Wszyscy jesteśmy LGBT

close up photography of rainbow rays on eye
Zdjęcie: Harry Quan / Unsplash

Tak, wiem, co niektórzy z was sobie pomyślą: „Chwila, przecież ja nie jestem”. Owszem, w dosłownym sensie tego zdania jest to prawda, ale nabiera ono dziś, szczególnie w kontekście ostatnich wydarzeń, drugiego dna. Słowa te piszę niedługo po wielce kontrowersyjnej decyzji sądu zapadłej podczas procesu Kai Godek o znieważenie osób o orientacji homoseksualnej poniższą wypowiedzią:

– Tam na sześć przypadków molestowania pięć ma charakter homoseksualny. I to zawsze tak jest. Teraz geje mówią, że chcą adoptować dzieci. Dlaczego chcą adoptować dzieci? Bo chcą je molestować i gwałcić, takie są fakty.

– tak skomentowała film „Tylko nie mów nikomu” braci Sekielskich. Mocne słowa, które, nie dość, że mają na celu odwrócić uwagę od problemu poruszonego w filmie, to do tego przeinaczają prawdę i głęboko krzywdzą gejów. Nie był to pierwszy raz, kiedy homoseksualizm ujednolicała ze zboczeniem i wszystko wskazuje na to, że nie będzie też ostatni. Sąd postanowił umorzyć postępowanie, ponieważ strona pokrzywdzona nie dowiodła swojej orientacji. Gdy przeczytałem o tej decyzji, zastanawiałem się chwilę, czy nie jest to jakiś ponury żart, ale nie – to nowa rzeczywistość, w której będziemy musieli żyć przez najbliższe lata.

Rzeczywistość, bowiem ta sprawa nie stała się początkiem końca publicznej homofobii, a tylko jej zwieńczeniem. Gdy studenci Uniwersytetu Śląskiego sprzeciwili się swojej wykładowczyni, której niechęć do związków jednopłciowych była tylko jednym z wielu powodów do skargi, zostali poddani wielogodzinnym przesłuchaniom przez policję i Instytut Ordo Iuris, po których, według relacji świadków, niektóre studentki wychodziły zapłakane. Proceder ten ciągnie się niestety do tej chwili, w której piszę te słowa. W telewizji publicznej szykanowanie LGBT stało się już codziennością i temat ten jest wykorzystywany do krytyki Rafała Trzaskowskiego. Arcybiskup Marek Jędraszewski, jedna z najważniejszych figur polskiego Kościoła, organizacji, która z założenia głosi miłość do bliźniego, porównał owy ruch do zbrodniczego reżimu, a w debacie prezydenckiej w 2020 roku siedmiu z dziesięciu kandydatów wyraźnie sprzeciwiło się idei małżeństw jednopłciowych, podczas gdy tylko jeden je poparł.

Wszystkie te wydarzenia najlepiej podsumowuje badanie ILGA, w którym Polska okazała się być najbardziej homofobicznym krajem w Unii Europejskiej oraz niewiele lepszym niż Rosja i Białoruś. Oczywiście prawica tego tak nie widzi – oni zwalczają szkodliwą ideologię, która chce gwałcić i seksualizować nasze dzieci oraz obrócić w proch tradycyjną rodzinę. Są przeświadczeni o swojej racji tak bardzo, że nie potrzebują słuchać opinii innych, a zajmują się aktywnym zwalczaniem ideologicznych przeciwników. Jest to dosyć łatwe w państwie, w którym władza, za pomocą telewizji publicznej, może wskazać palcem wroga i postawić mu zarzuty (które z rzeczywistością nie muszą mieć za dużo wspólnego). Nie jestem tym zaskoczony, lecz pewna rzecz nie daje mi spokoju. Konserwatyści, zadowoleni z postępów w swej heroicznej walce z LGBT nie zauważają jednego – instrument pogardy i uciszania, który dziś zwrócony jest w stronę osób o odmiennej seksualności, jutro może być zwrócony w dowolnym kierunku – szczególnie, że władza o aspiracjach autokratycznych zawsze z jakimś wrogiem walczy.

Problem skutecznego zwalczania grupy ludzi nie jest problemem, którym powinni przejmować się wszyscy, ale ci, którzy uciszają innych, są zbyt krótkowzroczni, by dostrzec potencjalny dualizm tej sytuacji. Jest to tym bardziej przykre, że o tym mówił drugi największy autorytet elektoratu obecnej władzy – nie, nie Jan Paweł II, lecz Jezus, który w przykazaniu miłości mówi: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”. Nie wymagam nawet, żeby konserwatyści miłowali, ale równe zasady dla wszystkich? Sprawiedliwe traktowanie? Czy to naprawdę za dużo?

Stąd właśnie mój tytuł. Dzisiaj problem LGBT to nie problem staromodnej władzy, która ma do tego ambiwalentny stosunek i po prostu nie chce wdrażać obcych jej pomysłów. To problem władzy, która aktywnie zwalcza i ucisza przeciwne jej idee. Władzy, która udowadnia, że ci którzy najwięcej mówią o wolności i suwerenności, najmniej rozumieją te pojęcia. Władzy, która, jeśli wystąpiła przeciwko jednej grupie obywateli, wystąpi przeciw każdej. Dziś wszyscy jesteśmy LGBT, bo nad każdym Polakiem wisi widmo cenzury i opresji, których w przeszłości doświadczyliśmy dużo – jak widać, jako społeczeństwo mało się nauczyliśmy.

Nigdy nie przyzwalajmy na nienawiść – nie wiadomo, kiedy to my staniemy się jej ofiarami. Chciałbym, żeby nikt nie musiał przekonać się o tym na własnej skórze.