wynika, że Polska jest jedynym z 26 badanych państw, w którym zaufanie do przyjaciół i rodziny wyprzedza zaufanie do specjalistów medycznych w czasie dzisiejszego kryzysu epidemiologicznego. Jesteśmy więc społeczeństwem, w którym gromadzenie wiedzy różnej kategorii z niepewnych lub amatorskich źródeł to nie raczkujące zjawisko, a raczej stały element naszej rzeczywistości.

Edukacyjny wolontariat, a wykluczenie

To, z czym mamy do czynienia to przerzucenie odpowiedzialności i obowiązku edukacyjnego na społeczeństwo. Młodzi ludzie potrzebują wiedzy i chcą się edukować, więc muszą to robić na własną rękę. Dziś symbolem edukacji seksualnej w Polsce jest modelka — Anja Rubik. Dzięki niej temat rzetelnej edukacji seksualnej wszedł do mainstreamu i jest szeroko dyskutowany. Oprócz tego swoją cegiełkę dokładają też instagramerki lub ekspertki działające na różnych platformach, które często wolontaryjnie dzielą się swoją wiedzą z zakresu edukacji seksualnej, zdrowia psychicznego, feminizmu czy ciałopozytywności. Niestety takie rozwiązania przyczyniają się do pogłębiania nierówności i wykluczenia. Edukacja seksualna dziś w Polsce nie jest dla wszystkich, a dla ludzi z określonej bańki. Politycy nie chcą przyjąć rozwiązań systemowych, a swoim obywatelom wolą fundować niewiedzę i niepokój. Państwo stawia się w roli „strażnika moralności”, a nie opiekuna i swoimi działaniami skazuje nas na wstyd. Politycy boją się uczciwej edukacji seksualnej i wolą przybierać na siebie fasadę, która nikomu nie służy, a piętno tej fasady odciska się na całym społeczeństwie i może mieć niebezpieczne skutki. W dzisiejszej rzeczywistości politycznej postulaty Lewicy o opartej na wiedzy naukowej i dostosowanej do wieku edukacji seksualnej mają radykalny wydźwięk. W najbliższej przyszłości raczej nie możemy liczyć na gwałtowne zmiany i poprawę sytuacji. Jeśli nie dokonamy wymiany elity politycznej, to niektóre kwestie niestety jeszcze na długo pozostaną tematami tabu.